Zarówno urlop wypoczynkowy Łukasza Piebiaka, jak i trzymiesięczny okres uprzedzenia przysługujący Jakubowi Iwańcowi z tytułu delegacji do resortu sprawiedliwości, już upłynęły. Bohaterowie tzw. afery hejterskiej nie wrócili jednak do orzekania.
Reklama
Przypomnimy, Łukasz Piebiak w latach 2015–2014 był wiceministrem sprawiedliwości, zaś Jakub Iwaniec w podobnym okresie przebywał w MS na delegacji. To się jednak skończyło po wybuchu tzw. afery hejterskiej, w której sędziowie ci mieli brać czynny udział, a wiceminister Piebiak miał nawet kierować grupą sędziów nękających przeciwników tzw. reformy wymiaru sprawiedliwości.
Po dymisji i odwołaniu z delegacji Piebiak i Iwaniec nie wrócili jednak od razu do orzekania w swoich macierzystych sądach. Pierwszy z nich udał się na długi urlop wypoczynkowy, który trwał od 5 września do 30 listopada 2019 r. Jak się jednak okazuje, po upływie tego terminu nie wrócił do pracy w sądzie. Z kolei Jakubowi Iwańcowi przysługiwało trzymiesięczne uprzedzenie.
Okres ten liczony jest od daty odwołania sędziego z delegacji w resorcie. Iwaniec został odwołany 22 sierpnia br., zatem powinien wrócić do orzekania 22 listopada br. Jednak i on po tym terminie nie zasiadł z powrotem za sędziowskim stołem.
Jak udało się ustalić DGP po długiej wymianie korespondencji e-mailowej z biurem prasowym Sądu Okręgowego w Warszawie, obaj panowie do 6 grudnia br. przebywali na „usprawiedliwionej nieobecności”. W związku z tym faktem jak dotąd nie były im przydzielane sprawy.
Póki co biuro prasowe nie odpowiedziało jednak na pytania DGP o to, czy po 6 grudnia sędziowie Piebiak i Iwaniec w końcu wrócili do pracy w swoich macierzystych sądach.