Oczywiście bezzasadne kasacje wniesione przez obrońców pięciorga skazanych. Zasadna natomiast ta prokuratora do wyroku uniewinniającego wobec byłego członka zarządu MTK. To clou wydanego w ostatni czwartek przez Sąd Najwyższy wyroku.
Przewodnicząca składu Barbara Skoczkowska podkreśliła, że gdyby przyjąć wersję obrońców, wyszłoby na to, iż „katastrofa, w której zginęło kilkadziesiąt osób była, bo była, ale winnych nie ma”. Podczas gdy – zdaniem SN – to, że do zawalenia się hali przyczyniło się wiele okoliczności, nie oznacza wcale, że nikomu nie można przypisać winy. Można ją przecież przypisać kilku osobom.
Zawinił na pewno konstruktor hali. Sąd Najwyższy zaznaczył, że w zasadzie był on konstruktorem samozwańczym, gdyż brakowało mu wykształcenia pozwalającego na projektowanie budynków. Zawiniła także powiatowa inspektor nadzoru budowlanego. Raz, że hala już od chwili jej postawienia miała wady konstrukcyjne, a dwa – inspektor w ogóle nie zareagowała po zgłoszeniu nieprawidłowości przez straż pożarną. Obarczyć winą można również menedżerów spółki. Powinni oni zdawać sobie sprawę z tego, że na dachu budynku zalegają tony śniegu i z jakim ryzykiem się to wiąże.
Reklama
Sąd Najwyższy nakazał Sądowi Apelacyjnemu w Katowicach raz jeszcze zająć się sprawą Bruce’a R., członka zarządu spółki MTK. Nie było bowiem wcale tak, że nie mógł on wiedzieć o nieprawidłowościach związanych z utrzymaniem obiektu. Ba, wręcz z dokumentów wynika, że informacje o kłopotach do niego docierały, więc jako menedżer spółki powinien przedsięwziąć określone działania.
Współsprawozdawca sędzia Michał Laskowski zaznaczył, że skazani kierowali się popularną w Polsce zasadą „jakoś to będzie”. Nie zwalnia to jednak przecież z odpowiedzialności karnej w sytuacji, w której zdarzyła się tragedia.
Do katastrofy hali Międzynarodowych Targów Katowickich doszło w styczniu 2006 r. To największa katastrofa budowlana w historii Polski. Wskutek zawalenia się dachu śmierć poniosło 65 uczestników targów gołębi pocztowych. 140 kolejnych zostało rannych.
Skazani przez sąd apelacyjny – co zyskało aprobatę SN – usłyszeli wyroki od półtora do dziewięciu lat pozbawienia wolności.

Orzecznictwo

Wyrok Sądu Najwyższego z 29 listopada 2018 r., sygn. akt IV KK 247/18