statystyki

Trybunał o granicach prowokacji policyjnej

autor: Dominika Bychawska-Siniarska21.02.2017, 09:06; Aktualizacja: 21.02.2017, 10:03
policja

Tylko czekać, jak przed ETPC pojawi się podobna sprawa z Polski.źródło: ShutterStock

Obywatel Rumunii Alex Patrascu padł ofiarą prowokacji policyjnej. W lutym 2007 r. oficer w cywilu podszedł do niego w klubie nocnym w celu weryfikacji, czy zajmuje się on handlem narkotykami. Z późniejszych zeznań policjanta wynikało, że Patrascu stwierdził, że jest w stanie zdobyć wszelkiego rodzaju narkotyki, a po ich zakupie skontaktuje się z zamawiającym. W marcu 2007 r. zostało wobec niego wszczęte tajne postępowanie śledcze o handel narkotykami. Po kilku dniach Patrascu zadzwonił do policjanta, proponując mu zakup ecstasy. Policjant podjął próby kontaktu z rzekomym dealerem również w kwietniu i maju 2007 r. w celu umówienia miejsca na odbiór narkotyków.

Spotkanie zostało ostatecznie umówione na 19 lipca 2007 r. Podczas transakcji w miejscu spotkania pojawili się prokurator i policjanci. W lutym 2008 r. Patrascu został skazany na sześć lat pozbawienia wolności za handel narkotykami. W odwołaniach do sądu apelacyjnego i najwyższego wskazywał nieskutecznie, że został poddany prowokacji, która wywołała jego działania. Sądy nie uwzględniły tej argumentacji, wskazując, że oskarżony dwukrotnie sam inicjował kontakt z policjantem. Jako dowód w sprawie przedstawiono transkrypcje rozmów telefonicznych z policją.

Patrascu zwrócił się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, powołując się na nierzetelność postępowania, tj. naruszenie art. 6 par. 1 Konwencji (skarga nr 7600/09). Wskazał, że dowody w sprawie zostały zebrane w wyniku prowokacji. Argumentował, że do tej pory nie prowadził żadnej działalności związanej z handlem narkotykami, szczególnie w momencie, w którym tajna operacja wobec niego została zainicjowana.

W wyroku z 14 lutego 2017 r. ETPC przypomniał test, który skonstruował w odniesieniu do spraw dotyczących prowokacji. Zbadał w nim, czy policjanci przekroczyli granicę pasywnego zbierania dowodów, stając się tzw. agents provocateur. W pierwszej kolejności strasburscy sędziowie zauważyli, że wydając zgodę na tajną operację, policjanci i sąd dysponowali tylko daleko idącą presupozycją, że skarżący może być zainteresowany handlem narkotykami. Po drugie zaś kontakt został zainicjowany przez policjanta. Z materiału dowodowego nie można wnioskować, jak bardzo skarżący był zachęcany przez policję do kontaktu zwrotnego i złożenia oferty co do handlu narkotykami. W dodatku do transakcji miało dojść wiele miesięcy po pierwszym kontakcie.


Pozostało 64% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane