AKP przegrała nawet w swoim mateczniku – Stambule. Jednak prezydent nie ma zamiaru się poddawać. Właśnie ogłosił, że metropolia ma głosować jeszcze raz.
"Wygrywanie z Partią Sprawiedliwości i Rozwoju jest nielegalne” – ironizował na Twitterze Onursal Adigüzel z opozycyjnej Partii Republikańskiej (CHP). „System, który decyduje ponad głowami obywateli i nie szanuje prawa, nie jest ani demokratyczny, ani nie posiada legitymacji. To dyktatura” – dorzucał wiceszef ugrupowania, które 31 marca wygrało w największym mieście Turcji, jego rzeczywistej stolicy – Stambule.
Zaplanowane na 31 marca wybory samorządowe miały być – i były – testem dla Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) i Recepa Tayyipa Erdoğana. Większym niż ubiegłoroczne przyspieszone wybory parlamentarne, które ponownie wygrała AKP. Wtedy to był ruch uprzedzający, jak tłumaczyli analitycy znad Bosforu: rząd zdawał sobie sprawę, że nadciąga załamanie gospodarcze, więc postanowił zmobilizować zwolenników, zanim ich szeregi zaczną się kruszyć.