W czwartek w Sejmie odbędzie się I czytanie rządowego projektu nowelizacji kodeksu karnego (k.k.) wprowadzającego karę pozbawienia wolności za przekręcanie liczników w pojazdach. Zgodnie z projektowanym art. 306a k.k. od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia grozi nie tylko mechanikowi, który cofa wskazania drogomierza, ale też osobie, która zleca taką usługę.

Można mieć jednak wątpliwości, czy uchwalenie takich przepisów rzeczywiście skończy się zamykaniem oszustów. Zwłaszcza że – jak zauważają eksperci Biura Analiz Sejmowych (BAS) – aż 85 proc. kar orzekanych za różnego rodzaju oszustwa to kara pozbawienia wolności... w zawieszeniu.

Manipulacja wskazaniami drogomierza

Manipulacja wskazaniami drogomierza

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Grzywna lepsza niż cela

– Wyroki wydane w zawieszeniu mogą nie być tak skutecznym środkiem prewencji jak osadzenie skazanego w zakładzie karnym, które z kolei wiąże się z kosztami – czytamy w opinii BAS.

Koszt utrzymania skazanego to według wyliczeń Służby Więziennej 41 tys. zł rocznie. Oczywiście jest też możliwość odbywania kary w Systemie Dozoru Elektronicznego, ale mogą się o nią ubiegać jedynie skazani na mniej niż rok pozbawienia wolności.

Dlatego BAS postuluje dodanie w art. 306a par. 1 projektu do kary pozbawienia wolności możliwości orzekania kary grzywny. Projekt ją przewiduje, ale tylko „w przypadkach mniejszej wagi” (art. 306a par. 3). Według BAS nie powinna ona być niższa niż 3 tys. zł. Pod rozwagę poddaje też możliwość powiązania wysokości grzywny z wartością samochodu, w którym cofnięto licznik.

Lepsze zasady ogólne

Z propozycją uzależnienia sankcji od wartości auta nie zgadza się dr Krzysztof Szczucki, karnista z Uniwersytetu Warszawskiego. Uważa, że powinna być ona ustalana na zasadach ogólnych.

– Grzywny wymierza się w stawkach dziennych. Ich liczbę ustala się, biorąc pod uwagę m.in. stopień winy i społeczną szkodliwość czynu zabronionego, a o wartości stawki decyduje status majątkowy sprawcy. Kara ma być uciążliwa, ale możliwa do zapłacenia – tłumaczy ekspert.

Dodaje, że wachlarz możliwych grzywien jest ogromny: od 100 zł do 1 mln 80 tys. zł.

– Sąd, ustalając wysokość kary, bierze pod uwagę okoliczności faktyczne – łagodzące lub obciążające. Jeśli wprowadzilibyśmy jako kryterium wartość auta, grzywna byłaby ustalana niemal automatycznie, co nie zawsze byłoby sprawiedliwe – zwraca uwagę dr Szczucki.

Bez sprzedaży nie ma szkody

Mecenas Paweł Osik z kancelarii Pietrzak Sidor i Wspólnicy tłumaczy, że celem kary oprócz funkcji represyjnej jest też obowiązek naprawnienia szkody.

– W przypadku cofnięcia licznika zaspokojenie roszczeń majątkowych poszkodowanego czasem nie będzie możliwe, bo może nie być… poszkodowanego – zwraca uwagę.

Wyjaśnia, że dopóki auto, w którym cofnięto licznik, nie zostanie sprzedane, dopóty nie dochodzi do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. – Tym bardziej jest więc uzasadnione wprowadzenie do art. 306a par. 1 k.k. kary grzywny – podkreśla.

Ekspert przypomina, że na podstawie przepisów ogólnych kodeksu karnego można orzec grzywnę, jeśli czyn jest zagrożony karą pozbawienia wolności nieprzekraczającą ośmiu lat.

– Gdyby jednak wprowadzono grzywnę wprost do przepisu definiującego to nowe przestępstwo, można byłoby ją stosować, nie tłumacząc za każdym razem, dlaczego sąd zdecydował się na takie odstępstwo – uważa mecenas Osik.

Premia za drobne cofnięcie

Skoro przestępstwo ingerencji we wskazania drogomierza w niektórych przypadkach może być bezskutkowe (czyn jest karalny, nawet gdy nikt nie poniesie straty), powstaje pytanie, kiedy będziemy mieli do czynienia z „wypadkiem mniejszej wagi”.

– No przecież nie wtedy, gdy ktoś cofnie licznik o 20 tys. km zamiast o 100 tys. km, bo to byłoby absurdalne – mówi sędzia Piotr Mgłosiek z Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków.

Wyjaśnia, że przypadek mniejszej wagi wprowadza się do przepisu zwykle po to, by go osłabić.

– Dzięki temu, że maksymalna kara wyniesie wtedy dwa lata, można zastosować warunkowe umorzenie postępowania – tłumaczy sędzia.

Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości, przekonuje, że minimalne cofnięcie licznika mogłoby być jedną z możliwych przesłanek do zastosowania łagodniejszej kary. Zaznacza jednak, że wypowiada się jako naukowiec, a nie jako urzędnik.

– Wypadek mniejszej wagi może zajść m.in. z uwagi na osobowość lub motywację sprawcy, jego warunki osobiste, przedmiot ochrony, wielkość szkody. W omawianym przepisie mógłby on zaistnieć, gdyby zmiana wskazań licznika miała znikomy wpływ na wartość pojazdu albo gdyby właściciel auta podjął decyzję o zleceniu takiej usługi spontanicznie podczas wizyty w warsztacie, nie planując tego wcześniej – tłumaczy Marcin Warchoł.

Łagodniejsza kara mogłaby więc mieć zastosowanie np. przy cofnięciu licznika z 200 na 190 tys. km albo gdyby właściciel auta nie chciał go sprzedawać i zlecił zmianę tylko po to, by zaimponować kolegom. Prof. Warchoł przypomina, że złamaniem prawa jest wszelka ingerencja we wskazania licznika, także… zwiększenie jego stanu. Takie przypadki również objąłby przypadek mniejszej wagi.

Etap legislacyjny

Projekt przed I czytanie w Sejmie