Szantażowanie pozwem za rzekome naruszenie praw autorskich jest sprzeczne z zasadami etyki zawodowej
Rozwój internetu powoduje coraz większe problemy z ochroną praw autorskich. Na fali walki z powszechnym w sieci piractwem pojawiają się jednak także nadużycia w drugą stronę. Jednym z nich jest copyright trolling – praktyka polegająca na masowym wysyłaniu pism grożących podjęciem kroków prawnych za naruszenie prawa autorskiego przeciw adresatowi identyfikowanemu na podstawie adresu IP. Nie chodzi jednak o faktyczne dochodzenie swoich praw, lecz o skłonienie odbiorców do zawarcia ugody. Wielu z nich bowiem, przestraszonych pismem napisanym niezrozumiałym, prawniczym językiem, woli zapłacić mniejszą sumę, nawet jeśli nie naruszyło praw autorskich, niż ryzykować kosztowne i stresujące postępowanie sądowe.
Zwykle w taką praktykę nieświadomie wciągane są także organy ścigania. Po złożeniu zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 116 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (rozpowszechnianie cudzego utworu bez uprawnienia) przypisują one do zgłoszonych adresów IP konkretne osoby (operatorzy muszą ujawnić te dane na żądanie organów ścigania). Składający zawiadomienie ma jako poszkodowany prawo wglądu w te akta. Może więc potem kierować pisma do wskazanych tam osób, strasząc je postępowaniem karnym (nawet jeśli zostało już ono umorzone) albo pozwem cywilnym.
Jedną z najbardziej znanych firm trudniących się tego typu praktyką była kancelaria Lex Superior, która domagała się zapłaty za rzekome naruszenie praw autorskich do filmu erotycznego. Domagano się 3 tys. zł (z kosztami postępowania kwota tam mogła wzrosnąć do 4,7 tys. zł). Adresat mógł uniknąć procesu, płacąc 750 zł w ramach ugody. Na decyzję miał trzy dni.
Reklama
Jak wynika z doniesień medialnych, pisma takie trafiały często do osób posiadających łącze internetowe, ale niemających komputera lub niepotrafiących korzystać z sieci torrent (to właśnie jej używanie jest często wskazywane jako naruszenie praw autorskich, gdyż wiąże się nie tylko z pobraniem, ale i udostępnieniem materiału).
Przeciw Lex Superior toczy się obecnie postępowanie przed Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Zarzuty dotyczą m.in. kierowania do konsumentów przedsądowych wezwań do zapłaty, których treść sugeruje popełnienie przestępstwa z art 116 ust. 1 i 4 prawa autorskiego i umieszczanie w tych pismach informacji o możliwości wniesienia przez spółkę prywatnego aktu oskarżenia przeciwko konsumentowi.

Reklama
Pierwsze oficjalne potępienie
Zakończyło się natomiast postępowanie dyscyplinarne przeciw radcy prawnej Magdalenie B., która podpisywała się na pismach w imieniu firmy. Została ona uznana za winną i ukarana karą upomnienia z obowiązkiem zwrotu kosztów postępowania, które wyniosły 3570,80 zł.
– Mając na uwadze okoliczności tej sprawy, a w szczególności fakt, że pani mecenas nie była wcześniej karana dyscyplinarnie, a w jej sprawie nie toczyło się wcześniej jakiekolwiek postępowanie, nie było żadnego zawiadomienia do Izby, to taka żółta kartka w formie upomnienia wymierzonego jako kara łączna w kilkudziesięciu jednostkowych i podobnych sprawach jest karą dotkliwą – mówi Anna Kluczek-Kollar, rzecznik prasowy OIRP w Gdańsku. – Orzeczenie należy również uznać za przełomowe, skoro w sprawie copyright trollingu zapadło po raz pierwszy, a po rozważeniu wszystkich okoliczności została wymierzona kara.
Od wyroku przysługuje jeszcze apelacja do wyższego sądu dyscyplinarnego, a później możliwa jest także kasacja do Sądu Najwyższego. Jest to jednak pierwszy krok w kierunku oficjalnego potępienia copyright trollingu przez samorząd zawodowy.
– Chociaż wyrok wciąż nie jest prawomocny i nawet nie znamy jeszcze jego uzasadnienia, daje on czytelny sygnał, że w środowisku radców prawnych taka działalność postrzegana jest źle – mówi Tomasz Działyński, rzecznik prasowy OIRP w Poznaniu. – Sądzę, że tak właśnie ukształtuje się linia orzecznicza naszych organów dyscyplinarnych.
Tomasz Działyński wskazuje także, że problematyka uczestnictwa radców prawnych i adwokatów w copyright trollingu już od jakiegoś czasu była tematem kuluarowych dyskusji.
– Tego rodzaju aktywność stanowiła niewielki margines, niemniej zajmując nieoficjalne stanowisko w tej sprawie, środowisko radcowskie od początku dość jednoznacznie oceniało taką działalność jako naganną i godzącą w wizerunek naszego zawodu. Omawiane rozstrzygnięcie potwierdza tylko takie stanowisko – dodaje.
Wiedza ma znaczenie
Ewa Gryc-Zerych, radca prawny z kancelarii VenaGroup, zwraca uwagę, że copyright trolling będzie sprzeczny z zasadami etyki zawodowej w momencie, kiedy pełnomocnik ma świadomość, iż działania jego klienta prowadzą do celowego nadużycia prawa. Zwłaszcza jeżeli takie działanie przekłada się następnie na honorarium radcy. Dodaje jednak, że rolą pełnomocnika nie jest weryfikacja i ocena materiałów przekazanych przez klienta.
– Oceną naruszenia prawa zajmuje się przecież sąd, a nie pełnomocnik – tłumaczy prawniczka. – Radca prawny działa w oparciu o informacje, które przekazuje mu klient.
Zgodnie z art. 38 ust. 3 Kodeksu Etyki Radcy Prawnego „radca prawny nie może świadomie podawać informacji nieprawdziwych, ale nie odpowiada za zgodność z prawdą informacji uzyskanych od klienta”. Nie musi więc wiedzieć, w jaki sposób klient uzyskał dane osoby, do której chce wystosować pismo przedsądowe. Natomiast zgodnie z art. 45 kodeksu „stosunki pomiędzy radcą prawnym a klientem powinny być oparte na zaufaniu”. Artykuł 7 ust. 3 mówi zaś, że radca „nie może naruszać zasad etyki zawodowej i niewłaściwie wywiązywać się z obowiązków zawodowych w celu spełnienia oczekiwań klienta lub osób trzecich”.
– Należy pamiętać, że radca prawny ma obowiązek działania z należytą starannością, a zatem powinien wnikliwie ustalić stan faktyczny prowadzonej sprawy i pozyskać od klienta wiedzę na temat wszystkich okoliczności sprawy – wskazuje Ewa Gryc-Zerych. – Z pewnością etycznie naganne będzie działanie pełnomocnika, który ma świadomość, że prowadzone, a często już umorzone, postępowanie karne jest wykorzystywane do wydobycia danych osobowych osób, do których następnie kierowane będą wezwania.
Także u adwokatów
Podobne postępowania dyscyplinarne toczą się też już od kilku lat w Okręgowej Izbie Adwokackiej w Warszawie. Jedno z nich dotyczy adwokata Artura G., którego kancelaria również rozsyłała masowo pisma z wezwaniami do zapłaty za rzekome naruszenie praw autorskich.
– W tej sprawie jest bardzo dużo świadków i choć wciąż odbywają się kolejne posiedzenia, to nie można spodziewać się szybkiego jej zakończenia – mówi Michał Fertak, rzecznik stołecznej ORA.
Wniosek o ukaranie złożono także wobec adwokat Anny Ł., która rozsyłała podobne pisma (przez pewien czas pracowali z Arturem G. w jednej kancelarii). W tej w sprawie wciąż jednak nie wyznaczono terminu pierwszego posiedzenia.
Jak wskazuje Ewa Gryc-Zerych, potępianie działań prowadzących do copyright trollingu przez zawody zaufania publicznego w Polsce to nic nowego. Ma też dość długą historię w zagranicznej praktyce, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, a także w Niemczech i Wielkiej Brytanii, gdzie było wielokrotnie uznawane za naganne. Przyznaje jednak, że zjawisko copyright trollingu będzie się rozwijać nawet bez udziału profesjonalnych pełnomocników. By je zwalczyć, trzeba by zmienić obowiązujące przepisy prawa autorskiego, a zwłaszcza art. 116, którego treść od niemal 20 lat nie była nowelizowana.