Po amunicję do obśmiania legislacyjnego by-passowania (piszemy o nim w Gazecie Prawnej na str. B8) sięgam więc do źródła oczywistego: na internetową stronę partii rządzącej Platforma.org. Hasłem przewodnim portalu jest: „I Ty możesz zmieniać Polskę!”. W zakładce „O nas” ukryły się złote myśli, które legły u fundamentów partii mieniącej się obywatelską.

Dajmy więc głos partyjnym specom od nawijania makaronu na uszy: „Już od 10 lat Platforma Obywatelska wyzwala pozytywną energię Polaków. Ta energia to efekt ciężkiej pracy każdej Polki i każdego Polaka. (...) Nie ma twórczego społeczeństwa bez aktywnych obywateli”. Nic dodać, nic ująć. Aktywni obywatele nawet specjalnie rządzącym nie wadzą, dopóki nie chcą wtykać wścibskiego nosa tam, gdzie nie są proszeni.

O tym, że Platforma zbiesiła się, objąwszy wszystkie najważniejsze urzędy w kraju, napisano już kilometry tekstów. Mając w poważaniu konsultacje społeczne, które musieliby przeprowadzać w toku rządowych prac nad projektami ustaw, mają gdzieś wysłuchanie publiczne – namiastkę konsultacji, po którą można sięgnąć na etapie prac w Sejmie. Ale kto miałby po nią sięgnąć, skoro marszałkiem izby jest najlepsza przyjaciółka premiera?

I zachowania jakiej równowagi, sprawowania jakiej wzajemnej kontroli władz ustawodawczej i wykonawczej – zgodnie z myślą Monteskiusza – mielibyśmy się po tej parze przyjaciół spodziewać?

Pewien młody, ale już nieco zgorzkniały działacz PO powiedział mi wprost: Jest dziś jak za PZPR. Jeśli należysz do partii rządzącej i masz coś do załatwienia – każdy ci to załatwi. Bo każdy, kto coś może, jest dziś w PO.

Na koniec żarcik: co ma wspólnego Platforma Obywatelska z obywatelami? Mniej więcej tyle, ile demokracja ludowa z demokracją. A że nieśmieszny? Nikt nie mówił, że będzie zabawnie.