Coraz więcej pracowników idzie na zwolnienie lekarskie. Chcą w ten sposób zaprotestować przeciwko niskim płacom. W całym kraju odwoływanych jest tysiące rozpraw, których nie ma kto protokołować. Doszło do tego, że jeden z sądów w apelacji gdańskiej wysłał do pobliskich jednostek pytanie, czy któryś z pracowników nie chciałby przez dwa dni protokołować rozpraw na bardzo korzystnych warunkach – 500 zł brutto za dzień. Sąd oferuje nawet samochód z kierowcą, który przywiezie i odwiezie protokolanta z powrotem do innego miasta.
Reklama
Wczoraj już połowa wszystkich pracowników sądów z apelacji wrocławskiej (od sądów rejonowych do apelacyjnego) przebywała na L4.
– Sytuacja w poszczególnych sądach jest zróżnicowana. Przykładowo w Sądzie Rejonowym Wrocław-Śródmieście na 139 pracowników do pracy przyszło... sześciu – mówi sędzia Małgorzata Lamparska z SA we Wrocławiu. – W Środzie Śląskiej nie odbyła się ani jedna rozprawa z powodu braku protokolantów. W Nysie również z tego powodu odwołano w środę 25 spraw. Napływają do nas informacje o ogólnym paraliżu w sądzie w Dzierżoniowie, gdzie sekretariaty są nieczynne, nie działają wydziały rodzinny i gospodarczej, nie ma obsługi kuratorów. Podobnie w Miliczu, gdzie na 22 zatrudnione tam osoby 19 znajduje się na zwolnieniach lekarskich – wylicza sędzia Lamparska.
W całej apelacji poznańskiej chorowało wczoraj blisko 40 proc. pracowników, w rezultacie nie odbyło się 773 z ponad 2,2 tys. zaplanowanych na ten dzień rozpraw.

Reklama
Są jednostki, szczególnie w mniejszych miastach, gdzie od poniedziałku, czyli pierwszego dnia akcji, nie odbyła się żadna rozprawa. Tak było np. w sądach rejonowych w Szydłowcu, Przysusze czy Zwoleniu. W tym ostatnim sądzie na zwolnieniu przebywa 100 proc. pracowników. Mniejsze lub większe utrudnienia dotyczą w zasadzie wszystkich sądów w okręgu radomskim, poza Grójcem. – Tam jedyne odwołane rozprawy spowodowane były chorobą sędziego. Natomiast z każdym dniem rośnie liczba przebywających na zwolnieniu pracowników Sądu Rejonowego w Radomiu. W poniedziałek z tego powodu spadło 14 z 15 zaplanowanych na dzień sesji (119 rozpraw), we wtorek odwołano 21 z 25 sesji, a w środę 18 z 29 – mówi sędzia Arkadiusz Guza, rzecznik Sądu Okręgowego w Radomiu. W samym sądzie okręgowym sytuacja jest nico lepsza. Absencja jest tam na poziomie ponad 60 proc. i tam również wiele wokand spada. – Oczywiście zapewnieni są pracownicy dla obsługi posiedzeń w przedmiocie tymczasowego aresztowania czy dotyczących umieszczenia małoletnich w placówkach opiekuńczych. Priorytetowo traktowane są też sprawy, w których występują osoby z zagranicy lub mieszkające w znacznej odległości od Radomia – zapewnia rzecznik. Dodając, że na bieżąco są także ewidencjonowane należności wpłacane z tytułu grzywien, tak by nie było groźby zamiany kary na areszt lub pozbawienie wolności.
Spadające wokandy to niejedyny problem wynikający z masowych absencji. W części sądów nieczynne są nawet biura podawcze (tak jest np. w Kozienicach, Zwoleniu czy Szydłowcu).
Władze organizacji związkowych (Ad Rem, Związek Zawodowy Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości) wezwały premiera Mateusza Morawieckiego i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę do spotkania i podpisania „niezwłocznego porozumienia gwarantującego pracownikom wzrost płac”. Jeżeli do końca tygodnia termin nie zostanie wyznaczony, związkowcy zapowiadają przeprowadzenie akcji protestacyjnej.
Jednak zdaniem Michała Wójcika, wiceministra sprawiedliwości, nie można mówić o paraliżu, ponieważ problemy występują punktowo. W rozmowie z DGP wskazał on, że np. w apelacji rzeszowskiej spada ok. 10 proc. spraw, a dobra sytuacja jest także w apelacjach pomorskiej, zachodniopomorskiej czy katowickiej. W tej ostatniej protesty ograniczają się do manifestowania podczas przerw w pracy. Tak też było wczoraj w największym Sądzie Okręgowym w Polsce w Warszawie.