Głośny spektakl wystawiany w stołecznym Teatrze Powszechnym jest właśnie analizowany przez prokuratorów. Jego twórcy mogą zasiąść na ławie oskarżonych. Czy słusznie?
Reklama
1. Jaki jest zakres swobody artystycznej? „Klątwa” w reżyserii Olivera Frljicia to idealny przykład sprawy dotyczącej wolności artystycznej. Najczęściej bowiem zderzana jest ona z wolnością sumienia i religii, dookreśloną przepisami kodeksu karnego zakazującego obrazy uczuć religijnych. Obie wartości mają umocowanie w konstytucji. Zgodnie z art. 53 ust. 1 każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii. W art. 54 ust. 1 pada zaś gwarancja wolności wyrażania swoich poglądów.
Polskie sądy oraz Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie kładły na szali obie te wartości. Wniosek: choć swoboda artystyczna jest gwarantowana konstytucyjnie, to nie jest bezwzględna. „Trudno uznać, iż istota swobody wypowiedzi sprowadza się do wyrażania poglądów znieważających czy obrażających uczucia innych osób, a więc okazywania pogardy za pomocą obraźliwych lub poniżających sformułowań, gestów, które nie podlegają kwalifikacji w kategoriach prawdy i fałszu” – wyjaśnił w 2015 r. Trybunał Konstytucyjny.
2. Co grozi artystom za kontrowersyjne podejście do symboli religijnych? Nawet kara pozbawienia wolności. Zgodnie z art. 196 k.k. „kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.
Prokuratura rozważa przypisanie czynu z tego artykułu twórcom „Klątwy”. W spektaklu prezentowany jest seks oralny z figurą św. Jana Pawła II, a jego wizerunek podpisany został „obrońca pedofilów”. Konferencja Episkopatu Polski dodaje, że sprofanowano też krzyż.
Sprawy, gdzie na szalach ważyła się swoboda artystyczna i ochrona uczuć religijnych, kończyły się bardzo różnie. Najlepszym przykładem jest instalacja „Pasja” Doroty Nieznalskiej, w której do metalowego krzyża przytwierdzony był penis. W 2003 r. artystka została skazana na prace społeczne. W 2010 r. sąd ją jednak prawomocnie uniewinnił.
W ostatnich latach głośny by też przypadek piosenkarki Doroty Rabczewskiej. Została skazana na grzywnę m.in. za stwierdzenie o „naprutych winem autorach Pisma Świętego”. Na kanwie jej sprawy Trybunał Konstytucyjny orzekł, że swobody wypowiedzi nie można absolutyzować.
Możliwe jest także dochodzenie roszczeń od artystów na drodze cywilnej, wykazując naruszenie przez nich dóbr osobistych. Szanse na uzyskanie odszkodowania lub zadośćuczynienia przez osoby, które nie zostały wprost wymienione w sztuce, są jednak niemal zerowe. W przypadku „Klątwy” do sądu mógłby jednak wystąpić Jarosław Kaczyński, który jest – wbrew własnej woli – jednym z jej bohaterów.
3. Czy prokuratura powinna zainteresować się sprawą z urzędu? Tak. Jeśli tylko śledczy nabrali przekonania, że „Klątwa” może godzić w uczucia religijne wielu osób, nic nie stoi na przeszkodzie, by wszcząć dochodzenie. Tym bardziej że – jak wyjaśniał rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Łukasz Łapczyński – do śledczych dotarło wiele zapowiedzi o planowanym złożeniu zawiadomień przez zdegustowanych obywateli.
4. Czy można obrażać uczucia religijne podczas biletowanego spektaklu? Część ekspertów stających w obronie twórców twierdzi, że nie może być mowy o przestępstwie ujętym w art. 196 k.k., gdyż przepis ten zobowiązuje, by znieważenie następowało publicznie. A do teatru bądź galerii sztuki wstęp jest biletowany i idą do nich wyłącznie osoby zainteresowane określoną twórczością.
– Ten argument jest niewłaściwy. Wychodząc z tego założenia, na wiec także zaproszone mogą być wyłącznie określone osoby. Każdy z nas może kupić bilet do teatru, więc sam fakt wystawiania przedstawienia tylko dla osób, które zapłacą za wejście, nie zwalnia z ewentualnej odpowiedzialności karnej – wyjaśnia prof. Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości. Warunek publicznego prezentowania określonych poglądów jest spełniony.
5. Kto odpowiada za przestępstwo obrazy uczuć religijnych? Profesor Zbigniew Ćwiąkalski wyjaśnia, że nie ulega wątpliwości, iż odpowiadać może reżyser. To jego wizja jest bowiem realizowana. Nie ma za to mowy o odpowiedzialności karnej dyrekcji teatru, właściciela czy – co nawet niektórzy postulowali w mediach – urzędników, którzy podjęli decyzję o sponsorowaniu teatru. – Możliwe byłoby pociągnięcie do odpowiedzialności karnej jeszcze aktorów, którzy wykonują na scenie czynności uznane za znieważające cześć religijną – uzupełnia karnista.
A czy cokolwiek grozi aktorom drugoplanowym, którzy po prostu zgodzili się wystąpić w spektaklu, ale ich rola ogranicza się do „trzymania halabardy”? – Nie, w żadnym wypadku – twierdzi prof. Ćwiąkalski. Ostrożność powinni zachować dziennikarze, a nawet widzowie. Z orzecznictwa sądowego wynika, że na ławę oskarżonych trafić mogą osoby, które publikują znieważający przekaz. Innymi słowy, jeśli ktoś nagrałby spektakl i następnie najbardziej kontrowersyjne fragmenty umieścił w internecie – podlegałby odpowiedzialności karnej.
6. Czy intencje twórcy mają znaczenie? Sąd Najwyższy w 2012 r. stwierdził, że przestępstwo obrazy uczuć religijnych popełnia nie tylko ten, kto chce go dokonać, lecz także ci, którzy mają świadomość, że swoim działaniem do niego doprowadzą. Sama świadomość artysty, że może dojść do znieważenia symboli ważnych dla milionów Polaków, jest więc wystarczająca do pociągnięcia do odpowiedzialności karnej. Ale – jak wskazują eksperci – ani prokuratura, ani sądy nie mogą uciekać od zastanowienia się, jakie zamiary mieli twórcy.
Profesor Ryszard Markiewicz, wspólnik, założyciel i partner w Kancelarii Markiewicz & Sroczyński, przypomina, że często od tego przecież musi zależeć ocena danego zachowania. – Gdy opublikowano na okładce tygodnika „Wprost” 10 lat temu obraz Matki Boskiej Częstochowskiej w masce przeciwgazowej – to przecież nie po to, by naruszać uczucia religijne, lecz by zwrócić uwagę na problem zanieczyszczenia powietrza. Jeśli artysta w programie publicystycznym wkłada biało-czerwoną flagę w psie odchody – to nie po to, by ją znieważyć, lecz by w sposób drastyczny zmusić odbiorcę do zastanowienia się nad czystością środowiska – tłumaczy prawnik. Na temat „Klątwy” nie chce się wypowiadać, bo jej nie widział. Ale – jak mówi – kluczowa w sprawie musi być ocena tego, czy artyści chcieli zwrócić uwagę na ważny problem społeczny i jedynie chcą nim zainteresować odbiorcę poprzez radykalne prowokacje. – Jeśli tak, to unikałbym stosowania środków prawnych blokujących takie przedstawienie. Gdyby nawet uznać niestosowność takiej postaci wypowiedzi artystycznej, to opowiadałbym się za odpowiednią krytyką prasową lub w mediach społecznościowych, a nawet za pewnym ostracyzmem towarzyskim, a nie za sankcjami karnymi – podkreśla prof. Markiewicz.