Stosowanie kar cielesnych, nawet tzw. „klapsów” przenosi się na dalszy rozwój dziecka. Konieczne jest zatem poszukiwanie alternatywnych metod wychowawczych. Rodzice mogą mieć jednak z tym problem, gdyż w tym obszarze państwo nie do końca wypełnia swoją rolę edukacyjną.
Reklama

Takie wnioski płyną z zakończonego właśnie Kongresu Praw Rodzicielskich. Zacznijmy jednak od przepisów. Zgodnie z obowiązującą w Polsce od 1991 r. Konwencją o prawach dziecka, stosowanie kar cielesnych wobec dzieci jest zakazane. Jak definiowane jest niniejsze karanie? Zgodnie z treścią Komentarza Komitetu Praw Dziecka ONZ (Komentarz Nr 8, 2006, paragraf 11), to „każde karanie, w którym została użyta siła fizyczna i które było zamierzone, by spowodować pewien stopień bólu i dolegliwości bez względu na to jak byłoby ono lekkie.” Co więcej, w 2010 r. również do kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wprowadzone zostały przepisy dotyczące zakazu stosowania kar cielesnych. Nie są one natomiast zagrożone żadną sankcją. Jak wskazywała jednak podczas Kongresu Praw Rodzicielskich dr Sylwia Spurek, Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich ds. Równego Traktowania, oznacza to, że w tej materii możliwe jest stosowanie zapisów wynikających bezpośrednio z kodeksu karnego.

„Klaps” ma znaczenie

Zgodnie z wynikami ubiegłorocznych badań blisko połowa Polaków twierdzi, że nie powinno stosować się żadnych kar cielesnych wobec dzieci. Choć spadek przyzwolenia na fizyczne karcenie dzieci w ciągu ostatnich lat jest wyraźnie zauważalny, tak w ostatnim czasie nastąpiło jego spowolnienie (2 proc. przez ostatnie 4 lata). Podczas Kongresu, Renata Szredzińska, członkini zarządu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, przypomniała, że nieco więcej niż połowa badanych twierdzi, że zakaz stosowania kar cielesnych powinien być regulowany prawnie. Co ciekawe, jedynie 33 proc. zwolenników wprowadzenia zakazu stosowania kar fizycznych wobec dzieci, odpowiedziało się, za zakazem „klapsa”. Z badań wynikało również, że co czwarty rodzic twierdził, że stosuje kary cielesne.

Reklama

- Wśród stosowanych kar cielesnych wymieniano „klapsy” (94 proc.) oraz bicie ręką (50 proc.). To rozróżnienie pokazuje, że powszechnie uznaje się, iż „klaps” to nie bicie. Jeśli chodzi natomiast o powody, dla których stosuje się kary cielesne, większość rodziców odpowiadała, że uderzała, gdyż stracili panowanie nad sobą. Część z nich wskazywała także poczucie bezradności i bezsilności – mówiła Szredzińska.

Na koniec Szerdzińska powiedziała, że szereg badań pokazuje, iż dzieci wobec których używa się kar fizycznych mają problem z szacunkiem do rodziców. Jak wskazała, częstym argumentem sięgania to tego typu środki jest tłumaczenie się rodzica, że w ten sposób właśnie zdobywa się szacunek u dziecka.

- To właśnie dzieci bite mają gorsze relacje z rodzicami. Autorytet zdobyty siłą nie jest bowiem żadnym autorytetem – tłumaczyła.

Z kolei prof. Irena Pospiszyl, kierownik Zakładu Psychopedagogiki Resocjalizacyjnej Akademii Pedagogiki Specjalnej podkreśliła, że w odczuciu społecznym zakaz stosowania „klapsów” traktowany jest jak przesada. Ludzie twierdzą bowiem, że dodatkowe przepisy będą ograniczać wolność wychowania dzieci przez rodziców. Jak powiedziała, badania pokazują, że dziecko wobec którego stosowano kary fizyczne dorasta szybciej, ale dzieje się to w sposób spaczony.

- Problem z „klapsem” nie polega na wyrządzeniu krzywdy fizycznej, lecz utrwaleniu pewnego typu relacji. Zachowanie to daje tylko dwie informacje dziecku. Po pierwsze: nie chcę, żebyś tego robił, po drugie: biję cię, bo mogę, bo jestem silniejszy. To stanowczo za mało. Dziecko zaczyna bowiem postrzegać bowiem swoje relacje z rodzicem w kategorii władzy i uległości. Jest to prosta droga do rozwoju osobowości autorytarnej. Osoba taka może być bardzo mało empatyczna, nie wnika w psychikę innego człowieka. Dla niego jedynym rozróżnikiem zachowań człowieka jest jego skuteczność – wyjaśniała.

Jak się okazuje, „klapsy” mogą powodować odwrócenie się dziecka od rodziców w przyszłości.

- Bardzo często słyszę od rodziców dorosłych dzieci: tyle im w życiu poświęciłem, a on jest taki niewdzięczny. Zawsze sobie wtedy myślę: ile w tym odwróceniu się dziecka jest pogardy dla słabnącego rodzica. Jeśli rodzic utrwali relację, że siła jest dobra a słabość jest zła, to w momencie, to w momencie kiedy to dziecko dorasta, będzie tę relację wobec rodzica powielało– dodaje.

Do jakich zatem wniosków doszli uczestnicy kongresu? Wskazywali na potrzebę poprawienia komunikacji z dziećmi, tak by w sposób właściwy reagować na ich potrzeby. Przemoc wobec dzieci zazwyczaj nie wynika z niewiedzy, lecz z pójścia na łatwiznę bądź braku refleksji. Zwrócono także uwagę, że państwo kładzie zbyt mały nacisk kładzie na edukację wśród tych rodziców, którzy mają problem ze sprawowaniem opieki. Nie stosuje się bowiem programów pomocowych, które powinny pojawiać się na jak najwcześniejszym etapie. Co więcej, wskazywano także na niską świadomość prawną, gdyż znaczna część społeczeństwa nie ma pojęcia o zakazie stosowani kar cielesnych wobec dzieci.

Zmieńmy kodeks

Podczas Kongresu dr Paweł Jaros, poruszył kwestię projektu nowego Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego, który powstał w wyniku pracy Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Rodzinnego przy Rzeczniku Praw Dziecka. Jego podstawowym filarem miałaby być koncepcja odpowiedzialności rodzicielskiej. Jak zapowiedział, w najbliższym czasie projekt ten zostać ma przekazany rządowi.

Czym odpowiedzialności rodzicielskiej różni się od obowiązującej obecnie koncepcji władzy rodzicielskiej? Jest to przede wszystkim założenie znaczenie szersze. Poza zadaniami przypisanymi do władzy rodzicielskiej (reprezentacja dziecka, zarząd majątkiem oraz osobą dziecka) dodaje ona również ustalenie pochodzenia dziecka, wychowanie i kierowanie dzieckiem, utrzymywanie relacji osobistych, zapewnienie utrzymania i bezpieczeństwa czy ustalenie miejsca pobytu.

- Obecnie obowiązujący kodeks ignoruje istnienie koncepcji odpowiedzialności rodzicielskiej, choć wynika ona z prawa naturalnego oraz oparte są na niej przepisy prawa międzynarodowego, które przecież w Polsce obowiązują - mówił dr Paweł Jaros.

Zdaniem Jarosa, w Polsce obserwowany jest znaczy wzrost wydawanych orzeczeń, na podstawie których dzieci odbierane są rodzicom. Nie dzieje się to gruncie koncepcji odpowiedzialności rodzicielskiej, ale władzy rodzicielskiej. Wskazał, że obecnie ponad 217 tyś. dzieci w Polsce jest pod nadzorem sądów. Z między innymi tych powodów, konieczne jest wprowadzenie gruntownej reformy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego.