Z jego inspiracji do prawa międzynarodowego wprowadzono przepisy o przeciwdziałaniu zbrodni przeciwko szczęściu i dobru dziecka oraz niszczeniu biologicznej siły narodów. Pora przypomnieć zasługi Romana Hrabara.
grób Romana Hrabara / Agencja Gazeta / Fot. Dawid Chalimoniuk Agencja Gazeta
To dziwne, że o jego biografię jeszcze nie upomniało się Hollywood, skoro na srebrny ekran mogły trafić dokonania takich adwokatów jak James Donovan („Most Szpiegów”, w roli głównej Tom Hanks) czy Jan Schlichtmann („Adwokat”, w roli głównej John Travolta). Zasługi katowickiego adwokata Romana Hrabara są nieporównywalnie większe.
W sieci na temat dr. Romana Hrabara informacji jest niewiele. Te dostępne dotyczą jego działalności związanej z odzyskiwaniem porwanych przez nazistów polskich dzieci, był bowiem pełnomocnikiem polskiego rządu ds. rewindykacji dzieci polskich wykradzionych przez Lebensborn podczas II wojny światowej i poddanych procesowi germanizacji. Jego sukcesy na tym polu są nie do przecenienia. „Na podstawie wielu rożnych źródeł ocenia się, że ogółem wywieziono z Polski ok. 200 tys. dzieci, które zostały uznane za «wartościowe rasowo» i godne poddania procesowi germanizacji, nierzadko po zamordowaniu ich rodziców. Po wojnie udało się odnaleźć jedynie ok. 30 tys. dzieci” – podaje Hrabar w swojej książce pt. „Hitlerowski rabunek dzieci polskich. Uprowadzanie i germanizowanie dzieci polskich w latach 1939–1945”.
Reklama
Beno Benczew z Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach w poświęconym Romanowi Hrabarowi filmowym reportażu otwierającym cykl „Archiwa Palestry” (wyprodukowanym dla Izby Adwokackiej w Katowicach) mówi, że według szacunków wspomniana przez samego bohatera liczba odnalezionych to dzieci odzyskane przez dr. Hrabara i jego zespół.
To ogromny, ale nie jedyny sukces katowickiego adwokata. Niemal zupełnie zapomniano, że Hrabar miał ogromny wpływ na prawodawstwo międzynarodowe. Dostępne w sieci artykuły na ten temat albo milczą, albo opatrują go jednym zdaniem. Tymczasem Roman Hrabar odegrał niebagatelną rolę w przebiegu tzw. procesu RuSHA, ósmego z 12 procesów norymberskich. Rozpoczął się on 20 października 1947 r. Na ławie oskarżonych zasiedli wówczas pomysłodawcy i wykonawcy nazistowskich programów rasowych z Głównego Urzędu Rasy i Osadnictwa SS (Rasse- und Siedlungshauptamt, RuSHA), w tym także twórcy organizacji Lebensborn. Wśród oskarżonych znaleźli się m.in. Otto Hofmann i Richard Hildebrandt (kolejni szefowie RuSHA), Ulrich Greifelt, który kierował Komisariatem Rzeszy ds. Umacniania Niemczyzny (Stabshauptamt Reichkomissar für die Festigung deutsches Volkstums, RKFDV) i jego zastępca Rudolf Creutz, Werner Lorenz (szef VoMi, tj. SS–Hauptamt Volksdeutsche Mittelstelle, czyli Głównego Urzędu Kolonizacyjnego dla Niemców Etnicznych w ramach SS) oraz Max Sollmann (przewodniczący Towarzystwa Lebensborn).

Reklama

Na sali sądowej

Hrabar w trakcie procesu RuSHA współpracował z prokuratorem Edmundem Schenkiem – niemieckim Żydem, który zdążył przed wojną uciec do Stanów Zjednoczonych (jego rodzice zginęli w Auschwitz).
– Z tym procesem ja bardzo ściśle współpracowałem. Stale jeździłem do Norymbergii z mojej kwatery głównej, początkowo w Wiesbadenie, nastepnie w Ludwigsburgu, a w końcu Esslingen am Neckar w Badenii. Stale miałem kontakt z Norymbergą, wymienialiśmy dokumenty, przekazywałem nasze dokumenty trybunałowi norymberskiemu, z kolei trybunał norymberski przekazywał mnie różne dokumenty. Niezależnie od tego sprowadziłem troje dzieci polskich, w charakterze świadków, którzy zeznawali w Norymberdze właśnie, w jaki sposób zostały zagrabione i jakie je losy spotkały po tym zagrabieniu w Niemczech – mówił w audycji „Wychodzenie z mroku” wyemitowanej na antenie Polskiego Radia Katowice.
Mowa o zeznaniach odnalezionych przez zespół Hrabara uprowadzonych dzieci – Aliny Antczak, Barbary Mikołajczyk i Sławomira Grodomskiego-Paczesnego. Między innymi dzięki nim 13 z 14 oskarżonych w procesie RuSHA zostało skazanych na wieloletnie więzienie. Pięcioro zostało jednak zwolnionych z odbywania kary. Trybunał uznał, że odbyli ją, przebywając w więzieniu przed procesem i w jego trakcie. Wyroki na pozostałych: od 10 lat pozbawienia wolności do dożywocia.
Wyrok ogłoszony 10 marca 1948 r. dla Hrabara był jednak szokiem. Trybunał uznał bowiem Lebensborn za organizację czyniącą wszystko, żeby otoczyć dzieci należytą opieką. Należącą do kierownictwa tej instytucji Inge Viermetz nawet uniewinnił.

W publikacjach

Z sali sądowej walka przenosi się na grunt naukowy. Hrabar w licznych publikacjach walczy o uznanie Lebensbornu za organizację zbrodniczą. W książce „Janczarowie XX wieku” wyrok norymberskiego trybunału komentuje tak: „Ustalenia wyroku w odniesieniu do Lebensbornu stanowią dla nas wszystkich duże zaskoczenie. (...) Jeżeli przywódcy Lebensbornu wiedzieli, że dzieci zostały uprowadzone, a nawet posiadali wiadomość, że niektóre mają żyjących rodziców – co Trybunał przyjął za udowodnione – to wykonywanie opieki nad takimi dziećmi jest co najmniej karalnym pomocnictwem. Pominięto również zawarty w dokumentach dowodowych fakt zacierania przez Lebensborn śladów pochodzenia dziecka, zmiany nazwisk, świadomego fałszowania metryk urodzenia”.
Determinacja Hrabara przynosi rezultat. W 1950 r. niemiecki Trybunał Denazyfikacyjny w Monachium uznaje działalność Lebensbornu za zbrodniczą. Staje się tak już po uchwaleniu przez Zgromadzenie Ogólne ONZ 9 grudnia 1948 r. w Nowym Jorku międzynarodowej konwencji ws. zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa. Za zbrodnię przeciwko ludzkości zostaje uznane „przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy do innej grupy”.
Niewielu ma jednak świadomość, że i to w dużej mierze zasługa Hrabara, co być może było jego największym sukcesem. W wywiadzie z Haliną Piekarską, który ukazał się na łamach „Palestry” w 1983 r., zapytany o swój największy sukces Hrabar wspominał bowiem tak: „Na konferencji UNESCO w Trogen (Szwajcaria) na mój wniosek uchwalono rezolucję – postulat wprowadzenia do przepisów prawa międzynarodowego szczególnych postanowień, które by przeciwdziałały zbrodni agresji przeciwko szczęściu i dobru dziecka oraz przeciwko niszczeniu biologicznej siły jakiegokolwiek narodu”.
Mowa o konferencji UNESCO z 1948 r., podczas której uznano proceder rabunku i eksterminacji dzieci za zbrodnię przeciwko ludzkości. Roman Hrabar jako przedstawiciel Polski w obszernym przemówieniu mówił o losie dzieci w czasie II wojny światowej, ilustrując referat przykładami masowej eksterminacji młodzieży i dzieci na ziemiach polskich w latach 1939–1945. W rezultacie uczestnicy konferencji przyjęli jednogłośnie rezolucję następującej treści: „Konferencja uważa metody okupacyjne stosowane w ostatniej wojnie, rabunek i eksterminację dzieci, jako zbrodnię przeciwko ludzkości. UNESCO zwraca się do Rady Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych za pośrednictwem Rady Ekonomicznej i Społecznej, celem włączenia i wprowadzenia do przepisów prawa międzynarodowego postanowień przeciwdziałających zbrodniom agresji przeciwko szczęściu i dobru dziecka”
Na tym wpływ Hrabara na prawodawstwo międzynarodowe się jednak nie kończy. W swojej książce „Skazane na zagładę” wskazuje, że obok zbrodni na dzieciach w trakcie II wojny światowej popełniono również masowo zbrodnię przeciwko ludzkości i ludobójstwa, które nazywa zbrodnią przeciwko macierzyństwu. Z braku dowodów ta nie była jednak sądzona w Norymberdze, zebrano bowiem tylko fragmentaryczne dowody zbrodni popełnionych na dzieciach w łonie matek, noworodkach i niemowlętach.
Książka Romana Hrabara bez wątpienia stała się przyczynkiem do badań nad zbrodniami hitlerowskimi. On sam został członkiem Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, a potem Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu i tej działalności pozostał wierny do końca życia.
W 1972 r. jako biegły uczestniczy jeszcze w procesie Eugenii Pol, który miał miejsce w Łodzi. Eugenia Pol była nadzorczynią w tamtejszym obozie dla dzieci i młodzieży. Za śmierć trzech dziewczynek została skazana na 25 lat więzienia. Siedem lat później, przy okazji Międzynarodowego Roku Dziecka, Hrabar pisze: „Proces ten określił istotne znamiona i cechy obozu oraz jego rolę w systemie wyniszczania narodu polskiego. Niektóre poglądy, że był to «karny obóz pracy», «specjalny obóz karny dla dzieci» lub «obóz pracy» odbiegały od rzeczywistości obozowej, skoro przebywały tam również dzieci już dwu-, trzy-, cztero- i pięcioletnie. Nawet w reżimie hitlerowskim nie skazywano w tym wieku dzieci na pracę w obozach. W procesie tym ustalono jednoznacznie, że obóz miał charakter obozu koncentracyjnego dla dzieci i młodzieży. Zebrany w procesie materiał dowodowy, przede wszystkim w postaci oryginalnej dokumentacji niemieckiej, wypełnia wszelkie istniejące dotąd luki badawcze, dając pełny obraz zbrodni popełnionych przeciwko ludzkości”.

Obrońca przyrody

Warto też przypomnieć, że zainteresowania Romana Hrabara dotyczyły także ekologii. To właśnie Hrabar jest autorem terminu „przyrodobójstwo” ogłoszonego w 1973 r. w tygodniku „Poglądy”. Mimo sprzeciwów wielu specjalistów z zakresu prawa karnego konsekwentnie obstawał przy jego stosowaniu. Na temat przyrody i jej ochrony pisał wiele. Można wspomnieć chociażby publikacje pt. „Prawo w sukurs przyrodzie”, „Kodyfikacja dobrej nadziei”, „Piekło Buszmenów”, „Był las...”. Co ciekawe, Hrabar jest nawet autorem poematu – „Quo vadis Homo Sapiens?”, będącego swoistym aktem oskarżenia w poetyckiej formie. Sam o prawnych aspektach ekologii mówił tak: „Interesują mnie procesy o odszkodowanie za uszkodzenie zdrowia spowodowane degradacją środowiska. Zajmuję się bowiem głównie cywilistyką, a stąd – publicystyka ekologiczna”. To również fragment wspomnianego wywiadu z Haliną Piekarską.
Od 1945 r. do śmierci w 1996 r. Roman Hrabar mieszkał w Katowicach. Mimo to dla mieszkańców Śląska, a nawet samych Katowic, jest postacią praktycznie nieznaną. Dopiero w 2017 r. otrzymał pośmiertnie odznakę Adwokatura Zasłużonym. Niewiele brakowało, aby w tym samym czasie jego grób na cmentarzu przy ul. Francuskiej w Katowicach został zlikwidowany…
Jeżeli przywódcy Lebensbornu wiedzieli, że dzieci zostały uprowadzone, a nawet posiadali wiadomość, że niektóre mają żyjących rodziców – co Trybunał przyjął za udowodnione – to wykonywanie opieki nad takimi dziećmi jest co najmniej karalnym pomocnictwem