- Przydzielona mi na skutek losowania sprawa pod względem liczby akt jest chyba największą ze wszystkich, jakie do tej pory były rozpatrywane w Sądzie Okręgowym w Warszawie. A do mojego referatu nadal wpływają kolejne - mówi Marek Celej, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie.
Reklama
Marek Celej, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie, członek Krajowej Rady Sądownictwa w latach 1998–2006 jako osoba powołana przez prezydenta / Dziennik Gazeta Prawna
Losowy przydział spraw wyeliminował element arbitralności, jaki istniał, gdy prezes miał więcej swobody przy podejmowaniu decyzji o rozdziale obowiązków między sędziami. Ale jest i druga strona medalu. Po zmianach kierownictwo nie może szybko reagować, gdy dochodzi do nierównomiernego obciążenia pracą sędziów. Wylosowana przez pana sprawa jest tego świetnym przykładem.
Jest chyba największą sprawą pod względem liczby akt, jaka do tej pory była rozpatrywana w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Tych bowiem jest aż 600. Imponująca jest również liczba świadków, których jest około 490, oraz oskarżonych – 12 członków zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej Warszawa-Śródmieście. Zarzutów, jakie stawia im prokuratura, również jest sporo. Dotyczą przede wszystkim niegospodarności, nadużycia zaufania, przekroczenia uprawnień, niedopełnienia obowiązków.
Ile czasu potrzebuje pan, aby zapoznać się z aktami tej sprawy?
Zazwyczaj jestem w stanie przeczytać 2–3 tomy akt dziennie. Tylko że to jest sprawa gospodarcza, a tego się nie czyta jak powieść. Znacznie łatwiej zapoznaje się z aktami spraw typowo kryminalnych, te gospodarcze wymagają zdecydowanie bardziej żmudnej pracy, a przez to są bardziej pracochłonne. Jednak nawet jeżeli założymy, że uda mi się utrzymać tempo 3 tomów dziennie, to przy 600 tomach i tak zajmie mi to 200 dni! Przypomnijmy sobie sprawę Amber Gold. Tam też było bardzo wiele tomów, nie wiem, czy nie więcej niż w sprawie mi przydzielonej, i tam sędziowie potrzebowali około roku, żeby się z tym materiałem zapoznać. I oni zostali wyłączeni z rozpoznawania innych spraw. Żeby się skupić na sądzeniu, żeby to było racjonalne, to trzeba mieć odpowiedni czas na zapoznanie się z materiałem, a później trzeba to tak zaplanować, żeby sądzić co drugi, trzeci dzień.
Tymczasem póki co do pana referatu przydzielane są kolejne sprawy.
Na razie zostały mi zabrane z referatu te, które mogły zostać zabrane. Do jesieni planuję zakończyć wszystkie pozostałe. Napisałem również do kierownictwa sądu wniosek o wstrzymanie wpływu spraw do mojego referatu na początek na okres sześciu miesięcy oraz żeby przydzielono mi sędziego zapasowego.
W jakim celu?
Nie chcę tworzyć zawodowego, trzyosobowego sądu, gdyż nie chcę do prac nad tą sprawą angażować kolejnych sędziów, którzy zapewne, tak jak ja, także wnioskowaliby o wstrzymanie im wpływu. A to by generowało ogromne problemy w pracy wydziału. Sędzia zapasowy jest potrzebny, gdyż za cztery lata przechodzę w stan spoczynku. Tak więc, gdyby kierownictwo nie przydzieliło mi sędziego zapasowego, a mi nie udało się w ciągu tego czasu zakończyć sprawy, to postępowanie musiałoby się toczyć od początku. Oczywiście w takiej sytuacji mógłbym zawsze wnioskować do ministra sprawiedliwości o przedłużenie mi okresu orzekania, jednak nie ma pewności, czy taką zgodę bym uzyskał. Zresztą uważam, że tworzenie sędziego zapasowego przy tak dużych sprawach powinno być regułą. Nigdy przecież nie wiadomo, co się może zdarzyć przez tak długi okres.
Co w sytuacji, gdyby kierownictwo sądu jednak nie wydało zgody na wstrzymanie wpływu spraw do pana referatu?
W takim przypadku będę wnioskował o odebranie mi tej sprawy, gdyż nie widzę możliwości jej ukończenia przed przejściem w stan spoczynku. Lepiej więc będzie, gdy trafi ona do referatu innej osoby. Jeżeli nie dostanę takiej zgody, to rozumiem, że kierownictwo sądu liczy się z takim ryzkiem, że postępowanie będzie musiało być prowadzone od początku po tym, jak przejdę w stan spoczynku.
Kiedy pan złożył wniosek?
12 kwietnia tego roku. I nadal nie mam odpowiedzi, mimo że w przepisach jest mowa o tym, że prezes powinna podjąć decyzję niezwłocznie. Tymczasem minął już ponad miesiąc, a do mojego referatu nadal wpływają sprawy, w tym tak ciężkie i głośne, jak m.in. sprawa gen. Piotra Pytla, byłego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Czasami zastanawiam się, czy dla ministerialnego algorytmu tylko ja orzekam w naszym wydziale.
Jakie czynności zamierza pan przeprowadzić już po zapoznaniu się z aktami sprawy warszawskiej spółdzielni?
Na początku zamierzam przeprowadzić posiedzenie, na którym będę chciał zapoznać się z preferencjami procesowymi stron, dowiedzieć się, czy zamierzają składać jeszcze jakieś wnioski dowodowe. Będę chciał również ustalić, czy jest konieczność przesłuchiwania wszystkich świadków.