statystyki

Weryński: Bity Murzyn ciągle w cenie

autor: Maciej Weryński23.07.2019, 12:34; Aktualizacja: 23.07.2019, 12:36
Śladem wielu mediów, tradycyjnych i społecznościowych, pan wiceminister pochylił się nad prawami polskiej rodziny na kanwie głośnej sprawy zwolnionego pracownika Ikei w Krakowie

Śladem wielu mediów, tradycyjnych i społecznościowych, pan wiceminister pochylił się nad prawami polskiej rodziny na kanwie głośnej sprawy zwolnionego pracownika Ikei w Krakowieźródło: ShutterStock

Obrona tezy, że heteroseksualiści są w Polsce szykanowani, wymaga ekwilibrystyki, która wiceministrowi raczej nie przystoi.

C o może cieszyć bardziej niż świadomość, że ludzie u władzy, wiceminister sprawiedliwości na przykład, są wrażliwi na krzywdę, oczytani, znają historię i interesują się światem? Że potrafią z wydarzeń przeszłych i współczesnych, choć dalekich od polskich granic, wyciągnąć lekcję, by nam, polskiemu społeczeństwu, oszczędzić błędów innych? Taki budujący obraz być może wyłonił się czytelnikom „Rzeczpospolitej” z 16 lipca, z lektury tekstu „Terroryzm w białych rękawiczkach” wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego.

Śladem wielu mediów, tradycyjnych i społecznościowych, pan wiceminister pochylił się nad prawami polskiej rodziny na kanwie głośnej sprawy zwolnionego pracownika Ikei w Krakowie. Jak przystało na wiceministra sprawiedliwości, odwołuje się do wartości konstytucyjnych – otóż według niego wewnętrzny dokument firmy „…wprowadza sprzeczną z polskim prawem definicję rodziny”. Jak rozumiem, chodzi mu o zasadę ochrony rodziny z art. 18 konstytucji („Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”). Pan wiceminister pomija przy tym wątpliwości, jakie powzięły m.in. polskie sądy czy Komitet Nauk Prawnych PAN, czy aby z ochrony małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny na pewno wynika zasada, że inne związki nie zasługują na uznanie prawne (patrz uzasadnienie do wyroku WSA w Warszawie, sygn. akt IV SA/Wa 2618/18) i czy tak pojmowane małżeństwo i rodzina powinny być traktowane jako tożsame (patrz: opinia KNP).

Pan wiceminister to jednak człowiek otwarty, za przedstawicielami innych modeli życia (które, opatrując cudzysłowem, nazywa nieheteronormatywnymi, dając dowód obycia również z dorobkiem współczesnych studiów antropologicznych) też się ujmuje. Według niego bowiem „nakaz rozmawiania o partnerach życiowych nieheteroseksualnych pracowników bardzo zbliża się do znamion molestowania seksualnego”, którego chce owym pracownikom oszczędzić. Z równą jak o rodzinę troską myśli też o zarządzaniu pracownikami w Ikei i ich potencjalnym nierównym traktowaniu w razie (niezgodnego oczywiście z prawem) stwierdzenia, że nie są heteroseksualni („Czy podczas zebrań pracowniczych lub drogą e-mailową bądź w jakikolwiek inny sposób osoby zatrudnione w Ikei były pytane o samoklasyfikację w ramach skonstruowanej nie tak dawno, a przeczącej dorobkowi nauk biologicznych skomplikowanej siatki płci i preferencji (…)” i „(…) czy odmawiano im poszanowania praw pracowniczych?”). Pan wiceminister zadaje w ten sposób kłam plotce stugębnej, według której prawa mniejszości władzom polskim na sercu nie leżą.

Autor tekstu (opublikowanego zresztą w rubryce „Rzecz o prawie”) nie wychodzi z roli osoby postawionej na warcie przy przestrzeganiu prawa właśnie. To – znowu – budujące, że nie twierdzi, że doszło do złamania prawa pracy. „Nie przesądzając, jakie będzie orzeczenie w tej sprawie, należy oczywiście zauważyć, że nie podano żadnych faktów ani dowodów, które uzasadniałyby zaistnienie którejkolwiek z tych okoliczności, no, chyba że przyznanie się do wiary katolickiej powoduje automatyczną utratę zaufania szefostwa krakowskiej Ikei. Byłoby to bardzo smutne, ale przede wszystkim w myśl kodeksu pracy nielegalne” – pisze i oczywiście ma rację w kwestii nielegalności, bowiem wyznawana religia nie może być powodem szykan lub zwolnienia z pracy na podstawie art. 18 3a kodeksu pracy. Że w tym samym artykule wspomina się również o zakazie nierównego traktowania ze względu na orientację seksualną, pan wiceminister nie mówi. A przecież mógłby dodać, że w Ikei dyskryminowani mogą się czuć pracownicy heteroseksualni. Ten argument explicite mógł się przecież pojawić w części, w której autor pisze o wymuszeniu sposobu określania osób bliskich pracowników. „Dlaczego osoba pozostająca w legalnym związku małżeńskim miałaby w rozmowach między pracownikami być określana mianem « partnera » (…)?” – pyta. Ale sądem za dyskryminację jednak nie straszy, choć mógłby.


Pozostało jeszcze 54% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane