Sędzia Marian S., były przewodniczący wydziału karnego sądu rejonowego, stanął przed sądem dyscyplinarnym obwiniony o pomaganie synowi – adwokatowi w załatwianiu jego spraw. Sąd Najwyższy stwierdził jednak, że dowody nie były wnikliwie przeprowadzone, a ponadto sędzia mógł paść ofiarą pomówienia.

W tej sytuacji SN przekazał sprawę sędziego do ponownego rozpoznania, dopatrując się w wyroku sądu I instancji zbyt pobieżnej oceny dowodów. Sędziemu sądu rejonowego z 40-letnią praktyką postawiono cztery zarzuty. Najpoważniejszy dotyczył nadania biegu apelacji sporządzonej przez jego syna – adwokata, czego w ogóle nie powinien robić.

Drugi zarzut dotyczył dokonania zastrzeżenia w księdze wieczystej na wniosek swego syna – adwokata, czym obwiniony naruszył ustawę o księgach wieczystych i hipotece. Trzeci zarzut to wystąpienie z wnioskiem o wypożyczenie akt sądowych na życzenie referendarza sądowego z innego wydziału. Sędzia ów, jak twierdzi rzecznik dyscyplinarny wydał też kopie i kserokopie akt swemu synowi bez uzyskania od niego pełnomocnictwa.

Nagana za 4 zarzuty

Sąd dyscyplinarny I instancji za każdy z tych czynów wymierzył sędziemu karę nagany. Od orzeczenia Sądu Apelacyjnego w Poznaniu odwołanie złożył minister sprawiedliwości i zastępca rzecznika dyscyplinarnego. Minister zarzucił rozstrzygnięciu obrazę prawa materialnego poprzez nieprawidłową interpretację przepisów. Jego zdaniem nie należało wymierzyć kar dyscyplinarnych za każdy z zarzucanych czynów oddzielnie, lecz wymierzyć jedną karę za wszystkie udowodnione przewinienia dyscyplinarne. Ponadto minister żądał zmiany wyroku i zasadzenia kary proporcjonalnej do stopnia winy, czyli – przeniesienia sędziego na inne stanowisko służbowe.

Zaostrzenia kary żądał zastępca rzecznika dyscyplinarnego:

– Sprawiedliwość jest bezstronna – tak brzmi treść przysięgi sędziowskiej, a obwiniony sędzia S. złamał tę przysięgę – mówił na rozprawie przed Sądem Najwyższym rzecznik dyscyplinarny, sędzia Jarema Sawiński.

Obrońca obwinionego domagał się jego uniewinnienia. Na poparcie swoich racji stwierdził, że sędzia Marian S. nie rozpatrywał merytorycznie wspomnianej apelacji, lecz przekazał ją do kontroli międzyinstancyjnej. Ponadto wszelkie pełnomocnictwa syna – adwokata były złożone w sądzie w związku z rozpatrywaniem sprawy głównej. Natomiast starosta gnieźnieński, główny świadek oskarżenia, rozpowszechniał nieprawdziwe informacje na temat sędziego S., gdyż chciał się zemścić za wydanie przez niego przed laty nakazu karnego.

Uchylenie wyroku

Sąd Najwyższy stwierdził, że pierwsza instancja odniosła się tylko do uchybień godności urzędu sędziowskiego, podczas gdy minister sprawiedliwości postawił sędziemu również zarzut naruszania dwóch ustaw.

– Drugim powodem uchylenia wyroku jest mało wnikliwa ocena zebranych dowodów i sposób przeprowadzenia samego postępowania dowodowego – mówiła sędzia przewodnicząca Małgorzta Gierszon.

Zdaniem SN sąd I instancji dokonał ustaleń na podstawie zeznań świadków, którzy jedynie powtarzali opinie usłyszane od starosty.

SYGN. AKT SNO 19/11