Złe traktowanie więźniów i aresztantów nadal jest w Polsce powszechne. Dużym kłopotem jest przeludnienie cel w jednostkach penitencjarnych. To, że jest z tym problem, potwierdza nawet kierownictwo Służby Więziennej (np. w odpowiedzi na pismo rzecznika praw obywatelskich).

Wiele osób po odbyciu kary postanawia więc pozwać Skarb Państwa. W świetle niedawnego wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie muszą jednak pamiętać, by z tym nie zwlekać.

Wiedza osadzonego

Roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym ulega przedawnieniu z upływem lat trzech od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się albo przy zachowaniu należytej staranności mógł się dowiedzieć o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia. Jednakże termin ten nie może być dłuższy niż 10 lat od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wywołujące szkodę. Stanowi tak art. 4421 par. 1 kodeksu cywilnego. Najczęściej to on jest podstawą powództw wnoszonych przez byłych osadzonych.

Rodzi się tu pytanie: czy do byłego więźnia zastosowanie ma termin trzyletni czy dziesięcioletni?

Zdaniem Sądu Apelacyjnego w Warszawie bez wątpienia ten pierwszy.

„O dowiedzeniu się o szkodzie w rozumieniu art. 442 par. 1 k.c. można mówić wtedy, gdy poszkodowany zdaje sobie sprawę z ujemnych następstw zdarzenia wskazujących na fakt powstania szkody, a więc, gdy ma świadomość doznanej szkody (...). Niewątpliwie powód wiedział, w jakich jednostkach penitencjarnych był osadzony i na bieżąco obserwował panujące w nich warunki” – wskazał sąd. I dodał, że tym samym zastosować należy trzyletni termin, który swój bieg rozpoczął w dniu opuszczenia przez powoda jednostki penitencjarnej.

– Trudno się z tym nie zgodzić. Osadzony wie przecież, że przebywa w złych warunkach już w chwili przebywania w zakładzie karnym lub areszcie śledczym. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której dowiaduje się o tym dopiero lata po opuszczeniu jednostki – wskazuje dr Jan Sobiech z Wydziału Prawa i Administracji UKSW. Nie zgadza się natomiast ze wskazaniem przez sąd, że to na powodzie spoczywa ciężar dowodu i to on musi udowodnić, że przebywał w przeludnionej celi.

– Jakkolwiek przepisy o ciężarze dowodu są jasne, to trudno wyobrazić sobie sytuację, by osadzony biegał z miarką, której zresztą nie ma prawa mieć, po celi i ją mierzył oraz robił dokumentację fotograficzną – zauważa Sobiech. Jego zdaniem w sprawach dotyczących przeludnienia w celach sąd powinien zobowiązywać występujące w imieniu Skarbu Państwa zakłady karne do przedłożenia stosownych dokumentów.

Zgodnie z konwencją

Pełnomocnik powoda przekonywał, że stosowanie trzyletniego terminu przedawnienia wobec byłych osadzonych jest niezgodne ze standardem wyznaczonym przez Konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Krótki termin dla osoby, która musi odnaleźć się w często nieznanej dla siebie rzeczywistości, miałby ograniczać jej rzeczywiste prawo do sądu. Sąd apelacyjny jednak tego argumentu nie podzielił.

„W orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka ugruntowane jest stanowisko, według którego terminy przedawnienia «stanowią powszechną cechę krajowych porządków prawnych umawiających się stron»” – przypomniał sąd. I dodał, że zakreślenie rozsądnych terminów przedawnienia gwarantuje pewność prawa, chroni potencjalnych pozwanych i zapobiega przypadkom niesprawiedliwości, do jakich mogłoby dojść, gdyby sądy zobowiązane były do orzekania w przedmiocie okoliczności faktycznych, jakie miały miejsce w przeszłości, na podstawie dowodów, które mogą nie być już wiarygodne czy kompletne.

– Wydaje mi się wręcz nieprawdopodobne, by potencjalna skarga do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka była skuteczna – komentuje prof. Ireneusz Kamiński, ekspert Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i były sędzia ad hoc ETPC. Podkreśla on, że trybunał jest przywiązany do pojęcia krajowego marginesu, co oznacza, że poszczególne państwa mają prawo kształtować wiele norm według swojego uznania. Tak jest z przepisami o przedawnieniu roszczeń. Warunkiem jest jedynie to, by określone terminy były rozsądne.

– Termin trzyletni taki się wydaje. Warto pamiętać, że wśród osadzonych wykształciła się cała praktyka dochodzenia swoich praw i występowania z roszczeniami wobec Skarbu Państwa. Trudno wobec tego przyjąć, by w typowej sprawie, w której nie doszło do nadzwyczajnych zdarzeń, były osadzony w ciągu trzech lat po opuszczeniu jednostki penitencjarnej nie był w stanie wnieść powództwa – uważa prof. Kamiński. ©℗

89 cel większych niż dziesięcioosobowe funkcjonowało w jednostkach penitencjarnych typu zamkniętego w połowie 2018 r.

36,46 proc. ogółu miejsc w Areszcie Śledczym w Białymstoku znajdowało się w celach o pojemności większej niż dziesięcioosobowa

orzecznictwo

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 24 kwietnia 2019 r., sygn. akt VI ACa 259/19.