PROCEDURY
Chociaż ustawa – Prawo wodne (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 2180) obowiązuje niespełna pięć miesięcy, to rządzący szykują już jej trzecią wersję.
Jeszcze w lutym pierwsze poprawki nanieśli posłowie PiS. Zgodnie z przyjętymi wtedy zmianami, do spraw wszczętych i niezakończonych przed początkiem 2018 r., a dotyczących środowiskowych uwarunkowań oraz w sprawach o ocenach oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko, stosowane mają być przepisy, które obowiązywały przed 1 stycznia.
Teraz, zgodnie z zapowiedziami ministra gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marka Gróbarczyka, do czyszczenia ustawy z wątpliwości interpretacyjnych bierze się sam resort. Jednym z celów rządzących jest m.in. zlikwidowanie niektórych absurdalnych wymogów biurokratycznych, na które od początku utyskiwali przedsiębiorcy i spółki komunalne.
Reklama
Dobitnym przykładem może być obowiązek rozliczania się z Wodami Polskimi z opłat za usługi wodne. Jak wskazywano podczas ostatniego posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. przemysłu chemicznego, obecne przepisy prowadzą do sytuacji, w której mimo, że wymagana prawem opłata wynosi często mniej niż 1 zł, to nawet tak niska kwota nie zwalnia firm ani samorządów z obowiązku przygotowania kilkustronicowej dokumentacji w formie papierowej i rozliczenia opłaty z Wodami Polskimi. A to prowadzi do absurdów, gdy koszt przesyłki z dokumentacją przewyższa kwotę do zapłaty.
– W niektórych przypadkach opłata wynosi 20 albo 25 groszy za jedną z naszych dwóch tysięcy stacji. Sama wysyłka listu kosztuje dziesięć razy tyle – przekonuje Arkadiusz Kamiński, dyrektor Biura Ochrony Środowiska w PKN Orlen.

Reklama
W projekcie nowelizacji zaproponowano więc ustalenie minimalnego progu opłat, poniżej którego nie muszą być one w ogóle uiszczane. Miałaby to być kwota 20 zł.
Ministerstwo proponuje też wprowadzenie obowiązku składania oświadczeń, na podstawie których ustalane będą opłaty za korzystanie z wody. Takie zobowiązanie objęłoby podmioty korzystające z usług wodnych. Dotyczyłoby ono okresu przejściowego – do końca grudnia 2020 r.
Projekt nowelizacji wpłynął do Stałego Komitetu Rady Ministrów znienacka. Resort ominął bowiem konsultacje społeczne.
Zdaniem Dominika Gajewskiego, radcy prawnego i eksperta ds. infrastruktury i ochrony środowiska w Konfederacji Lewiatan, taki tryb procedowania budzi zasadnicze wątpliwości. Po raz kolejny bowiem przepisy są tworzone w pośpiechu i bez wysłuchania głosu branży, która z ich interpretacją ma najwięcej styczności. – Już teraz wątpliwości budzi dodawany w projekcie art. 301a, który wyłącza kodeksową zasadę czynnego udziału strony w postępowaniu administracyjnym dotyczącym określenia opłat za korzystanie z wód – zwraca uwagę ekspert. I dodaje, że w efekcie Wody Polskie nie będą musiały wypełniać obowiązku z art. 61 par. 4 k.p.a., polegającego na właściwym zawiadomieniu wszystkich osób będących stronami postępowania. A to, jak przekonuje, budzi poważne zastrzeżenia systemowe.
– Podmiot, który nie powinien prowadzić postępowań administracyjnych, gdyż jest państwową osobą prawną, czyli Wody Polskie, nie będzie musiał w postępowaniach administracyjnych dotyczących opłat stosować niezwykle ważnych przepisów o charakterze gwarancyjnym dla stron postępowania, przewidzianych w k.p.a. – wyjaśnia Gajewski.
Co ważne, o ostateczny kształt nowych regulacji bój toczą też różne ministerstwa. I jak się okazuje, wiele z nich zgłasza do projektu poprawki. Rządowe Centrum Legislacji uznało projekt za niedopracowany i wymagający rozpatrzenia przez komisję prawniczą. Niewykluczone więc, że na bardziej szczegółowe regulacje samorządy i branża będzie musiała poczekać dłużej niż do końca I kwartału tego roku, jak obiecywało ministerstwo.
Nie zanosi się też na to, by najnowszy projekt nowelizacji był ostatnim słowem rządu. Wielu odpowiedzi na to, jak funkcjonują nowe regulacje przyniosą bowiem konkluzje rządzących po analizie wniosków taryfowych – dowiedział się DGP. Resort nie wyklucza zmian systemowych, które miałyby usprawnić funkcjonowanie regionalnych zarządów gospodarki wodnej. ⒸⓅ