- Nigdzie nie jest napisane, że prokuratorowi nie wolno krytykować przełożonych - mówi Edward Zalewski.
Edward Zalewski, prokurator w stanie spoczynku, były szef Krajowej Rady Prokuratury / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama

Reklama
Prokurator Andrzej Kaucz usłyszał zarzuty dyscyplinarne za ostrą krytykę polityki kadrowej nowego kierownictwa prokuratury. Rzecznik dyscyplinarny dopatrzył się w tym przekroczenia granic swobody wypowiedzi. Prokuratorskie organy zainteresowały się też prokuratorem Krzysztofem Parchimowiczem. I w tym wypadku rzekomo chodziło o negatywną ocenę działań szefostwa. Czy prokurator nie ma prawa krytykować polityki kierownictwa instytucji, w której pracuje?
Zachowania prokuratora zostały uregulowane przez Krajową Radę Prokuratury w zbiorze zasad etyki zawodowej. Nie jest to dokument prawnie zobowiązujący, ale dostarcza wytycznych określających, jak powinni postępować prokuratorzy. Kodeks jest także aktem, który ma pomagać w ocenie, kiedy prokurator dopuszcza się deliktu dyscyplinarnego. W tym zbiorze zasad nigdzie nie jest napisane, że prokuratorowi nie wolno krytykować przełożonych.
To gdzie w takim razie jest granica dozwolonej krytyki, na jaką mogą sobie pozwolić prokuratorzy?
W kodeksie etycznym jest przepis, długo zresztą dyskutowany w ówczesnej KRP, zgodnie z którym prokurator nie może publicznie wypowiadać się na temat toczących się postępowań ani oceniać prowadzących je organów. Prokurator nie powinien zatem krytykować sądu czy składu sędziowskiego, a także, w mojej ocenie, powinien wstrzymać się od krytyki innych prokuratorów prowadzących konkretne postępowania karne. Kolejny wyraźny zakaz odnosi się do publicznego przedstawiania swoich przekonań politycznych. Natomiast uważam, że karanie za poglądy dotyczące innych sfer jest niewłaściwe i nie prowadzi w dobrą stronę. Jak każdy obywatel prokurator ma konstytucyjne prawo do swobody wypowiedzi. Oczywiście musi – jak nakazuje kodeks etyczny – korzystać z niego w sposób rozważny.
To może prokurator Kaucz w swojej krytyce po prostu nie zachował wymaganego umiaru i stąd spotkał się z zarzutami dyscyplinarnymi?
Nie znam akt tej sprawy, a poza tym nie mogę się wypowiadać na temat toczącego się postępowania. Nie pamiętam jednak, żeby w latach 2008–2010, kiedy pracowałem w ówczesnej Prokuraturze Krajowej, były prowadzone postępowania dyscyplinarne prokuratorów za ich komentarze medialne krytycznie oceniające działania przełożonych. Nikt się wtedy nie obrażał – ani ja, ani żaden z innych zastępców prokuratora generalnego. A niekiedy krytyka ze strony naszych podwładnych była wyjątkowo brutalna. Mimo to zawsze wręcz zachęcaliśmy ich, żeby jak najszerzej wypowiadali się o tym, jak powinna funkcjonować prokuratura, na temat jej zadań czy projektów ustaw. Taka dyskusja jest zawsze korzystna i nie widzę nic złego w tym, gdy prokuratorzy chcą w niej brać udział. I jeszcze raz podkreślę, nawet do głowy nam nie przyszło, żeby wszczynać za to postępowanie dyscyplinarne. Chciałbym, żeby takiego ścierania się poglądów było dziś więcej.
Tymczasem niemal całe środowisko prokuratorskie – łącznie z organizacjami, które do niedawna bardzo aktywnie reagowały na przypadki naruszenia niezależności prokuratorów – milczy. Dlaczego?
Proszę się zwrócić z tym pytaniem do tych organizacji.
Może medialna krytyka powoduje wątpliwości co do bezstronności i apolityczności prokuratury? Bo taki argument pojawił się w uzasadnieniu decyzji o postawieniu zarzutów prokuratorowi Kauczowi.
Czy rzeczowa krytyka jest złośliwym uderzaniem w prokuraturę, czy też raczej przyczynkiem do dalszej dyskusji i wyciągania wniosków?
Ja tylko staram się zrozumieć tok rozumowania tych, którzy chcą wyciągać konsekwencje dyscyplinarne za surowe oceny kierownictwa prokuratury.
Zawsze uważałem, że rzeczowa krytyka – bo oczywiście nie mówię o hejcie wylewającym się z internetu – powinna stanowić bodziec do tego, aby zastanowić się nad swoimi działaniami i ewentualnie je weryfikować. Jeżeli dotyczyła ona mnie osobiście, to zawsze starałem się analizować, czy w tych negatywnych ocenach nie ma czegoś, co powinno zmusić mnie do zmiany postępowania. Dlatego ja raczej bym radził wsłuchiwać się w głosy krytyczne i wyciągać z nich wnioski niż reagować wszczynaniem postępowań dyscyplinarnych.
Dotyczy to także odsłaniania przed opinią publiczną tego, jak złe bywają warunki pracy w prokuraturze?
Wracamy do tego samego problemu. To też jest forma krytyki działań przełożonych i zawsze należy ją wnikliwie badać. Przypominam sobie taką sytuację sprzed 2010 r., kiedy kierownictwo jednej z prokuratur zostało zaatakowane przez prokuratora za to, że pękło pod nim krzesło. Prokuratorzy zawsze mieli prawo wypowiadać się o warunkach, w jakich pracują. A nie udawajmy, że we wszystkich przypadkach są one bez zarzutu. Oczywiście podwładny może krytykować swoje warunki pracy bezzasadnie, nawet jeśli we własnym odczuciu ma rację. Mimo wszystko trzeba to zbadać i rzeczowo polemizować. To przecież takie proste i oczywiste.
Obecne kierownictwo prokuratury nie potrafi udźwignąć krytyki?
Nie wiem. Wchodzimy tu w sferę zamiarów tych, którzy decydowali o wszczęciu postępowań. Nie chcę na ten temat spekulować. Każdy może je sobie sam ocenić.
To może spójrzmy na to z innej strony. Czy podejmowanie kroków dyscyplinarnych za krytyczne wypowiedzi nie wywoła efektu mrożącego?
To zawsze zależy od indywidualnego odczucia prokuratora.