Choć wybory już w tym roku, nadal nie wiadomo, co z konkursem na zainstalowanie urządzeń rejestrujących pracę komisji wyborczych.
Reklama
Zgodnie z obowiązującym od 31 stycznia nowym kodeksem wyborczym podczas najbliższych wyborów samorządowych we wszystkich 28 tys. lokali wyborczych powinny pojawić się kamery rejestrujące przebieg głosowania. To spore wyzwanie organizacyjne i logistyczne dla Państwowej Komisji Wyborczej (PKW) i Krajowego Biura Wyborczego (KBW). Problem w tym, że nikt jeszcze się za sprawę kamer nie zabrał.
PKW jest teraz w stanie swego rodzaju zawieszenia. Sędziowie czekają, aż minister spraw wewnętrznych zaproponuje kandydatów na nowego szefa KBW. Poza tym w ciągu dwóch miesięcy powinno zostać zrekrutowanych i przeszkolonych 100 nowych komisarzy wyborczych (nazwiska również przedstawi MSWiA). Trzeba też stworzyć kilkutysięczną armię urzędników wyborczych, którzy wesprą organizacyjnie szefa KBW (więcej na te tematy w wywiadzie z wiceministrem Pawłem Szefernakerem z MSWiA na A6).
W tych warunkach, jak słyszymy w PKW, trudno jest rozpisać przetarg na kamery, którego wartość szacowana jest na ok. 130 mln zł. W grę wchodzi nie tylko zakup sprzętu, ale również jego montaż, uruchomienie i zapewnienie infrastruktury do nagrywania lub transmisji internetowej obrazu z lokali wyborczych. W PKW z każdym dniem narasta przeświadczenie, że w krótkim czasie, jaki pozostał do wyborów, trudno będzie zdążyć.
– Cztery miesiące zajęło nam przeprowadzenie przetargu na dostarczenie gadżetów typu notesy, smycze czy długopisy – mówi nam jeden z urzędników PKW.
Największą obawę budzi spodziewana ostra konkurencja między potencjalnymi wykonawcami zlecenia, w najgorszym przypadku skutkująca blokowaniem całego przetargu.
Z naszych informacji wynika, że do samorządowców już odzywają się firmy oferujące swoje rozwiązania dotyczące rejestracji sesji samorządowych rad, mimo iż ten obowiązek wejdzie w życie dopiero od przyszłej kadencji. Nagrania tych obrad będą musiały być zgodnie z nowymi przepisami udostępniane w Biuletynie Informacji Publicznej, na stronie internetowej gminy oraz w „inny sposób zwyczajowo przyjęty”.
PKW rozważa, czy nie włączyć do sprawy lokalnych władz. – Trwają analizy dotyczące sposobu realizacji zakupu sprzętu do transmisji i nagrywania przebiegu głosowania. Nie zapadła dotychczas decyzja, czy ten sprzęt będzie zakupiony centralnie przez Krajowe Biuro Wyborcze, czy też będzie kupowany przez poszczególne gminy – mówi Anna Godzwon, rzeczniczka PKW.
To oznacza, że zamiast jednego dużego przetargu PKW mielibyśmy np. 2,5 tys. pojedynczych postępowań w każdej gminie. W tym momencie rola PKW sprowadzałaby się do przekazania władzom lokalnym funduszy. Ewentualny zakup sprzętu przez gminy byłby według Anny Godzwon finansowany z dotacji z budżetu państwa przekazanej przez Krajowe Biuro Wyborcze. W tegorocznej rezerwie celowej na zadania realizowane przez KBW jest niemal 458 mln zł.
Co na to samorządowcy? Teoretycznie nie powinno im to przeszkadzać. W obowiązującym stanie prawnym za wyposażenie lokali wyborczych i tak odpowiadają gminy, realizując to jako zadanie zlecone przez rząd. – Ale trzeba wziąć poprawkę na kwestie dotyczące przetargu na kamery. Do tej pory nie sprecyzowano nawet konkretnych parametrów technicznych tego sprzętu. Bez tego może się później okazać, że gminy kupią coś, co nie spełnia oczekiwań – zwraca uwagę Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich.
Drugi problem dotyczy jednoczesnego zakupu kamer do wszystkich lokali wyborczych. – Kupienie tego w jednym pakiecie dla 28 tys. lokali gwarantowałoby niższą cenę niż w przypadku odrębnych, mniejszych przetargów. W tej drugiej sytuacji, jeśli wszyscy ogłoszą przetargi w jednym czasie, producenci kamer wykorzystają sytuację, i to małe gminy wyjdą na tym finansowo najgorzej – podkreśla Kubalski.
Prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz wskazuje na wiele pytań, na które samorządowcy nie znają odpowiedzi. – Jakie kamery, kto je zamontuje, w którym miejscu, czy będą na nich plomby, kto i jak sczyta dane, kto i komu przekaże karty pamięci? Do wyborów pół roku, przed nami wakacje, a my nie znamy tak podstawowych szczegółów – mówi prezydent.
Jakie wyjście z sytuacji widzą działacze PiS? Poseł tego ugrupowania Łukasz Schreiber: – Decyzja jest po stronie PKW i KBW, a nie posłów takich jak ja, którzy ustawę przygotowali. Jeśli jest jakiś problem, być może warto skonsultować sprawę z MSWiA.
Jego partyjny kolega Marcin Horała (również przeprowadzał projekt ustawy przez parlament) uważa, że scedowanie na gminy zadania kupna kamer jest lepszym rozwiązaniem niż jeden centralny przetarg organizowany przez KBW. – Wówczas rozpraszamy i minimalizujemy ryzyko, że dojdzie do jakiegoś paraliżu, np. wskutek odwołań producentów tego sprzętu, którzy wystartują w postępowaniach – mówi poseł. Jak dodaje, być może w niektórych gminach kwoty zamówień okażą się na tyle nieduże, że obejdzie się bez przetargu, tylko będą to zamówienia z wolnej ręki.