Sąd uznał, że można ocenić, co jest religią, a co nią nie jest. Sprawą zajmie się trybunał w Strasburgu.
Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną przedstawicieli Kościoła Latającego Potwora Spaghetti, kończąc tym samym na poziomie krajowym sześcioletnią batalię wyznawców Latającego Potwora Spaghetti (dalej: LPS) o wpis do rejestru kościołów i innych związków wyznaniowych (wyrok z 27 lipca 2018 r., sygn. akt II OSK 2217/16). Postępowanie rejestrowe wywołane wnioskiem o wpis z lipca 2012 r. zostało umorzone, zaś decyzja utrzymująca w mocy tę decyzję, mimo jej zaskarżenia do WSA, a następnie wniesienia do NSA skargi kasacyjnej, stała się prawomocna. Wyznawcy LPS złożyli w styczniu 2019 r. skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Parodia religii

Podstawą umorzenia postępowania o wpis do Rejestru Kościołów i Innych Związków Wyznaniowych było przyjęcie, że było ono bezprzedmiotowe, bowiem wnioskodawcy nie utworzyli wspólnoty religijnej, o której mowa w art. 2 pkt 1 ustawy z 17 maja 1989 r. o gwarancjach wolności sumienia i wyznania, zaś Kościół LPS nie powstał w celu wyznawania i szerzenia wiary religijnej, a jedynie ją parodiuje. Akty administracyjne i orzeczenia sądowe wydawane w toku postępowania administracyjnego i sądowo-administracyjnego skupiały się głównie na kwestiach proceduralnych, zdawkowo zajmując się w uzasadnieniach decyzji i wyroków zagadnieniem granic wolności religijnej. Wynikało to z charakteru postępowania rejestrowego.
Reklama
Z uzasadnień orzeczeń sądów administracyjnych w tej sprawie można wywodzić, że po pierwsze: organ rejestrowy uprawniony jest do dokonania oceny, czy wnioskowany do rejestracji podmiot jest Kościołem lub związkiem wyznaniowym podlegającym wpisowi do rejestru, bo tylko taka wspólnota może być przedmiotem postępowania o wpis do rejestru; po drugie: w postępowaniu rejestrowym jest dopuszczalne przeprowadzenie dowodu z opinii biegłych na okoliczność ustalenia, czy zgłoszony do rejestracji podmiot jest wspólnotą religijną w rozumieniu ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania, bowiem ocena taka może wymagać wiadomości specjalnych. W postępowaniu rejestrowym, toczącym się przed ministrem administracji i cyfryzacji, przedstawiciele Kościoła LPS argumentowali, że organizacja ta stanowi wspólnotę religijną założoną w celu wyznawania i szerzenia wiary religijnej, która posiada własny ustrój, doktrynę i obrzędy kultowe.

Argument ad absurdum

Reklama
Kościół LPS ma już kilkunastoletnią historię. Jego powstanie wiązało się z dyskusją o początkach rodzaju ludzkiego, jaka toczy się pomiędzy ewolucjonistami i zwolennikami teorii inteligentnego projektu (zakładającej, w dużym uproszczeniu, że powstanie człowieka jest efektem boskiej interwencji lub planu). Otóż w amerykańskim stanie Kansas, wobec dyskusji o możliwości wprowadzenia do programu nauczania biologii teorii inteligentnego projektu obok teorii ewolucji, jeden z przedstawicieli nauki posłużył się argumentem ad absurdum. W dyskursie prawniczym nie jest to chwyt erystyczny, lecz mieści się w kategorii argumentów rzetelnych. Polega na odniesieniu do sytuacji, w których uznanie danego poglądu pociąga za sobą uznanie innego, odbieranego jako absurdalny. Argument ten polegał na następującym stwierdzeniu: jeżeli na lekcjach biologii na równych prawach nauczane będą teorie ewolucji i inteligentnego projektu, to należy (znów na równych prawach) nauczać o Latającym Potworze Spaghetti jako stwórcy Wszechświata. Argumentacja ta nawiązuje również do argumentacji filozofa Bertranda Russella zwanej „czajniczkiem Russella” (nie da się sprawdzić, czy istnieje kosmiczny obiekt wielkości imbryka krążący między Ziemią a Marsem – można to przyjąć jedynie na wiarę).
Idea LPS, bóstwa z makaronu i pulpetów, zyskała popularność dzięki internetowi. Wejście Kościoła LPS do sfery religii (w rozumieniu prawnym) i zagwarantowanie jego wyznawcom praw tożsamych z wyznawcami innych religii powodowałoby daleko idące skutki. Uzyskując dla swej organizacji status oficjalnie uznawanej religii, wyznawcy pastafarianizmu – od: rastafarianizm i pasta (wł. makaron) – mogliby np. w niektórych krajach udzielać ślubów, w przypadku osadzenia w więzieniu domagać się umożliwienia praktyk religijnych, a do zdjęć w oficjalnych dokumentach pozować z durszlakiem jako religijnym nakryciem głowy.
Do polskiego Rejestru Kościołów i Związków Wyznaniowych wpisano takie związki wyznaniowych jak Zakon Braci Zjednoczenia Energetycznego czy Wyznawcy Słońca, które są uznawane przez państwo. Co zatem stanęło na przeszkodzie wyznawcom LPS w Polsce, podczas gdy w Nowej Zelandii i Holandii pastafarianie cieszą się wolnością religijną na równi z wyznawcami innych religii?

Według biegłych

W postępowaniu rejestrowym toczącym się przez ministrem administracji i cyfryzacji dopuszczono możliwość badania, czy podmiot wnioskujący spełnia kryteria bycia Kościołem w rozumieniu ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania. Jest to warunek istnienia przedmiotu postępowania. W ramach tego badania dopuszczono dowód z opinii biegłych. Dowód taki jest dopuszczalny wówczas, gdy dla rozstrzygnięcia sprawy potrzebne są wiadomości specjalne.
Ekspertyzy biegłych można podzielić na naukowe (np. opinia dotycząca identyfikacji DNA), pozanaukowe (np. opinia rzemieślnika o zgodności wykonanego dzieła z zasadami sztuki rękodzielniczej) i pseudonaukowe (np. opinia biegłego z zakresu parapsychologii). Dowody pseudonaukowe pojawiały się w toku postępowań karnych czy cywilnych (por: uchwała Sądu Najwyższego z 17 października 1985 r., sygn. akt III CZP 59/85, w sprawie dowodu z opinii radiestety). Ekspertyza biegłych powołanych przez ministra administracji i cyfryzacji miała mieć charakter dowodu naukowego, osobami opiniującymi byli pracownicy naukowi Instytutu Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Religioznawstwo, w odróżnieniu od teologii czy filozofii religii, jest nauką empiryczną (nie podejmuje próby poszukiwania dowodów na istnienie bogów, poprzestając na badaniu i opisywaniu fenomenu religii), niemniej jest to dyscyplina humanistyczna, nie zaś ścisła.
Biegli podjęli próbę sformułowania definicji religii i analizy ustalonego stanu faktycznego pod kątem jego zgodności z założoną definicją. Swoje wnioski sformułowali dwutorowo, stwierdzając, iż Kościół LPS jest wspólnotą religijną w zakresie prywatnym i indywidualnym (albowiem każdy może wierzyć, w co mu się podoba – nawet jeżeli jest to zupełnie absurdalne), natomiast nie jest wspólnotą religijną w zakresie oficjalnym, urzędowym, kiedy chodzi o urząd państwowy (a zwłaszcza ministerstwo) – bo takie uznanie otrzymuje wówczas wymiar społeczny i państwowy, a przede wszystkim konsekwencje prawne. Dla wzmocnienia argumentacji biegli zapytali retorycznie: „Czy jest możliwe, aby jakaś grupa ludzi w miarę rozsądnych i w miarę wykształconych w sposób poważny traktowała tezę, iż w rzeczywistości istnieje Latający Potwór Spaghetti, który stworzył Wszechświat, jest wszechmogący i wszechwiedzący?” (upubliczniona treść opinii zaczerpnięta ze strony internetowej https://klps.pl/pliki/ekspertyza.pdf). Delikatna materia zagadnienia – uczucia religijne i wiara, które nie poddają się naukowej weryfikacji – powoduje, że podobny argument „o grupie ludzi w miarę rozsądnych” mógł być równie dobrze powołany przez Sanhedryn w czasie procesu Jezusa.

Amerykański sąd: pastafarianizm nie jest religią

Pomimo wątpliwości co do spójności argumentacji zaprezentowanej w powyższej opinii należy uznać stanowisko ministra o odmowie uznania Kościoła LPS za wspólnotę religijną w rozumieniu ustawy za trafne – z zastrzeżeniem, że jego aktualność będzie podlegać korekcie w miarę upływu czasu i ewentualnego rozwoju systemu wierzeń w LPS (nie można wykluczyć, że u kolejnych pokoleń pastafarian mogą pojawić się brakujące elementy wspólnoty religijnej). Organy orzekające podzieliły wskazania biegłych, iż wiele elementów doktryny i systemu wierzeń Kościoła LPS parodiuje chrześcijaństwo, jak również że brak jest elementów charakterystycznych dla religii, takich jak fascynacja bóstwem czy bojaźń. Podobne stanowisko pojawia się w jurysprudencji amerykańskiej. W sprawie Cavanaugh vs. Bartelt Sąd Stanowy w Nebrasce wskazał w wyroku z 12 kwietnia 2016 r., że system wierzeń i obrzędów związanych z LPS nie jest religią. Orzeczenie to zapadło na kanwie żądania umożliwienia więźniowi wykonywania praktyk religijnych zgodnie z rytem amerykańskiego Kościoła LPS. Oddalając żądanie osadzonego, sąd wskazał, że „święta księga” LPS to czysta satyra, zaś powołujący się na swoje prawa więzień równie dobrze mógłby praktykować inne fikcyjne kulty znane chociażby z książek autorów science-fiction – Kurta Vonneguta czy Roberta Heinleina.

Umorzenie a odmowa wpisu

Pozytywnie należy ocenić decyzję o umorzeniu postępowania rejestrowego, nie zaś o odmowie wpisu do rejestru. Wejście na grunt prawa materialnego i powołanie jako podstawy odmowy okoliczności wymienionych w art. 33 ust. 3 ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania (sprzeczność z przepisami chroniącymi bezpieczeństwo i porządek publiczny, zdrowie, moralność publiczną, władzę rodzicielską albo podstawowe prawa i wolności innych osób) przeniosłoby dyskurs na zupełnie inny poziom. Poziom, na którym niejako potwierdzając istnienie prawa do wpisu do rejestru (a więc uznając, iż Kościół LPS jest taką samą organizacją religijną jak Kościół katolicki czy Cerkiew Prawosławna), organ musiałby wykazać, iż pewne konkretne wartości, należycie odważone, przeważają nad uprawnieniem tej organizacji religijnej do żądania rejestracji jako Kościoła.
O ile na gruncie prawa prywatnego ewentualne roszczenie pastafarianina (przykładowo z zakresu dóbr osobistych) mogłoby być analizowane pod kątem instytucji nadużycia prawa podmiotowego (art. 5 k.c.), o tyle na gruncie prawa publicznego organy orzekające postawiły Kościół LPS poza sferą sacrum, odmawiając mu uznania za wspólnotę religijną i tym samym nie dopuszczając do przeniesienia się dyskursu na grunt konstytucyjnych granic wolności sumienia i wyznania. Pastafarianie posługują się swoimi wierzeniami, aby podejmować dyskusję na temat religii i bynajmniej nie jest im do tego potrzebny wpis do rejestru Kościołów. Złożenie skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu wskazuje jednak, że nie zamierzają rezygnować z przyjętej argumentacji i będą domagać się analizy działań polskich organów administracji publicznej pod kątem naruszenia zapisów Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.