statystyki

Chcę być waszym dorosłym dzieckiem. W Polsce adopcja osoby pełnoletniej jest niemożliwa. Nawet niepełnosprawnej

autor: Mira Suchodolska15.11.2019, 07:40; Aktualizacja: 15.11.2019, 08:33
Adopcja osób dorosłych nie wróciła do kodeksu rodzinnego po transformacji ustrojowej. Mecenas Kaczmarek domyśla się, że głównie z przyczyn finansowych – ustawodawca obawiał się, iż będzie ona nadużywana przez osoby, które chciałyby przekazać komuś majątek bez płacenia podatku

Adopcja osób dorosłych nie wróciła do kodeksu rodzinnego po transformacji ustrojowej. Mecenas Kaczmarek domyśla się, że głównie z przyczyn finansowych – ustawodawca obawiał się, iż będzie ona nadużywana przez osoby, które chciałyby przekazać komuś majątek bez płacenia podatkuźródło: ShutterStock

Polskie prawo nie przewiduje adopcji osoby pełnoletniej. Nawet takiej jak Marta: niepełnosprawnej, po przejściach, która do końca życia będzie potrzebowała opieki. Dla takich ludzi państwo przewidziało domy pomocy społecznej.

K r ystyna i Krzysztof Pelcowie, małżeństwo z podkarpackiego miasteczka, dziewięć lat temu postanowili adoptować dziecko. Jak większość osób w podobnej sytuacji zamierzali wziąć do domu jakiegoś słodkiego bobasa, którego mogliby wychować po swojemu, pokazać mu świat, nauczyć wszystkiego, co sami umieją. I kochać. Nie minęło wiele czasu, kiedy pojawiła się u nich 14-letnia dziewczynka, Marta. – Przypominała bardziej zwierzątko niż człowieka. Gryzła, drapała, nie pozwalała do siebie podejść. Krzyczała, pluła – wspomina Krystyna.

Małżeństwo zabrało dziecko z sierocińca prowadzonego przez siostry zakonne. Oboje są wierzącymi ludźmi i dlatego pierwsze kroki skierowali właśnie tam. Siostry opowiedziały im historię dziewczynki: została odebrana patologicznej rodzinie, gdzie wódka, bicie i gwałty były częstsze niż coś ciepłego do jedzenia. Ojciec odszedł, nie wiadomo dokąd. Ojczym zgwałcił małą w dzień jej pierwszej komunii. Latem 2010 r., kiedy Krystyna i Krzysztof zobaczyli Martę po raz pierwszy, ta prawie nie potrafiła czytać ani liczyć, nie znała się na zegarku, nie umiała korzystać z komunikacji miejskiej, bo nigdy wcześniej sama nie poruszała się po mieście. – Zrozumieliśmy, że nie możemy tego dziecka zostawić w sierocińcu, że mamy obowiązek spróbować wynagrodzić jej choć w części te straszne krzywdy, których doznała – opowiada Krystyna.

Ale kiedy pisze pisma do sądów, urzędów, ministrów – gdzie się tylko jeszcze da – brzmi to mniej dramatycznie: „Na mocy postanowienia Sądu z dnia 23 listopada 2010 roku zostaliśmy rodziną zastępczą dla małoletniej (14-letniej wówczas) Marty. Zostaliśmy rodziną zastępczą, ale z zamiarem, że to dziecko zostanie z nami na zawsze i damy mu dom, którego tak bardzo potrzebowało. Dziewczynka była bardzo wyniszczona psychicznie i fizycznie, z orzeczeniem o niepełnosprawności w stopniu umiarkowanym, głównie z powodu problemów psychicznych oraz urazów i schorzeń kręgosłupa związanych z traumatycznym dzieciństwem”.

Kodeks rodzinny w małym palcu


Pozostało jeszcze 83% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane