Prezes nowo tworzonego Urzędu Ochrony Danych Osobowych będzie miał większy wpływ na wybór swoich zastępców. Ministerstwo Cyfryzacji wycofało się z pomysłu, by powoływali ich szefowie dwóch resortów. Nadal jednak będą oni wskazywać kandydatów.
Najpóźniej w maju tego roku generalnego inspektora ochrony danych osobowych zastąpi Urząd Ochrony Danych Osobowych. Prezes tej instytucji będzie powoływany przez Sejm, na wniosek premiera. W sposób bardzo niekonwencjonalny mieli natomiast być powoływani jego zastępcy. Zgodnie z pierwotną wersją projektu ustawy o ochronie danych osobowych dwóch wiceprezesów miał narzucać minister cyfryzacji, a jednego minister spraw wewnętrznych.
Rozwiązanie to powszechnie krytykowano podczas konsultacji społecznych. Ich uczestnicy wskazywali, że trudno mówić o niezależności prezesa, skoro nie będzie on nawet mógł mieć zaufania do swoich własnych zastępców. Ministerstwo Spraw Zagranicznych ostrzegało, że ponadto będzie to niezgodne z unijnym rozporządzeniem o ochronie danych osobowych. Zwróciło przy tym uwagę na potencjalny konflikt interesów. Prezes UODO będzie przecież kontrolować przestrzeganie przepisów o ochronie danych osobowych także przez MC i MSWiA. Podobne uwagi do projektu złożył również sam GIODO.