Pytaniem oczywiście pozostaje, czy 3-proc. próg jest właściwy. Zdaniem rzecznika generalnego TS UE – wydaje się on odpowiedni. Tak czy inaczej dyskusja o innej jego wysokości mogłaby być związana z zarzutem braku proporcjonalności uchwalonego prawa, a nie z zarzutem braku równego traktowania.
Kto ponosi odpowiedzialność za to, że samolot przybył na miejsce docelowe grubo po czasie – czy jest to przedsiębiorca, który zdecydował o wykonaniu lotu, czy może ten, do którego należy samolot? Zdaniem Trybunału Sprawiedliwości UE – ten pierwszy.
Sytuacja, którą zajmował się trybunał, jest dość powszechna na rynku usług lotniczych. Otóż pasażerowie zarezerwowali lot u przewoźnika lotniczego TUIfly. Przedsiębiorca ten wydzierżawił samolot wraz z załogą od innego przewoźnika – Thomson Airways. Na potwierdzeniu rezerwacji wskazano, że rezerwacje zostały dokonane przez TUIFly, lecz lot był „wykonywany” przez Thomson Airways.
Reklama
Lot międzykontynentalny z Niemiec do Meksyku został wykonany z opóźnieniem, więc zgodnie z unijnym rozporządzeniem nr 261/2004 pasażerom należało się odszkodowanie. Tu jednak pytanie: od kogo? Część osób domagała się go od Thomson Airways. Spółka jednak odmówiła zapłaty, wskazując, że nie była ona obsługującym przewoźnikiem lotniczym w rozumieniu rozporządzenia. Niemiecki sąd okręgowy postanowił spytać o kwestię TSUE.
Luksemburscy sędziowie nie mieli wątpliwości. Trybunał wskazał w wyroku, że za obsługującego przewoźnika lotniczego należy uznać tego, który podejmuje decyzję o przeprowadzeniu konkretnego lotu, włącznie z ustaleniem jego trasy, a tym samym o stworzeniu dla zainteresowanych oferty przewozu lotniczego.
„Podjęcie tego rodzaju decyzji oznacza bowiem, że przewoźnik ten ponosi odpowiedzialność za wykonanie tego lotu, w tym między innymi za ewentualne odwołanie lub duże opóźnienia w przylocie” – czytamy w omówieniu wydanego wyroku przygotowanym przez służby prasowe TS UE. W praktyce więc – będzie to TUIfly.
Przedsiębiorca, który jedynie wydzierżawia samolot wraz z załogą innemu przewoźnikowi (tzw. wet lease), nie jest w ogóle stroną umowy z pasażerami. I nie ma tu żadnego znaczenia to, że jego nazwa pojawia się na rezerwacjach wydanych pasażerom. Trudno też przypisywać mu odpowiedzialność choćby z tego powodu, że ma on ograniczony wpływ na część kwestii związanych z ewentualnym opóźnieniem. Można sobie przykładowo wyobrazić sytuację, w której na pokład będzie chciało wejść zdecydowanie zbyt wielu pasażerów posiadających ważne bilety, co przełoży się na opóźnienie. A nie można przecież za to obciążać konsekwencjami spółki, której rola ogranicza się do oddania w dzierżawę maszyny z załogą.

orzecznictwo

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 4 lipca 2018 r., sygn. akt C-532/17. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia