Ostatnio rzadko bywam w redakcji. A to jeżdżę po świecie, a to podróżuję po Polsce, a to siedzę w domu i korzystam z uroków telepracy. Gdy więc zawitałem ostatnio w redakcji, w ogóle mnie nie zdziwiło, że szefowa uradowała się na mój widok. Szybko okazało się jednak, że ma do mnie interes. I nie ujawnię chyba żadnej środowiskowej tajemnicy, jeśli przytoczę tę rozmowę.
„Przeciwdziałanie praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu – nowa procedura”Infor PL, Warszawa 2018. / Dziennik Gazeta Prawna
– Zrecenzowałbyś książkę? – zapytała.
– Jasne, żaden problem – odrzekłem, nie dostrzegając jeszcze podstępu.
Reklama
– Tylko wiesz, to jest książka wydana przez nasze wydawnictwo – wspomniała nieśmiało szefowa.
– Ach, czyli w recenzji mam się rozpływać nad zaletami, a umniejszyć wady? – spytałem.
– Nie no, aż tak to nie. Ale gdybyś miał potępiać w czambuł, to może po prostu zapomnijmy o recenzowaniu tej książki – rezolutnie odpowiedziała szefowa.
Recenzja, jak państwo widzą, powstała. Mogę bowiem z pełnym przekonaniem książkę polecić. Choć uczciwie zaznaczam, że nie każdemu.
Lektura omawia nową ustawę o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. Ci, którzy byli na bieżąco z procesem legislacyjnym i nowe przepisy znają na wyrywki, mogą sobie tę pozycję odpuścić. Ci, którzy nie mają nic wspólnego z rachunkowością, sprawozdawczością lub przestępczością finansową – podobnie. Za to uważam, że w każdym biurze rachunkowym oraz kancelarii adwokackiej lub radcowskiej jeden egzemplarz naszego poradnika powinien się znaleźć.
Przepisy nowej ustawy są stworzone na unijną modłę, czyli „rób, jak chcesz, oby wyszło dobrze”. To zawsze problem dla przedsiębiorców, bo w praktyce nie wiedzą, co i jak mają robić. Zadbanie o to zlecają księgowym i prawnikom. Ci więc – czy chcą, czy nie – wiedzieć muszą. Zaletą recenzowanej książki jest to, że autorzy nie silą się na teoretyczne dywagacje, lecz skupiają się na praktyce. Więcej miejsca poświęcają temu, jak każdy wzór i formularz wypełnić, a mniej temu, dlaczego właśnie tak. Prowadzą czytelnika, który będzie musiał stosować nowe przepisy, za rękę.
Czy to pasjonująca lektura? Nie, w żadnym razie. Czy przystępna? Tak. I wreszcie: czy przydatna w pracy? Jak najbardziej.
A żeby nie było zbyt dużo o książce (ci, którzy czytują moje recenzje, wiedzą, że w sumie są o mnie, a nie o książkach) na koniec anegdota sprzed kilku miesięcy. Dzwoni do mnie pani PR senior specialist & marketing executive & coś jeszcze. Odbieram.
– Dzień dobry, panie Patryku. Czy zajmuje się pan praniem pieniędzy w redakcji?