– To, co zrobił SN, było po prostu pójściem na skróty – stwierdza dr hab. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem taki sam efekt można by było uzyskać, wykorzystując inne instrumenty prawne.
– Wystarczyłoby, żeby ci sędziowie, którzy będą otrzymywać decyzje prezydenta o przeniesieniu w stan spoczynku, odwoływali się do sądów pracy na okoliczność ustalenia charakteru prawnego tych decyzji (jeżeli są aktami urzędowymi prezydenta, powinny być kontrasygnowane) i istnienia stosunku pracy – zauważa dr hab. Zaleśny.
Reklama
Wyjaśnia, że sądy w związku z tym, że ustawodawca nie przewidział tego typu ścieżki odwoławczej (choć przecież każdy ma prawo do sądu), mogłyby pytać o wskazaną kwestię SN i na tej podstawie zawieszać toczące się przed nimi postępowania. Zdaniem eksperta politykom byłoby trudniej dezawuować poszczególne rozstrzygnięcia sądów pracy.

Reklama
Niewykluczone zresztą, że ten manewr zostanie jeszcze przetestowany w praktyce. Wszystko będzie zależało od tego, co zrobi teraz prezydent. Na podjęcie decyzji co do dalszych losów 14 sędziów SN, którzy ukończyli 65 lat, ale złożyli oświadczenia, że nadal chcą orzekać, Andrzej Duda ma jeszcze trochę czasu. Ustawa daje mu na to trzy miesiące od dnia otrzymania opinii Krajowej Rady Sądownictwa. A to oznacza, że termin upływa w drugiej połowie września. Do tego czasu prezydent nie musi robić nic.
Później jednak Andrzej Duda będzie miał naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Będzie bowiem musiał zdecydować, czy z przenoszeniem sędziów SN w stan spoczynku czekać na rozstrzygnięcie unijnego trybunału, czy też nie zważając na toczące się postępowanie, podjąć próbę opróżnienia kolejnych stanowisk w najważniejszym sądzie w Polsce.
Ze wstępnych komentarzy, jakie pojawiły się tuż po czwartkowym postanowieniu SN, wynika, że głowa państwa wybierze raczej to drugie rozwiązanie.
Wówczas z pewnością będziemy mieli kolejną burzę w świecie prawniczym. Nietrudno o taki wniosek, skoro już wczoraj zarząd Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” podjął bardzo ostrą w tonie uchwałę mającą być reakcją na same zapowiedzi nierespektowania przez organy państwowe decyzji SN. „(…) jesteśmy oburzeni zapowiedzią nieprzestrzegania tego orzeczenia. Przypominamy, że politycy są również obywatelami, a wszyscy są równi wobec prawa” – czytamy w dokumencie. Zwrócono w nim również uwagę na to, że nierespektowanie prawa przez władzę państwową stanowić będzie niebezpieczny precedens nie tylko dla zwykłych obywateli, ale także polityków kolejnych rządów. „Może to utrudnić wyegzekwowanie kar w przypadku rozmaitych nadużyć w przyszłości, a tym samym pogłębić chaos prawny” – ostrzegają sędziowie.