statystyki

Wybory do sfałszowania, czyli jak upada autorytet

autor: Patryk Słowik03.04.2018, 09:34; Aktualizacja: 03.04.2018, 10:39
Wszyscy razem dotarliśmy do etapu, gdy w prostej, technicznej zmianie legislacyjnej wielu z nas widzi zagrożenie dla państwa prawa. Ale to zagrożenie wcale nie kryje się w art. 26 ustawy o Sądzie Najwyższym.

Wszyscy razem dotarliśmy do etapu, gdy w prostej, technicznej zmianie legislacyjnej wielu z nas widzi zagrożenie dla państwa prawa. Ale to zagrożenie wcale nie kryje się w art. 26 ustawy o Sądzie Najwyższym.źródło: PAP
autor zdjęcia: Rafał Guz

Obawy wielu osób – w tym szanowanych prawników – pokazują, że prawo coraz częściej przegrywa z polityką. I że litera prawa, zapisana w ustawach, zaczyna coraz mniej znaczyć.

„Prawo i Sprawiedliwość będzie mogło sfałszować wybory”. „W reformie Sądu Najwyższego chodzi o przejęcie wpływu nad ocenianiem ważności wyborów”. „Co Prawo i Sprawiedliwość postanowi, to Sąd Najwyższy zrobi”. To tylko kilka z setek komentarzy na temat wchodzącej w życie ustawy o Sądzie Najwyższym, na które się natknąłem. Zdaniem wielu polityków i komentatorów najważniejsza zmiana – prawdziwy cel uchwalenia ustawy – kryje się w art. 26. Zgodnie z nim nowo powołana Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych będzie m.in. rozpoznawała protesty wyborcze oraz stwierdzała ważność wyborów. Ale przecież to, że Sąd Najwyższy będzie się tym zajmował, to nic nowego. Tak było też do tej pory, co zresztą wynika wprost z art. 101 („Ważność wyborów do Sejmu i Senatu stwierdza Sąd Najwyższy” i „Wyborcy przysługuje prawo zgłoszenia do Sądu Najwyższego protestu przeciwko ważności wyborów na zasadach określonych w ustawie”) i art. 129 ust. 1 konstytucji („Ważność wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej stwierdza Sąd Najwyższy”).

Szczerze mówiąc, w nowo przyjętej ustawie nie dostrzegam żadnego zagrożenia przejęciem kontroli nad wynikami wyborów przez polityków. Procedura zmieni się kosmetycznie – po prostu sprawą zajmować się będzie nowo powołana izba w strukturze Sądu Najwyższego.

To nie oznacza jednak, że tematu nie ma. Jest i wykracza daleko poza art. 26 nowej ustawy o SN. Obawy wielu osób – w tym szanowanych prawników – pokazują bowiem, że prawo coraz częściej przegrywa z polityką. I że litera prawa, zapisana w ustawach, zaczyna coraz mniej znaczyć.


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (2)

  • przerwa śniadaniowa(2018-04-03 09:54) Zgłoś naruszenie 92

    Można być naiwnym i łykać wszystko jak pelikan. Można jednak być przekornym i tworząc prawo starać się przewidywać skutki jego wprowadzenia. Prawo Murphyego przewiduje że "Jeżeli coś może się nie udać, to się nie uda". Tak więc proszę nie mydlić oczu i opowiadać farmazonów o celach jakie przyświecają bo i tak nikt o zdrowym rozsądku nie podzieli tych wywodów gdy tak wiele jest nieścisłości wątpliwości i uwag krytycznych do ustawy. Zamiast doprowadzić ją do oczekiwań społecznych i wymagań państwa prawa opowiada się bajki.

    Odpowiedz
  • Kpiarz (2018-04-03 17:53) Zgłoś naruszenie 10

    Inne prawo statystyczne mówi że ".... Jeżeli coś może się zdarzyć, to kiedyś na pewno się zdarzy, lub zdarzyło" To tak w temacie wyborów.....

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane