W tym roku przy wyborze kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego zwyciężyło lobby profesorskie. Oprócz jednej osoby, wszyscy zgłoszeni kandydaci są profesorami. Pana rekomendowali trzej byli prezesi TK?

- Moja kandydaturę popierają trzej prezesi, ale moje nazwisko pojawiało się tez w uchwałach rad wydziału, nie tylko Uniwersytetu Jagiellońskiego, którego jestem pracownikiem, ale też i innych środowisk naukowych.

Powstaje pytania: czy lepszy w Trybunale będzie praktyk czy teoretyk?

- Wszystko zależy od tego, czym się zajmuje sąd konstytucyjny. W Europie trybunały mają różne kompetencje. I jeżeli sąd konstytucyjny rozpatruje skargi konstytucyjne na orzeczenia sądów, to powinna być spora reprezentacja praktyków, tak jak ma to miejsce w Niemczech, Hiszpanii czy Czechach.

Praktycy, czyli sędziowie?

- Sędziowie, adwokaci, prokuratorzy. Jeśli jednak tak jak w Polsce sąd konstytucyjny jest wyłącznie sądem prawa, nie rozstrzyga konkretnych spraw, natomiast bada głównie hierarchiczną zgodność aktów prawnych, to optymalna proporcją sędziów w Trybunale jest 2/3 profesorów do 1/3 praktyków. Praktycy są potrzebni, gdyż niezbędna jest wiedza , jak prawo w rzeczywistości funkcjonuje. Ważne jest, aby kandydat poruszył się swobodnie po całym systemie prawa i miał wyobrażenie, jakie skutki przyniesie wyrok.

Czy praca na stanowisku dyrektora Zespołu Wstępnej Kontroli Skarg Konstytucyjnych i Wniosków nie koliduje z zajmowaniem stanowiska sędziego Trybunału w przyszłości?

- Jest to zarzut oparty na nieporozumieniu. Jeśli popatrzy się na drogi awansów w sądach konstytucyjnych w Europie, to jest typowa ścieżka. Ktoś kto pracuje w biurze trybunału, następnie zostaje sędziami. Przykładowo w Niemczech dwóch sędziów z obecnego składu było wcześniej asystentami w Trybunale i miało zapewne podobny do mojego zakres obowiązków. Na Litwie zaś jedna sędzia byłą profesorem uniwersytetu i jednocześnie dyrektorem departamentu prawnego litewskiego sądu konstytucyjnego. Nieporozumienie polega na tym, że dokonujemy w zespole analiz, a nie rozstrzygamy czy odrzucamy skargi. To sędziowie odrzucają skargi co wynika wprost z art. 36 ustawy o TK, a ja sporządzam opracowania. Staram się wskazywać najlepsze rozwiązania prawne.

Bardzo ważnym problemem są skutki finansowe rozstrzygnięć TK. Czy kwestie obciążeń Skarbu Państwa wynikające ze wznowień postępowań będą przemawiać w Pana przypadku przeciw uchylaniu przepisów?

- Jeszcze przed wejściem w życie konstytucji, Trybunał w jednym ze swoich orzeczeń stwierdził, że równowaga budżetowa jest wartością konstytucyjną. W związku z tym, orzekając należy brać również pod uwagę przestrzeganie tej wartości konstytucyjnej. Problem skutków finansowych zawsze jest brany pod uwagę. Trzeba pamiętać, że obciążenia budżetu państwa będą przede wszystkim występować, gdy tego wymaga ochrona praw obywatelskich. Istota pytania sprowadza się do interpretacji art.190 ust.4 konstytucji. Ten przepis daje bardzo szeroką możliwość wznawiania postępowań po orzeczeniu Trybunału. Ze znanych mi rozwiązań sądów europejskich, jest to jeden z najszerszych wariantów.

Czy nie warto by było więc zmienić ten przepis konstytucji?

Gdyby zmieniać konstytucję, to należałoby się zastanowić nad zmianą art.190 ust.4 i sięgnąć po myśl Hansa Kelsena, którą twórca europejskiego sądownictwa konstytucyjnego wyrażał już w latach 20. ubiegłego wielu. Mianowicie mówił on, ze Trybunał Konstytucyjny orzekając o skutkach swoich orzeczeń zawsze musi balansować pomiędzy nadrzędnością ustawy zasadniczej a pewnością prawa. Może się zdarzyć, że orzeczenie gwarantując nadrzędność konstytucji doprowadzi do zaburzenia pewności prawa. Kelsen obawiał się retroaktywności orzeczeń. Moim zdaniem to powinien być punkt wyjścia do zmiany art.190 ust.4.

Czy może Pan podać przykład właściwego działania Trybunału w sferze skutków finansowych i prawnych?

- Choćby wyrok w sprawie dziedziczenia gospodarstw rolnych. TK orzekł, że przepisy dotyczące dziedziczenia są niekonstytucyjne, ale wykluczył możliwość wznowienia. Gdyby doszło bowiem do wznowienia postępowań o stwierdzenie nabycia spadku licząc od końca lat 50., to doprowadziłoby to do chaosu w obrocie prawnym.

Zawężenie oddziaływania wyroków zatem, np. tylko na przyszłość ułatwiłoby pracę TK?

- Ułatwiłoby funkcjonowanie państwa.

Czy inne zmiany w konstytucji są zasadne?

- Jestem generalnie przeciwnikiem szybkiego zmieniania konstytucji. Uważam, że akt, który obowiązuje od kilkunastu lat jest młodą ustawą zasadniczą. Obserwując inne państwa, można stwierdzić, że najważniejszy jest sposób interpretacji jej przepisów. Dobrym przykładem jest rozwiązanie sporu kompetencyjnego między prezydentem a rządem w sprawie reprezentacji Polski w Radzie UE.

Podnosiły się wówczas głosy, że konstytucja się nie sprawdza, że trzeba ją zmienić. W konsekwencji spór został jasno rozstrzygnięty przez Trybunał. I dzisiaj nikt już do tej kwestii nie wraca. Orzeczenie TK jest lepsze niż zmiana konstytucji.

Czy jednak wejście do Unii Europejskiej nie wymusza zmian w konstytucji?

- Tak. W 1997 roku konstytucją była pisana z perspektywy aspirowania do Unii. Mam na myśli art.90 (ratyfikacja umów międzynarodowych, przekazujących niektóre kompetencje organów władzy państwowej organom międzynarodowym, zastrzeżona jest dla prezydenta).
Teraz jesteśmy w innej sytuacji jako państwo członkowskie. Dodatkowo wszedł w życie Traktat Lizboński, który ma bardzo istotne znaczenie dla ustrojów poszczególnych krajów, np. dla dwuizbowości.

Jakie to ma znaczenie w Polsce?

- W Polsce Sejm ma silniejszą pozycję niż Senat. Natomiast Traktat Lizboński w wielu przepisach - obie izby traktuje równorzędnie. Brałem udział w pracach zespołu powołanego przez marszałka Sejmu, który opracował nowy rozdział konstytucji – członkostwo w Unii Europejskiej. To jest sprawa najważniejsza.