Zakup działki będącej od lat częścią miejskich terenów zielonych następuje na ryzyko nabywcy.
Reklama
Nie może on przerzucać na miasto odpowiedzialności za spadek jej wartości i niemożność zrealizowania na niej inwestycji – orzekł Sąd Najwyższy, kończąc toczącą się od 10 lat sprawę właścicieli 4-hektarowej działki w Warszawie przeciwko miastu o jej wykup lub zrekompensowanie utraty jej wartości.
Obecni właściciele kupili grunt w 2003 r. za 20 mln zł. Wtedy w Warszawie panowała tzw. luka planistyczna – stary plan zagospodarowania przestrzennego dla miasta już nie obowiązywał, a nowego nie było. Choć studium zagospodarowania nie przewidywało żadnej zabudowy, nabywcy złożyli wniosek o zezwolenie na budowę kompleksu mieszkalno-usługowego. Miasto odmówiło. W dodatku zgodnie z uchwalonym wreszcie planem działka miała pozostać – jak przez ostatnie kilkadziesiąt lat – terenem zielonym.
Właściciele skierowali roszczenia do miasta o wykup ziemi (za 200 mln zł) lub zapłatę kwoty będącej różnicą między ceną zakupu działki a potencjalną wartością nieruchomości, gdyby uzyskali zezwolenia (180 mln zł). Sprawa trafiła do sądu. Stołeczny sąd okręgowy oddalił powództwo w całości. Sąd apelacyjny zasądził na rzecz właścicieli 6 mln zł.
Zdaniem Sądu Najwyższego kluczowe dla rozstrzygnięcia sprawy było stwierdzenie, czy właściciel może wykonywać uprawnienia do nieruchomości zgodnie z art. 140 k.c. Zgodnie z nim w granicach określonych przez ustawy i zasady współżycia społecznego właściciel może korzystać z rzeczy zgodnie ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem swego prawa. Tu właściciele byli ograniczeni w wykonywaniu uprawnień, ale nabyli przecież tereny zielone.
– Sądy przyjęły salomonowe rozwiązanie, zasądzając od miasta 6 mln zł. Powodowie odzyskali część środków, ale niewątpliwie przepłacili – mówił sędzia Józef Frąckowiak.

orzecznictwo

Wyrok Sądu Najwyższego z 21 sierpnia 2019 r., sygn. akt I CSK 352/18.