Wczorajsze działanie Sądu Najwyższego przenosi spór o zmiany wprowadzane w wymiarze sprawiedliwości na inny szczebel - unijny. Choć rządzący uważają postanowienie SN za nieistniejące, ważne czy zajmie się nim Trybunał Sprawiedliwości UE. Trudne do wyobrażenia jest, by państwo polskie postanowiło się nie zastosować do orzeczenia TS UE.

Wczoraj w Sądzie Najwyższym rozpatrywana była sprawa z zakresu ubezpieczeń społecznych - jedna z wielu. Wyznaczeni do udziału w rozpoznaniu zagadnienia prawnego zostali jednak m.in. sędziowie, którzy ukończyli 65 lat. Sąd Najwyższy - w ogóle nie odnosząc się do meritum sprawy ubezpieczeniowej - stwierdził więc, że najpierw trzeba ocenić właściwość składu w kontekście ustawy o Sądzie Najwyższym i pięciu jej nowelizacji. W tym celu wystąpił z pięcioma pytaniami prejudycjalnymi do Trybunału Sprawiedliwości UE. Mówiąc prościej: Sąd Najwyższy pyta Trybunał Sprawiedliwości UE, jak interpretować dane przepisy. Zasadą jest, że gdy TS UE mówi "jak", to zarówno sądy krajowe, jak i inne organy władzy (rządy) podporządkowują się ocenie TS UE.

O co zapytał Sąd Najwyższy?