Uważam, że nękając sędziów biorących udział w edukacyjnych symulacjach rozpraw, rzecznik dyscypliny robi dobrą robotę. Nic tak nie zareklamuje aktywności społecznej jak jego reakcja.
Reklama
Mocne słowa oburzenia płyną zewsząd. Media zwane tradycyjnymi, a i te ponowoczesne, z przymiotnikiem „społecznościowe” w nazwie, rozgrzane do czerwoności relacjonują kolejne samodenuncjacje o wykorzystaniu stroju urzędowego i innych akcesoriów sędziowskich w sposób nielicujący z powagą urzędu. Środowisko sędziowskie solidarnie występuje w obronie swych przedstawicieli, którzy w ramach akcji edukacyjnej przeprowadzali symulacje rozpraw sądowych podczas tegorocznego festiwalu Pol’and’Rock w Kostrzynie nad Odrą. Wszyscy gremialnie potępiają działania jednego z zastępców rzecznika dyscyplinarnego, który w ostatnim czasie do kilku już sędziów wysłał służbowe pisma, wzywając ich do złożenia wyjaśnień w sprawie użycia, w trakcie prowadzonej „parodii” rozprawy sądowej, stroju urzędowego w postaci togi i łańcucha z wizerunkiem orła, co miało naruszyć powagę sprawowanego urzędu i stanowiło ujmę godności sędziego, a tym samym mogło stanowić o naruszeniu normy art 84 par. 1 ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych w zakresie miejsca i sposobu używania stroju urzędowego oraz zasad etyki zawodowej określonych w par. 2, 4, 5 ust. 2, par. 10 i par. 16 uchwały Krajowej Rady Sądownictwa z 19 lutego 2013 r. w sprawie uchwalenia zbioru zasad etyki zawodowej sędziów.
Jeden ze znanych warszawskich sędziów, członek stowarzyszenia Iustitia, posunął się do tego, że w doniesieniu na samego siebie nie dość, że opisał zabawę edukacyjną polegającą na symulacji rozprawy na kanwie bajki o Czerwonym Kapturku (oskarżony wilk odpowiadał za swe niegodne czyny), to jeszcze nie tylko nie wyraził skruchy, lecz wręcz oświadczył, że w najbliższym czasie ma wyznaczone podobne rozprawy z najmłodszymi, czym niewątpliwie zrealizuje znamiona recydywy. Symulacje rozpraw sądowych to najpowszechniejsze narzędzie, po które sięgają sędziowie, chcąc przybliżyć młodzieży (i nie tylko jej) specyfikę swej pracy. Często biorą w nich udział adwokaci i prokuratorzy, objaśniając role procesowe, informując uczestników o ich prawach, obowiązkach, a przede wszystkim po prostu instruując, jak należy się zachowywać przed sądem. Zajęcia tego rodzaju bardzo często odbywają się w ramach dni edukacyjnych organizowanych przez stowarzyszenia sędziowskie bądź kierowników szkolenia przy sądach okręgowych we współpracy z samorządami innych profesji prawniczych. Bywa na nich śmiesznie, bywa też poważnie. Piszący te słowa, biorąc wielokrotnie udział w tego rodzaju inicjatywach, za każdym razem przekonywał się, jaką siłę poznawczą ze sobą niosą. Nie chodzi przy tym tylko o konkretną wiedzę przekazaną osobom, które często nigdy nie były w sądzie. Cenniejsze jest w istocie pokazanie sądu jako miejsca, w którym pracują ludzie potrafiący zejść z wysokich katedr i mówić do ludzi po ludzku o trudnych sprawach. Dlatego właśnie częstokroć symulacje rozpraw nie mają podniosłej atmosfery i kończą się wspólnymi zdjęciami, na których uczestnicy pozują przebrani we wspomniane wcześniej stroje urzędowe.
W piśmie zastępcy rzecznika dyscypliny przywołane są przepisy prawa o ustroju sądów powszechnych oraz niektóre kanony ze zbioru zasad etyki sędziowskiej. Akcent położony jest przede wszystkim na treść art 84 par. 1 u.s.p., z którego wynika, że sędzia na rozprawie i na posiedzeniu z udziałem stron odbywającym się w budynku sądu używa stroju służbowego. Zastępca rzecznika, jak mniemam, z powyższej normy wyprowadza a contrario wniosek, że strój urzędowy nie może być przez sędziego użyty poza budynkiem sądu. Tyle tylko, że normę określonego zachowania dekodować należy z pełnego brzmienia pierwszego zdania tego przepisu. Tak więc, owszem, sędziowskiego stroju urzędowego nie można używać poza budynkiem sądu, ale wówczas, gdy celem byłoby prowadzenie realnej rozprawy bądź posiedzenia z udziałem stron. Natomiast zarówno w Kostrzynie nad Odrą, jak i w setkach miejsc, gdzie odbywają się spotkania w celach edukacyjnych, prowadzone są symulacje, a nie prawdziwe rozprawy.
Skoro mowa o meritum, należy postawić ważniejsze pytanie. Czy istotnie każde nałożenie togi sędziowskiej poza budynkiem sądu, bez względu na cel, jaki temu przyświeca, można automatycznie i bez jakiekolwiek refleksji bądź analizy kwalifikować jako uchybienie godności urzędu, co stanowi przewinienie dyscyplinarne w rozumieniu art 107 par. 1 u.s.p.? Wyobrażam sobie, że racjonalnemu ustawodawcy chodziło przy tworzeniu dyspozycji tego przepisu o takie użycie togi sędziowskiej poza siedzibą sądu, które nie licowałoby z powagą urzędu sędziowskiego i narażało jego godność na szwank. Znane są przecież w całej Europie słynne marsze sędziów hiszpańskich czy francuskich w togach w ramach protestów przeciwko politycznemu zawłaszczaniu władzy sądowniczej. Nikomu pewnie nie przyjdzie tam do głowy posądzić sędziów o użycie stroju służbowego w sposób naruszający powagę urzędu.
Pytam więc, czy akcje edukacyjne poza budynkiem sądu – polegające na informowaniu społeczeństwa o roli sądów i sędziów, prawach i obowiązkach stron procesowych, hierarchii źródeł prawa, treści konstytucji – prowadzone przez sędziego ubranego w togę, choćby i z łańcuchem, ową godność sprawowanego przezeń urzędu naruszają?
Być może chodzi więc o to, by zniechęcić coraz liczniej angażujących się w tego rodzaju działalność społeczną sędziów. Zresztą nie tylko sędziów. Głośny był kilka tygodni temu przypadek prokuratora Prokuratury Krajowej w stanie spoczynku, którego rzecznik dyscyplinarny wezwał do złożenia analogicznych wyjaśnień w związku z jego udziałem w zajęciach prowadzonych w jednej z warszawskich szkół w ramach Tygodnia Konstytucyjnego. Nie da się przecież mówić o prawie bez zajmowania stanowiska co do jego interpretacji. Nie da się przekazywać wiedzy o konstytucyjnych zasadach trójpodziału władzy, niezależności sądów i niezawisłości sędziów bez odniesienia do aktualnych wydarzeń.
Aktywność rzecznika dyscyplinarnego można odebrać jako zmierzającą do ograniczenia społecznego zaangażowania sędziów. Może więc w gruncie rzeczy chodzi o to, by sędziowie na powrót zamknęli się w swoich wieżach z kości słoniowej? Tak przecież jeszcze niedawno określano ich bierną postawę. O to, by nie wychodzili do społeczeństwa, nie zabierali głosu w debacie publicznej dotyczącej zmian w sądownictwie.
Jednego jestem pewien. Działania podejmowane w tym kierunku będą z pewnością przeciwskuteczne, co już pokazuje postawa środowiska. Mam również nieodparte wrażenie, że namiot rzecznika praw obywatelskich, w którym odbywały się symulacje rozpraw, będzie się cieszył na przyszłorocznym festiwalu w Kostrzynie nad Odrą jeszcze większą popularnością, tak zresztą jak wszystkie inicjatywy edukacyjne podejmowanie przez sędziów dla społeczeństwa. I może jeszcze przyjdzie nam podziękować zastępcy rzecznika dyscyplinarnego za jego udział w spopularyzowaniu tego rodzaju akcji.
Może w gruncie rzeczy chodzi o to, by sędziowie na powrót zamknęli się w swoich wieżach z kości słoniowej. Tak przecież jeszcze niedawno określano ich bierną postawę