Jadwiga Sztabińska, redaktor naczelna

Kiedy wymagają od pracującego codziennej obecności na terenie sądowym i wykonywania zadań zgodnie z poleceniami przełożonych w ściśle wyznaczonych godzinach, o zleceniach, dziełach i innych umowach o świadczenie usług nawet nie powinny myśleć. A co dopiero je zawierać.

Sądy same to doskonale wiedzą, tyle że z jakichś powodów z tej wiedzy nie korzystają.

Co z tym robi Jarosław Gowin, minister sprawiedliwości? Wydaje zalecenie prezesom sądów: kontrolujcie umowy cywilnoprawne, podpisujcie tylko wyjątkowo.

Nic zaskakującego, liczą się przecież priorytety.

Znak zapytania przy słowie „skandal” umieściłam nieprzypadkowo. Bo z jednej strony taka sytuacja budzi słuszne oburzenie. I z powodu pracodawców, i ze względu na samych zatrudnionych.

Z drugiej jednak strony, skoro są takie możliwości prawne jak umowy śmieciowe, to czemu mielibyśmy zabraniać ich wykorzystywania akurat sądom.

W końcu chcemy (wiem, wiem, nie wszyscy) wolnego rynku, deregulacji zawodów, uelastycznienia form zatrudniania, więc niech się to odnosi do wszystkich obszarów, bez wyjątku.

Byleby sądy nie były zmuszone sięgać po takie rozwiązania głównie ze względu na topniejące budżety. Taki powód łamania prawa przez instytucje wymiaru sprawiedliwości to dopiero skandal. Co Pan na to, Panie Ministrze?