Polskie sądy pospieszyły się z zadaniem Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej pytań dotyczących systemu sądownictwa dyscyplinarnego sędziów – uznał wczoraj rzecznik generalny TSUE.
Od początku podnoszono, że pytania te nie mają szans przed trybunałem. Wskazywano m.in., że odpowiedź, jakiej miałby udzielić TSUE, nijak ma się do postępowań, które toczą się przed sądami pytającymi. Przypomnijmy: sprawa, jaka toczy się w warszawskim sądzie, to sprawa karna, dotyczy działalności członków zorganizowanej grupy przestępczej. A spór zawisły przed łódzkim sądem toczy się między jedną z gmin a Skarbem Państwa. Chodzi o dotacje celowe na realizację zadań zleconych.
Wczoraj te wątpliwości znalazły odbicie w opinii rzecznika TSUE. Ten wskazał m.in., że „postanowienia odsyłające w niniejszych sprawach nie zawierają wystarczającego wyjaśnienia związku pomiędzy właściwymi postanowieniami prawa Unii a rozpatrywanymi przepisami prawa polskiego”. Wytknął też polskim sądom, że ich pytania były przedwczesne i opierały się na ich subiektywnej ocenie co do wpływu nowego postępowania dyscyplinarnego na zdolność sądów do niezależnego orzekania. – To dopiero opinia rzecznika, która jest oczywiście istotnym sygnałem, ale nie przesądza kwestii dopuszczalności tych pytań. Ostateczną decyzję podejmie TSUE – zauważa Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.