Projektowana ustawa o jawności życia publicznego budzi poważne wątpliwości. Nie tylko dlatego, że więcej niż do tej pory osób będzie składać oświadczenia majątkowe. Gdy przepisy wejdą w życie, szef CBA będzie mogło wezwać raz w roku do złożenia oświadczenia także osoby spoza 108 grup jasno do tego zobowiązanych.

Zagrożeni tym mogą być pełniący funkcje publiczne. Definicji, kto to jest, w projekcie nie ma, ale odsyła on do art. 115 par. 19 kodeksu karnego. Tam wprawdzie definicja jest, ale... budzi poważne wątpliwości i niejednokrotnie była przyczyną sądowych sporów. – Definicja ta tylko z pozoru ma charakter zamkniętego wyliczenia i może mieć potencjalnie bardzo szeroki zakres. Zdecydowanie wykracza ona poza pojęcie funkcjonariusza publicznego – podkreśla Michał Czuryło, radca prawny z Konieczny, Wierzbicki Kancelaria Radców Prawnych Sp.p. Tak więc może się okazać, że zeznanie złożą i lekarz, i duchowny (bo udziela ślubów) i profesor wyższej uczelni. Ba, nawet szef związku motorowodniaków czy żeglarzy, gdy udziela stosownych patentów. Już dziś z dużą dozą prawdopodobieństwa można prognozować, że sporów na tym tle będzie co niemiara.

W sumie do składania zeznań zobowiązanych ma być, według wyliczeń rządu, ponad 800 tys. osób. A rzecznik praw obywatelskich tę rzeszę szacuje nawet na 1,5 mln. Dlatego zanim dojdzie do przyjęcia przepisów, warto się zastanowić, kogo z nich wyłączyć. Trzeba przemyśleć, czy rzeczywiście szeregowy strażak, żołnierz, pracownik sądu są tak bardzo narażeni na korupcję. I skupić się na tych, od których rzeczywiście wiele zależy. Bo nasuwa się podejrzenie, że chodzi nie tyle o walkę z nagannym procederem, ile o stworzenie jej pozorów.