Sprawa dotyczyła pracy stworzonej na studiach podyplomowych przez jedną ze słuchaczek. Pod opieką doktora B. S. stworzyła ona artykuł naukowy na temat zarządzania w oświacie. W trakcie prac nad tekstem promotor polecił zapoznanie się podopiecznej z książką prof. L. G., którą wcześniej sam przeczytał. Seminarzystce tak bardzo spodobała się książka profesora, że przepisała z niej fragment stanowiący ponad 5 proc. całej pracy. Pierwotne dzieło nie zostało jednak wskazane jako źródło przemyśleń.

Promotor nie dostrzegł plagiatu. Praca zaś spodobała mu się tak bardzo, że po ukończeniu studiów podyplomowych została opublikowana w internecie oraz wydana w niszowej książce o nakładzie 500 egzemplarzy. Pod artykułem były już jednak podpisane dwie osoby: promotor B. S. jako pierwszy oraz słuchaczka studiów jako druga.