Krajowa Rada Sądownictwa odmówiła powołania asesorów sądowych z listy przesłanej przez ministra sprawiedliwości, jako przyczynę podając niedołączenie do wniosku aktualnych badań lekarskich i psychologicznych.
Reklama
Niezależnie od różnorakich okoliczności, to decyzja błędna i szkodliwa. Stwarzająca podstawy do formułowania zarzutu instrumentalnego wykorzystywania prawa. I nic nikogo nie będzie obchodziło, że rządzący od dwóch lat używają prawa w sposób instrumentalny. Organowi, który z mocy art. 186 konstytucji stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów, nie wolno w żadnym przypadku czynić z prawa środka do realizacji zamierzonego celu. A tak niestety może być oceniony krok KRS.
Nie zapominajmy, że prawo – chciane lub niechciane – dało asesorom konkretne uprawnienia do wykonywania funkcji orzeczniczych. Ocena, czy była to dobra decyzja, nie należy w żadnym razie do Krajowej Rady Sądownictwa. Notabene to KRS była inicjatorką i orędowniczą procesu przywracania instytucji asesorów w celu poprawienia sposobu dochodzenia do urzędu sędziego, akcentując bolączki i niedociągnięcia konceptu opartego na szkoleniu w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury. Jak się zatem wydaje, nie powinno być intencją KRS kwestionowanie tej instytucji co do zasady.
Nawet jednak gdyby tak było, to stosowanie prawa przez organy konstytucyjne wymaga głębokiego namysłu. Ważenia wartości. Uwzględnienia tego, że na przesłanej przez ministra liście znajdują się kandydaci na asesorów, którzy mają prawo oczekiwać współdziałania władz w celu racjonalnego rozstrzygnięcia sprawy.
Jeśli zatem KRS słusznie przekonuje, że we wszystkich 265 sprawach zabrakło aktualnych badań lekarskich i psychologicznych, to przecież istnieje tryb naprawienia tego stanu rzeczy, eliminujący konieczność podejmowania decyzji odmownej – sprzeciwu. Zgodnie z art. 30 ustawy o KRS, w razie stwierdzenia braku dokumentu uniemożliwiającego rozpatrzenie sprawy, zarządza się jego uzupełnienie w wyznaczonym terminie, istnieje możliwość zażądania akt osobowych wsparta obowiązkiem przedstawienia akt radzie w terminie 7 dni po stronie każdego organu lub instytucji. Przepis ten umożliwia też wykorzystanie w tym zakresie pośrednictwa systemu teleinformatycznego. Nie wiemy, jak w tym przypadku było, ale nie chce nam się wierzyć, że wdrożenie powyższego trybu nie doprowadziło lub nie mogło doprowadzić do uzyskania wymaganych badań choćby w jednym z 265 przypadków. Jeśli natomiast KRS zderzyła się z odmową dostarczenia dokumentów przez Ministerstwo Sprawiedliwości, to należało o tym natychmiast poinformować. Bo brak publicznej informacji świadczy przeciwko KRS.
W tych warunkach wydaje się, że przewidziane w art. 3 ust. 3 ustawy o KRS uprawnienie do wyrażenia sprzeciwu wobec pełnienia przez asesorów sądowych w sądach powszechnych obowiązków sędziego wykorzystane zostało pochopnie. Przynajmniej zaś, bez wystarczającego uzasadnienia, pozostawiając możliwość wypełnienia pustej przestrzeni publicznej przez oponentów. Niestety, sprzeciw KRS pachnie też skrajnym formalizmem prawniczym z nutą instrumentalnego jego wykorzystania. I tak chyba zostanie odczytany przez społeczeństwo. Efekt „wart Pac pałaca, a pałac Paca” jest ostatnim, na którego wywołaniu KRS powinno zależeć.