Dla osób, które – jak przewidywał jeden z parlamentarzystów – czują się już znużone sprawą hejterów z Ministerstwa Sprawiedliwości, a na myśl, że znów przeczytają o co najmniej niespiesznym wejściu do MS prokuratorów, czują nudności, mam dziś prawdziwą gratkę. Będzie (prawie) zupełnie o czym innym!
Reklama
Sprawa zaczyna się w innym resorcie (uff!). Rolnictwa. Jego szef Krzysztof Ardanowski wydał z górą rok temu czasowe pozwolenie na użycie zakazanych w UE środków ochrony roślin z grupy neonikotynoidów. Zrobił to, mimo że jego poprzednik kilka tygodni wcześniej odmówił (tak się bowiem złożyło, że natychmiast po wymianie na stanowisku raz załatwiony odmownie wniosek złożono ponownie, zamiast np. zaskarżyć decyzję min. Jurgiela). Minister Ardanowski najpierw wydał – bez żadnego trybu – ponowną decyzję w tej samej sprawie (łamiąc art. 156 par. 1 pkt 3 k.p.a.), nie czekając na opinię resortów środowiska i zdrowia. Mimo że przepisy dają na wystawienie opinii czas do 2 tygodni, minister wyznaczył w pismach do swoich kolegów z rządu krótszy termin. Ci się nie zastosowali, a kiedy opinie się pojawiły (i były negatywne), Ardanowski stwierdził, że i tak nie są wiążące, więc po co miał czekać. Doniesienie o przekroczeniu uprawnień i działaniu na szkodę interesu publicznego (art. 231 k.k.) do prokuratury wniósł Greenpeace Polska, a prokurator uznał, że owszem, delikt został popełniony, jednak należy go rozważać na gruncie kodeksu postępowania administracyjnego, bo po to on jest. Postępowanie przed WSA skądinąd się toczyło, sąd zgodził się w części z argumentacją Greenpeace’u i nakazał wznowienie postępowania. Resort wyroku nie wykonał, bo uznał, że i tak jest za późno – zaprawione nasiona zostały wysiane. I co z tego? I nic.
Kilka dni temu postanowienie o odmowie wszczęcia postępowania uchylił Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia. Prokurator będzie się musiał sprawą zająć. Teraz quiz: czy prokurator, który, owszem, dopatrzył się przekroczenia uprawnień, ale nie dostrzegł w sprawie roli dla siebie, teraz poświęci całą energię na wymuszone przez sąd śledztwo? Pytanie drugie: czy gdyby nie chodziło o (przekroczone) uprawnienia członka rządu, to wobec stwierdzenia naruszenia prawa decyzja prokuratora byłaby taka sama? Zakładam, że odpowiedź brzmi „tak”. Na oba pytania. Ale byłbym tego bardziej pewien, gdyby zwierzchnikiem prokuratora nie był minister sprawiedliwości, czyli kolega ministra rolnictwa z rządu.