Wystawianie mandatu za nieuiszczenie opłaty za przejazd komunikacją miejską jest irracjonalne, gdy pasażer zmierza do kierowcy w celu zapłacenia za przejazd. Nawet jeśli ma do przejścia cały pojazd.
Reklama

Sprawa dotyczyła powództwa z którym wystąpił pełnomocnik spółki zajmującej się transportem miejskim przeciwko jednej z pasażerek o zapłatę 270,40 zł wraz z ustawowymi odsetkami tytułem opłaty za korzystanie z usług komunikacji nie posiadając ważnego dokumentu przewozu. Przeciwko pozwanej został wystawiony nakaz zapłaty w elektronicznym postępowaniu upominawczym.

Kobieta wniosła od niego sprzeciw. Twierdziła, że kontroler uniemożliwił jej zakup biletu u motorniczego za co następnie nałożył na nią opłatę dodatkową. Po zapoznaniu się ze stanowiskiem pasażerki sąd stwierdził utratę mocy nakazu zapłaty w całości i przekazał sprawę do rozpoznania. Pozwana domagała się oddalenia powództwa w całości.

Spółka nie brała tych tłumaczeń pod uwagę. Stała na stanowisku, że „pozwana podróżowała środkiem transportu zbiorowego bez ważnego biletu, a zatem nałożona na nią opłata dodatkowa była zasadna” . Pełnomocnik podkreślał, że obowiązkiem pasażera, który nie posiada biletu jest jak najszybsze uiszczenie opłaty za przejazd. Zapewnił także, że „kontrolerzy przystępują do sprawdzania biletów po upewnieniu się, że żaden z podróżnych nie wykazuje chęci skasowania biletu”.

Sąd nie miał wątpliwości, że pozwana poprzez zajęcie miejsca w tramwaju zawarła ze spółką umowę przewozu.

W dniu, w którym doszło do zdarzenia kobieta przyleciała z zagranicy. Nie miała przy sobie biletu ale gdy zobaczyła nadjeżdżający tramwaj postanowiła, że dokona zakupu u motorniczego. Do pojazdu weszła tylnymi drzwiami, gdyż tylko do nich udało jej się dojść przed odjazdem.

Pasażerka bezzwłocznie udała się w kierunku kabiny motorniczego. Z uwagi jednak na posiadany bagaż oraz ilość osób poruszała się wolno. Gdy była przy kierowcy zatrzymał ją kontroler. Mężczyzna nic sobie nie robił z jej tłumaczeń oraz faktu, że trzymała w ręku odliczone pieniądze. Uznał, że kobieta nie opłaciła przejazdu i wystawił na jej nazwisko wezwanie do zapłaty kwoty 270,40 zł. Pozwana odmówiła jego podpisania, wystosowała także odwołanie. Niestety nie doczekała odpowiedzi.

Sąd po przeanalizowaniu dowodów uznał, że powództwo nie jest zasadne i nie zasługuje na uwzględnienie.

Przywołane zostały przepisy załącznika do uchwały nr XLVII/1273/2012 Rady Miasta, w brzmieniu na datę przedmiotowego zdarzenia, zgodnie z którymi pasażer, który nie posiadał ważnego biletu lub dokumentu uprawniającego do bezpłatnych przejazdów, w pierwszej kolejności po wejściu do pojazdu zobowiązany był skasować/aktywować bilet. Ustęp 2 wskazanego paragrafu stanowi jednakże, że w pojazdach lokalnego transportu zbiorowego prowadzona jest sprzedaż biletów jednorazowych przesiadkowych przez obsługę pojazdów za odliczoną kwotę lub sprzedaż biletów w automatach biletowych. W przypadku konieczności zakupu biletu w pojeździe, pasażer zobowiązany był udać się w pierwszej kolejności do obsługi pojazdu lub automatu biletowego celem zakupu biletu i natychmiast po zakupie biletu skasować go w najbliższym kasowniku. Postępowanie kobiety zgadzało się z tym zaleceniem. Podczas gdy zachowanie kontrolera uznane zostało za „nieprawidłowe i niewłaściwe, i przedwczesne w stosunku do pozwanej”. Sąd nie dał wiary tłumaczeniom powoda jakoby „kontrolerzy przystępowali do kontroli po upewnieniu się, że wszyscy podróżni mieli możliwość wniesienia opłaty przewozowej”. Powołując się na doświadczenie życiowe sędzia wskazał, że „kontroler po ruszeniu pojazdu z przystanku zazwyczaj chwilę czeka, aż podróżni skasują bilety po czym przystępuje do kontroli, niemniej by kontroler miał pewność, że żadne inne osoby nie chcą skasować biletu, czy też zakupić go u motorniczego, w tramwaju nie może być więcej niż kilka, kilkanaście osób, tak by kontrolujący mógł objąć wzrokiem wszystkich podróżnych”. W analizowanym przypadku w pojeździe było dużo osób, kobieta miała ze sobą bagaż możliwym jest, że „kontroler rozpoczął swoje czynności, zanim pozwana pokonała odległość dzielącą ją od tylnego wejścia do wagonu do kabiny motorniczego i ten mógł jej wcześniej nie widzieć”.

„Pasażer praktycznie nie ma realnej możliwości zamanifestowania, że wsiada do tramwaju bez biletu z zamiarem jego zakupienia. Nie można przecież oczekiwać od podróżnych, aby w takiej sytuacji głośno obwieszczali wszystkim pasażerom, że oto kierują się do kabiny motorniczego w celu zakupu biletu (…) nie można przy tym wymagać od podróżnych, aby w sytuacji, jak omawiana, a więc gdy nie posiadają biletu, wsiadali do pojazdu pierwszymi drzwiami, powinność taka nie wynika bowiem z przepisów prawa, nadto czasami jest po prostu niemożliwa do zrealizowania” – czytamy w uzasadnieniu.

Zdaniem sądu kobiecie nie można zarzucać, że wsiadła do pojazdu złymi drzwiami oraz że odpowiednio nie manifestowała chęci zakupu biletu. „Każdy na jej miejscu zachowałby się dokładnie tak samo, to jest wsiadł do pojazdu tylnymi drzwiami a nie kierował się do pierwszych drzwi doprowadzając do odjazdu pojazdu” – podsumował sędzia.

Pozwana zachowywała się w sposób racjonalny i adekwatny do zaistniałej sytuacji. Gdyby kontroler pozwolił jej na zakup bilety nie byłoby sprawy. Tym bardziej, że w sytuacjach „gdy pasażer wchodzi do wagonu ostatnimi drzwiami, a następnie pojazd rusza, zasadnym jest przyjęcie, że prawdopodobnie będzie miał on realną możliwość zakupu biletu u kierującego dopiero po dojechaniu do kolejnego przystanku”. Fakt ten nie może działać na niekorzyść podróżnych.

Sąd jednoznacznie uznał, że „pozwana mimo zamiaru, nie miała możliwości uiszczenia w należyty sposób opłaty za przejazd tramwajem linii 20, natomiast uczyniła zadość dyspozycji przepisu regulaminu przejazdu i bezpośrednio po wejściu do w/w pojazdu zamierzała zakupić bilet u motorniczego, co jednak zostało jej uniemożliwione”.

Z uwagi na powyższe brak było podstaw do wystawienia pozwanej wezwania do zapłaty.

Wyrok Sądu Rejonowego dla Łodzi-Widzewa w Łodzi, sygn. akt: VIII C 3501/15