Każdemu zdarzają się pomyłki, ale jeśli zawodzą mechanizmy ich wykrywania i naprawiania, nie można uznać tego za przypadek mniejszej wagi – uznał Sąd Najwyższy.
Sprawa dotyczyła sędzi sądu apelacyjnego w Zielonej Górze, która rozpatrywała odwołanie na odrzucenie apelacji w sprawie o wykroczenie skarbowe. Apelacja nie została przyjęta, gdyż sąd stwierdził, że została złożona po terminie. Przyjął, że tak jak przy innych wykroczeniach czas na jej wniesienie wynosi 7 dni. W rzeczywistości jest on dwa razy dłuższy – 14 dni. Taka też informacja znalazła się na pouczeniu doręczonym stronie wraz z wyrokiem i ten dłuższy termin został zachowany. Mimo to obwiniona utrzymała decyzję o odrzuceniu apelacji.
Dopiero po roku prokurator generalny wniósł kasację, która pozwoliła wznowić proces. Termin przywrócono, apelację przyjęto, ale roszczenia skarbowe wobec oskarżonego się przedawniły, a Skarb Państwa musiał zapłacić mu 2 tys. zł za przewlekłość postępowania. Wszczęto więc postępowanie dyscyplinarne względem sędzi, która podtrzymała oddalenie apelacji.
W I instancji uznano jej winę, ale stwierdzono, że ani jej niedbalstwo przy wydaniu postanowienia, ani jego skutki nie miały charakteru rażącego. Postępowanie bowiem wznowiono, a oskarżony otrzymał prawo do obrony – naruszone zostały jedynie interesy Skarbu Państwa. Zwrócono też uwagę na okoliczności, w jakich sędzia podejmowała decyzję – była to jedna z ośmiu spraw na wokandzie pierwszego dnia po urlopie, a na jej rozpoznanie przewidziano 10 minut. Sędzia nie miała więc możliwości należycie zapoznać się z okolicznościami, podświadomie ufała też decyzji sądu odrzucającego apelację i dlatego ją podtrzymała. Sąd nie wymierzył więc kary.
Od tego wyroku odwołanie do Izby Dyscyplinarnej SN wniósł minister sprawiedliwości. Jego zdaniem konsekwencje błędu były poważne, gdyż ich naprawienie wymagało zaangażowania prokuratora generalnego (wniesienie kasacji) oraz Sądu Najwyższego (rozpatrzenie jej). Ponadto wiązało się ze szkodą dla Skarbu Państwa. W skardze wskazano, że delikt popełniono z winy umyślnej w zamiarze ewentualnym, a nie wskutek zaniedbania (wina nieumyślna). Przedstawiciel resortu dodał, iż nie ma podstaw, by szkody Skarbu Państwa uznawać za mniej ważne niż szkody osób fizycznych i prawnych. Dlatego MS domagało się kary upomnienia.
Obrońca z urzędu wniósł o oddalenie skargi. Nie zgodził się z tezą o umyślnym działaniu obwinionej, gdyż miała ona wieloletnie doświadczeni sędziowskie. Był to raczej błąd. Obecna na sali zastępczyni rzecznika dyscyplinarnego sądu podniosła z kolei, że w chwili popełnienia deliktu kwestia terminu na wniesienie apelacji nie była tak precyzyjnie określona, jak obecnie. Wniosła więc o podtrzymanie wyroku pierwszej instancji.
Sąd Najwyższy uwzględnił skargę ministra sprawiedliwości, zmieniając zaskarżony wyrok i wymierzając karę upomnienia. Nie podzielił twierdzenia ministra o winie umyślnej, gdyż nie było do tego podstaw w materiale dowodowym. Mimo to w jego ocenie naruszenie przepisów było rażące i oczywiste, a wynikało z lekceważenia swoich obowiązków przez sędzię. Sprawa była bowiem prosta, sprowadzała się do sprawdzenia jednego przepisu i 10 minut wystarczyłoby na jej prawidłowe rozstrzygnięcie. Choć finalnie dzięki kasacji oskarżonego nie pozbawiono prawa do obrony, nie można uznać, iż był to przypadek mniejszej wagi. O ile bowiem błąd jest wpisany w sprawowanie wymiaru sprawiedliwości, o tyle tu zawiodły właśnie mechanizmy mające służyć wykrywaniu i naprawianiu takich pomyłek. Sędzia odwoławczy nie może podświadomie uznawać racji sądu kontrolowanego, gdyż czyniłoby to kontrolę instancyjną.
orzecznictwo
Wyrok Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego z 28 listopada 2019 r., sygn. akt II DSS 2/19.