Podczas pierwszego dnia trwającego do czwartku posiedzenia Krajowej Rady Sądownictwa prowadzone były konkursy na stanowiska sędziowskie. Jeden z nich wywołał szczególne kontrowersje także wśród członków KRS.
Reklama
Chodzi o konkurs na cztery stanowiska sędziego Sądu Rejonowego dla Miasta Stołecznego Warszawy, w którym wystartowało 16 kandydatów. Wśród nich znaleźli się m.in. trzej referendarze przebywający obecnie na delegacji w Ministerstwie Sprawiedliwości. I to właśnie te kandydatury wywołały najwięcej emocji. Najpierw wątpliwości wywołała zamieszczona na stronie internetowej KRS notatka o tym, jakimi konkursami na bieżącym posiedzeniu będzie się zajmować rada. W dokumencie tym cztery kandydatury do SR dla m.st. Warszawy zostały wyraźnie odznaczone kolorem. Wyróżnienie dotyczy trojga referendarzy delegowanych do MS, a więc Katarzyny Jasińskiej, Agnieszki Tomczewskiej oraz Piotra Włodarczyka, a także Andrzeja Truszkowskiego, określonego jako były sędzia. To spowodowało, że w środowisku sędziowskim pojawiły się spekulacje co do tego, że osoby te już z góry mogą liczyć na pozytywne dla nich rozstrzygnięcie konkursu.
Zaprzecza temu Maciej Mitera, rzecznik prasowy KRS.
– Z tego, co mi wiadomo, tego typu podkreślenia są stosowane po to, aby ułatwić pracę członkom zespołów opiniujących. Dzięki nim łatwo zorientować się, którzy kandydaci są oceniani przez których członków – tłumaczy Mitera.
Podczas wczorajszego posiedzenia sylwetki trzech „wyróżnionych” referendarzy przedstawiał pozostałym członkom KRS sędzia Maciej Nawacki. Nie szczędził przy tym wysiłków, aby ukazać osoby delegowane do resortu sprawiedliwości w samych superlatywach, i to pomimo tego, że nie uzyskały one przychylności organów samorządu sędziowskiego, a jedna z nich w ministerstwie pracuje aż 12 lat. Cała trójka zyskała rekomendację zespołu jako najlepsi kandydaci SR dla m.st. Warszawy.
Jednak mimo wyraźnych starań sędziego Nawackiego nie wszyscy członkowie rady dali się przekonać o wyższości referendarzy nad pozostałymi startującymi. Sceptyczna była np. sędzia Ewa Łąpińska. Jak podkreślała, osoby rekomendowane przez zespół z całą pewnością świetnie wykonują swoją pracę jako urzędnicy w resorcie sprawiedliwości. Jednak KRS powinna wybierać takie osoby, które dadzą gwarancję, że będą się sprawdzać za stołem sędziowskim. Sędzia Łąpińska uznała, że negatywna ocena tych kandydatów dokonana przez kolegia sądów czy też zgromadzenia ogólne sędziów zapewne wzięła się właśnie stąd, że osoby te po prostu nie pracują w swoich sądach.
Sędzia Nawacki ripostował, że dwóch referendarzy przebywa na krótkotrwałych delegacjach do MS i absolutnie nie należy im czynić z tego zarzutu. Zaś co do osoby, która od 12 lat pracuje w resorcie, jak podkreślał Nawacki, nadal orzeka ona jako referendarz w macierzystym sądzie, choć jedynie raz w tygodniu. Uwagi sędzi Łąpińskiej nazwał zaś niczym nieuprawnioną spekulacją.
Ostatecznie zdecydowano, na wniosek sędziego Jarosława Dudzicza, że głosowanie nad kandydatami będzie tajne. Po odczytaniu wyników okazało się, że do powołania przez prezydenta na urząd sędziego przedstawionych zostanie dwóch spośród trojga faworytów zespołu: Agnieszka Tomczewska oraz Piotr Włodarczyk.