statystyki

Strasburg w obronie linkujących wydawców. Wklejenie linku nie jest równoznaczne z rozpowszechnianiem treści

autor: Emilia Świętochowska05.12.2018, 07:50; Aktualizacja: 05.12.2018, 08:05
domena, internet

Wydawca www.444.hu wniósł skargę do trybunału w Strasburguźródło: ShutterStock

Popularna węgierska strona newsowa www.444.hu opublikowała pięć lat temu artykuł o antyromskim incydencie. Dziennikarz opisał, jak grupa pijanych kibiców piłkarskich wykrzykiwała pod adresem romskich uczniów rasistowskie wyzwiska. Artykuł zawierał link do wywiadu na YouTubie z liderem tej mniejszości, który powiedział, że atak był dziełem członków Jobbiku. Wideo zamieściło potem jeszcze kilka innych serwisów internetowych.

W odpowiedzi partia złożyła pozew o ochronę dóbr osobistych przeciwko liderowi mniejszości romskiej i wydawcom portali. Nie podobało jej się, że nazwą „Jobbik” posłużono się do opisu kibiców. Sąd I instancji zgodził się, że wypowiedź Roma stworzyła wrażenie, że partia była uwikłana w incydent rasistowski. W efekcie uznał wydawcę portalu, który jako pierwszy opublikował link do wywiadu, odpowiedzialnym za naruszenie dóbr osobistych Jobbiku, nakazując opublikowanie sentencji wyroku oraz usunięcie spornego odnośnika do wideo na YouTubie. Rozstrzygnięcie potwierdził węgierski Sąd Najwyższy.

Wydawca www.444.hu wniósł skargę do trybunału w Strasburgu. Przekonywał w niej, że stwierdzenie odpowiedzialności portalu za zamieszczony link ogranicza prawo do wolności wypowiedzi. ETPC zgodził się z tą oceną, podkreślając, że wklejenie linku nie jest równoznaczne z rozpowszechnianiem treści naruszających dobra osobiste, a w konsekwencji – odpowiedzialnością wydawcy. Zdaniem trybunału należy najpierw sprawdzić, czy dziennikarz (lub wydawca) zgodził się z obraźliwymi wypowiedziami czy też po prostu zamieścił link bez autorskiego komentarza, a także czy wiedział (bądź powinien wiedzieć), że wywiad zawiera zniesławiające treści oraz czy działał zgodnie z etyką dziennikarską. Portal www.444.hu ani nie wyraził swojej opinii o sprawcach incydentu, ani nie mógł od razu wiedzieć, że wypowiedź Roma naruszała czyjeś dobra osobiste. Co więcej, sądy krajowe w ogóle nie oceniły całej sprawy pod kątem prawa do wolności wypowiedzi. A zatem węgierskie władze naruszyły konwencję.  

ORZECZNICTWO


Pozostało jeszcze 2% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane