Od dziś minister sprawiedliwości nie ma już pełnej dowolności w odwoływaniu prezesów i wiceprezesów sądów. Wczoraj zakończył się półroczny okres obowiązywania przepisów, które pozwalały mu przerywać trwające kadencje i obsadzać stanowiska funkcyjne osobami wybranymi według sobie tylko znanych kryteriów.



W momencie zamknięcia wydania nie była znana ostateczna liczba prezesów i wiceprezesów usuniętych w tym budzącym kontrowersje trybie. Jak stwierdził w rozmowie z DGP Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości, decyzje miały zapadać niemal do ostatniej chwili, a więc do północy. Z nieoficjalnych doniesień wynika, że ostatniego dnia obowiązywania krytykowanej przez środowisko sędziowskie regulacji funkcję straciła wiceprezes Sądu Okręgowego w Olsztynie. Pismo o jej odwołaniu zostało przekazane, tak jak to często ostatnio miało miejsce, faksem. Biorąc pod uwagę tę informację oraz dane, jakie podawało m.in. Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”, można stwierdzić, że minister sprawiedliwości odwołał co najmniej 116 prezesów i wiceprezesów.
Reklama
Od dziś nie będzie już można tak łatwo dokonywać zmian osobowych w kadrze zarządzającej sądami. Przede wszystkim nie będzie aż takiej dowolności przy przerywaniu trwających kadencji. Teraz stanie się to możliwe wyłącznie wówczas, gdy ziści się jedna z czterech przesłanek wskazanych w prawie o ustroju sądów powszechnych (t.j. Dz.U z 2018 r. poz. 23 ze zm.). I tak: minister sprawiedliwości będzie mógł odwołać prezesa zanim upłynie jego kadencja, gdy ten nie będzie się wywiązywał z obowiązków służbowych w sposób rażący lub uporczywy, prezes sam złoży rezygnację z pełnionej funkcji, zostanie stwierdzona szczególnie niska efektywność działań w zakresie nadzoru lub organizacji pracy w sądzie, a także wówczas gdy „dalszego pełnienia funkcji nie da się pogodzić z innych powodów z dobrem wymiaru sprawiedliwości”. Szczególnie ta ostatnia przesłanka była mocno krytykowana przez środowisko sędziowskie. Podkreślano, że pojęcie „dobra wymiaru sprawiedliwości” stanowi przesłankę niedookreśloną i nie w pełni weryfikowalną, a tym samym dającą zbyt dużo swobody ministrowi sprawiedliwości przy podejmowaniu decyzji o przerwaniu trwającej kadencji.
Pewnym ograniczeniem tej swobody ma być konieczność uzyskiwania przez ministra opinii Krajowej Rady Sądownictwa na temat zamiaru przedterminowego odwołania prezesa lub wiceprezesa sądu. Zgodnie z przepisami negatywne stanowisko KRS będzie dla szefa resortu sprawiedliwości wiążące, o ile uchwała w tej sprawie zostanie podjęta większością 2/3 głosów. Jeżeli rada nie zdąży wyrazić swojego zdania w ciągu 30 dni, minister będzie mógł zrealizować swoje plany. Jak jednak podkreśla się w środowisku sędziowskim, już niedługo większość składu KRS zostanie wymieniona. Trwają bowiem wybory do tego organu (dotąd Sejm potwierdził oficjalnie 11 nazwisk kandydatów). Zastrzeżenia budzi nie tylko konstytucyjność nowego sposobu wyłonienia sędziów do KRS (wybierać będą ich posłowie), ale także to, że spora część chętnych do zasiadania w radzie jest związana z obecnym ministrem sprawiedliwości (niektórzy kandydujący byli np. ostatnimi czasy delegowani do MS).
W takich warunkach podaje się w wątpliwość, czy nowa KRS będzie w stanie pełnić rolę hamulca dla działań przedstawiciela władzy wykonawczej, jakim jest minister sprawiedliwości.