Realcje między prawnikami: Zaczyna się budować coś na kształt zawodowej solidarności?

autor: Łukasz Bojarski25.06.2019, 10:39; Aktualizacja: 25.06.2019, 14:31
prawo7

prawo7źródło: ShutterStock

Solidarność zawodowa, bywało, że rozumiana bardziej jako dbałość o interes grupowy, a nie publiczny, ma szansę nabrać nowego znaczenia

S twierdzam, że wobec faktu, iż sędzia Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe w Gdańsku Dorota Zabłudowska otrzymała 9 grudnia 2018 roku gratyfikację pieniężną od osoby będącej oskarżoną w postępowaniu toczącym się przed tym Sądem – podjęcie przez Zastępcę Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych wstępnych czynności wyjaśniających […] było bezwględną koniecznością” (pismo do RPO z 5 czerwca 2019 r.) – czytam i czytam i naprawdę trudno w to uwierzyć. A jak Państwo odczytujecie to zdanie? Poważny sędzia, na poważnym urzędzie, w poważnym piśmie do poważnego organu pisze, że sędzia wzięła pieniądze od oskarżonego... Powtarza to zresztą (drugi raz to już nie „gratyfikacja”, tym razem nazywa się to „środkami pieniężnymi”). No czyż nie tak czytamy, co napisano? A napisał to sędzia Piotr Schab, rzecznik dyscyplinarny, o sędzi Dorocie Zabłudowskiej – jednej z trzech laureatek Gdańskiej Nagrody Równości Prezydenta Miasta Gdańska.

Kiedy w ostatnim felietonie („Sędzia też człowiek…”, „Prawnik” z 7 maja 2019 r.) proponowałem przemyślenie zasad przyznawania sędziom nagród i przyjmowania przez nich honorów, omawiałem także tę sprawę. Nie sądziłem jednak, że będzie miała taki ciąg dalszy. Sędzię wyróżniono w ramach działania Gdańskiej Rady do spraw Równego Traktowania. W uzasadnieniu napisano, że pani sędzia „swoją postawą promuje zasadę równości, sprawiedliwości społecznej i poszanowania praw człowieka, w szczególności prawa do niezależnego i niezawisłego sądu” oraz że „postawa sędzi Zabłudowskiej przyczyniła się znacznie do otwarcia środowiska sędziowskiego na obywateli”, a ci „zyskali większą świadomość znaczenia w ich codziennym życiu konstytucyjnej zasady niezawisłości sędziowskiej”. Wyróżnienie przyznała Kapituła Nagrody powołana przez prezydenta Pawła Adamowicza w zarządzeniu i obradująca na podstawie nadanego regulaminu (bez samego prezydenta w składzie). Prezydent natomiast nagrodę wręczył – odznakę równości, dyplom, obywatele dodali kwiaty. Nagroda równości ma także wymiar finansowy, ale zamiar przekazania pieniędzy na cel społeczny sędzia Zabłudowska zadeklarowała w dniu jej przyjęcia. Tak się też stało, pieniądze przekazała na rzecz Orkiestry Vita Activa, która skupia osoby z niepełnosprawnościami umysłowymi. Uroczystość wręczenia nagrody można obejrzeć w internecie (na stronach trójmiejskiego oddziału „Gazety Wyborczej”). Kilkakrotnie padają tam słowa (w tym w cytowanych wypowiedziach nagrodzonej sędzi) o tym, że trzeba politykę trzymać z dala od sądu. Można także (w kwartalniku „Iustitia”) przeczytać wywiad z nagrodzoną, w którym mówi, dlaczego przyjęła nominację (po sprawdzeniu faktu jawności kapituły i trybu działania), oraz opowiada o kontakcie z prezydentem: „Prezydent Paweł Adamowicz dokładnie rozumiał moje uwarunkowania związane z pełnioną funkcją i zawsze zachowywał w stosunku do mnie nienaganny takt i dystans, jak sądzę, żebym nie miała nieprzyjemności z powodu np. rozmowy z nim czy wspólnego zdjęcia. Był taktowny do tego stopnia, że w czasie gali w ECS-ie wahał się, czy może się ze mną przywitać, żeby nie zostało to źle odebrane”.

Jakiś czas potem rzecznik dyscyplinarny poprosił sędzię o wyjaśnienia, które złożyła. A nagabnięty w tej sprawie przez rzecznika praw obywatelskich, który monitoruje przypadki nieuzasadnionych działań dyscyplinarnych wobec sędziów, postanowił wyżej zacytowane zdanie o przyjęciu pieniędzy od oskarżonego napisać i upublicznić w internecie. I naprawdę warto zapytać, jak to jest w ogóle możliwe. Przecież zapewne zrobił to świadomie, przecież pewnie chciał dopiec i rzecznikowi, i samej sędzi, ale zrobił to w taki sposób, jakby zatracił już wszelkie hamulce. Jeśli można napisać o kimś, ba!, o sędzi, że wzięła pieniądze od oskarżonego, gdy zna się okoliczności tej sprawy, to znaczy, że już chyba wszystko można.


Pozostało jeszcze 77% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • .(2019-06-25 15:16) Zgłoś naruszenie 62

    Na swój sposób to zabawne, że przez tyle lat pokutował mit o rzekomej "solidarności zawodowej prawników", niemający nic wspólnego z faktami. W sumie dobrze, że rzeczywiście powoli coś na kształt takiej solidarności zaczyna się rodzić. I tak nigdy się nie zbliży do zupełnie przybierającej niekiedy patologiczne wymiary solidarności lekarzy czy dziennikarzy.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane