Wolność słowa czy ochrona dobrego imienia? W mediach społecznościowych zdecydowanie to pierwsze

autor: Konrad Wojciechowski11.01.2019, 07:00; Aktualizacja: 12.01.2019, 11:54
Zdesperowanym, którzy biją głową w mur nierychliwej sprawiedliwości i nie mogą się doczekać pociągnięcia trolli do odpowiedzialności, pozostaje skorzystać z mało pocieszającej rady: „Nie chcesz być obrażany w internecie, to wyloguj się z Facebooka czy Twittera lub nie czytaj komentarzy pod artykułami”.

Zdesperowanym, którzy biją głową w mur nierychliwej sprawiedliwości i nie mogą się doczekać pociągnięcia trolli do odpowiedzialności, pozostaje skorzystać z mało pocieszającej rady: „Nie chcesz być obrażany w internecie, to wyloguj się z Facebooka czy Twittera lub nie czytaj komentarzy pod artykułami”.źródło: ShutterStock

Jak nie paść ofiarą przemocy słownej w sieci? Najlepiej wylogować się z FB i Twittera, bo w mediach społecznościowych wolność słowa jest przedkładana nad ochronę dobrego imienia.

D ziałalność trolli siejących mowę nienawiści i kolportujących fake newsy w internecie można napotkać w komentarzach pod dowolnym artykułem w sieci. Problem ten wcale nie jest wirtualny, bo wywiera wpływ nawet na niewielkie społeczności czy grupy sąsiedzkie. Trzy miesiące temu „Newsweek” i „Gazeta Wyborcza” pisały o kilkudziesięciu podejrzanych kontach, które w komentarzach na Facebooku miały popierać burmistrza warszawskiego Ursynowa i dyrektorkę miejscowego domu kultury spowinowaconą z nim politycznie. Lokalne stowarzyszenie Miasto Ursynów oraz administratorzy forum dyskusyjnego Obywatele Ursynowa zwrócili uwagę na nienaturalny sposób pisania postów przez niektórych użytkowników – nie pasował on do stylu wypowiedzi pozostałych członków społeczności. Wpisy były bez wyjątku pochwalne i niemal o takiej samej treści. Różniło je w zasadzie tylko to, że publikowali je różni użytkownicy – albo krąg tych samych osób, albo osoby o trudnej do ustalenia tożsamości. Wiele wskazuje na to, że za całą akcją stała agencja reklamowa, która miała ocieplić wizerunek przedstawicieli władzy przed wyborami samorządowymi.

– Trolle same się zdemaskowały. Dopytywały, co się dzieje z niektórymi komentarzami i dlaczego są usuwane. Do pytań dodawały zrzuty ekranu tych wypowiedzi, często z oskarżeniami o cenzurowanie treści. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że mamy do czynienia ze zorganizowaną akcją, bo screeny ekranowe przydają się do raportów agencji pracującej dla klienta, w których wynajęta firma pokazuje, jak realizowała swoje zadania – wyjaśnia Piotr Michałowski, administrator Obywateli Ursynowa, otwartej grupy dyskusyjnej na Facebooku, do której należy ponad 18 tys. członków.

To niejedyny taki przypadek. Utworzone w te wakacje stowarzyszenie Pozytywny Wilanów postanowiło włączyć się do samorządowej walki o miejsce w radzie dzielnicy. W połowie października w internecie pojawiły się wpisy, że PW stanowi przybudówkę Platformy Obywatelskiej i jest tworzone przez lokalny układ biznesowy powiązany z branżą deweloperską, która ubiega się o pozwolenia na budowę na Wilanowie, dlatego kandydując, chce poparcia mieszkańców dla swoich geszeftów. Stowarzyszenie pod hasłem „Wilanów wolny od trolli” zaczęło publikować wizerunki podejrzanych kont. Zidentyfikowało ponad 30 takich użytkowników i wygrało nawet proces w trybie wyborczym zakazujący jednemu z mieszkańców dzielnicy rozpowszechniania nieprawdziwych informacji. Członkowie PW podejrzewali, że za wpisami stoi konkurencyjne Stowarzyszenie Mieszkańców Miasteczka Wilanów, które wszystkiemu zaprzeczyło, zarzucając Pozytywnym prowadzenie nieuczciwej kampanii wyborczej.


Pozostało jeszcze 85% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane