Opinia rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości UE ws. skargi, jaką wobec Polski, Czech i Węgier wniosła Komisja Europejska za odmowę przyjmowania uchodźców w ramach relokacji, zostanie wydana 29 lipca. Wyrok zapadnie zatem najprawdopodobniej po wakacjach.
Reklama

Zgodnie z decyzją relokacyjną z września 2015 r. państwa członkowskie UE miały w ciągu dwóch lat (do 26 września 2017 r.) rozdzielić między siebie do 120 tys. uchodźców. Na Polskę miało przypaść ok. 7 tys. osób. W rzeczywistości rozdzielnik objął znacznie mniejszą liczbę osób (ponad 32 tys.), a sprawy przed Trybunałem uniknęły kraje, które tylko symbolicznie wzięły udział w relokacji.

Polska, Czechy i Węgry podczas środowej rozprawy w TSUE w Luksemburgu argumentowały, że ich decyzje o odmowie przyjęcia uchodźców w ramach relokacji miały podstawy w prawie UE. Odmiennego zdania jest KE.

Przedstawicielka Komisji Europejskiej Zuzana Maluskova twierdziła, że trzy kraje nie przyjmując uchodźców złamały unijne prawo. Wskazywała też, że zarazem złamały zasadę solidarności, na której opiera się UE.

Reklama

Wskazywała, że w przyjętych regulacjach były gwarancje, które dawały państwom członkowskim możliwość odmowy przyjęcia konkretnego uchodźcy, jeśli byłoby to właściwie uargumentowane. Chodziło o przedstawienie dowodów, że dana osoba może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

„Wyrok będzie szalenie ważny” – powiedziała dodając, że chodzi o to, aby TSUE potwierdził, iż kraje muszą wypełniać swoje zobowiązania, co jest fundamentem rządów prawa w Unii. Sprzeciwiła się też twierdzeniu, że relokacja stanowiła „zagrożenie dla bezpieczeństwa państw, bezpieczeństwa narodowego”.

Odmiennego zdania był reprezentujący Polskę Bogusław Majczyna z MSZ. Tłumaczył, że argumenty KE są bezzasadne. Wskazywał, że zgodnie z traktatami na krajach UE ciąży obowiązek utrzymania porządku publicznego i bezpieczeństwa wewnętrznego, a akty unijne nie mają wpływy na wykonywanie tych obowiązków (art. 72 traktatu o funkcjonowaniu UE). „Postępowanie władz polskich było zgodne z prawem unijnym” – przekonywał.

Powiedział też, że w grudniu 2015 r. Polska podjęła próbę wykonania decyzji relokacyjnej, zgłaszając liczbę 100 osób, które można relokować na jej terytorium. Jednak okazało się, że nie jest to możliwe ze względu na niemożność weryfikacji tożsamości osób, które miały być przeniesione do Polski. „Nie jest prawdą, że z góry władze polskie odrzuciły relokację” – podkreślił.

Jak wskazywał, w wyniku podjętej próby przyjęcia uchodźców polskie władze stwierdziły, że wnioskodawcy często nie posiadali dokumentów tożsamości, a w przypadku tych, którzy je posiadali, istniało prawdopodobieństwo, że dokumenty, w szczególności syryjskie, były sfałszowane.

Jak dodał, Polska nie uważa, że decyzje o relokacji były nielegalne, tylko, że nie było możliwości ich praktycznego wykonania z uwagi na przeszkody, które uniemożliwiały wypełnianie zawartych w traktacie przepisów dotyczących ochrony porządku publicznego i bezpieczeństwa wewnętrznego.

Przedstawiciel Węgier Miklos Zoltan Feher wskazywał, że nie tylko Polska, Czechy i Węgry nie wypełniły zobowiązań w sprawie relokacji. Przypomniał, że zgodnie z dokumentami KE ze 120 tys. osób, które miały być relokowane, relokowano zaledwie nieco ponad 30 tys. osób. Według niego fakt, iż tylko trzy kraje zostały pozwane do TSUE, ma kontekst polityczny, a Polska, Czechy i Węgry są „kozłem ofiarnym” Komisji Europejskiej.

Feher mówił też, że zdaniem rządu węgierskiego skarga KE jest niedopuszczalna, bo decyzje były tymczasowe. „Nie można zmusić krajów członkowskich do zastosowania decyzji, które przestały obowiązywać” - tłumaczył. Powołał się też na art. 72 traktatu, który przywoływał wcześniej Majczyna, czyli na kwestie zagrożenia dla bezpieczeństwa wewnętrznego i porządku publicznego.

Przedstawiciel Czech Martin Smolek argumentował, że rząd czeski nie miał możliwości relokowania osób, których tożsamości nie można było stwierdzić. Podkreślił, że Grecja i Włochy nie reagowały na wnioski Pragi w tej sprawie albo reagowały w niewłaściwy sposób. Argumentował też, że skoro decyzje o relokacji wygasły, nie można mówić o złamaniu prawa unijnego.

Majczyna powiedział dziennikarzom tuż po zakończeniu rozprawy, że kwestia interpretacji tego, czy kraje członkowskie mogą powoływać się na przesłanki bezpieczeństwa wewnętrznego, w jakim zakresie i w jaki sposób, budziła podczas rozprawy wątpliwości sędziów Trybunału. "Starałem się (...) przekonać sędziów do tego, że takie możliwości państwo członkowskie posiada" - mówił. Jak dodał, wynikają one wyraźnie z przepisów traktatu unijnego.

Podnoszony przez polską stronę argument dotyczący bezpieczeństwa wewnętrznego wynikał - jak zauważył Majczyna - z braku możliwości weryfikacji tożsamości osób, które miały być relokowane. "Ten problem nie został przewidziany w treści decyzji relokacyjnych. One opierają się na założeniu, że tożsamość tych osób można ustalić i następnie zbadać, czy poszczególne osoby mogą stanowić jakiekolwiek ryzyko. Natomiast w sytuacji, gdy takiej tożsamości nie można było ustalić, mechanizm przewidziany w decyzjach relokacyjnych nie mógł zostać skutecznie wykorzystany" - wyjaśnił.

Majczyna dodał, że KE w sposób nieprzekonujący uzasadniła, dlaczego Polska, Czechy i Węgry zostały zaskarżone do TSUE, a inne kraje, które nie wykonały decyzji relokacji - nie. "Faktem pozostaje, że bardzo wiele krajów, tylko w minimalnym zakresie i w ostatniej chwili, podjęło się wykonać te decyzje" - powiedział wskazując, że stąd pojawiają się zarzuty, iż mamy do czynienia z nierównym traktowaniem państw członkowskich.

"Tylko trzy państwa znalazły się na cenzurowanym, podczas gdy zdecydowana większość nie" - powiedział dodając, że dlatego postępowanie KE jest nieuzasadnione i budzi wątpliwości co do zgodności z zasadą równego traktowania wszystkich państw członkowskich.

Majczyna uważa, że obecnie nie można zobowiązać Polski, Czech i Węgier do przyjęcia uchodźców w ramach rozdzielnika. "Nie można wykonywać decyzji, które już od bardzo dawna nie obowiązują" - wyjaśnił.