Bomby już nie będą bezkarnie tykać w internecie. Sejm znowelizował kodeks karny i każdy, kto zechce wcielić się w rolę MacGyvera, musi się liczyć z karą do pięciu lat pozbawienia wolności.

Co mają ze sobą wspólnego saletra potasowa, soda oczyszczana, cukier, barwnik organiczny i kawałek sznurka? Można z nich skonstruować bombę dymną. Przepisy na wybuchające cacka są proste. Składniki dostępne legalnie na Allegro, w aptece, sklepie chemicznym, a nawet w hurtowniach nawozów sztucznych.

Ale czasy internetowych ułatwień dla piromanów dobiegły końca. Kodeks karny, który do tej pory z wyrozumiałością traktował tego rodzaju wybryki, teraz będzie z całą surowością karał bombowych sobieradków. Przepisy wejdą w życie za miesiąc lub dwa. Wkrótce osoby odsłaniające w internecie tajemnice konstrukcji domowych bomb i zapalników będą musiały liczyć się z tym, że zapukają do nich policjanci lub funkcjonariusze ABW. Kodeks karny poszerzył krąg przestępstw, które mogą być powiązane z działalnością terrorystyczną. Nie chodzi o bezmyślne szkolne żarty, choć i one kończyły się obrażeniami. Ustawodawca chce karać za publiczne prezentacje, które mogą ułatwić zastraszanie, wymuszanie, porywanie czy popełnianie innych zamachów na życie i zdrowie o charakterze terrorystycznym. Dotyczy to autorów bombowych instrukcji, a także e-sklepów handlujących wybuchowymi mieszankami.

Sprawcy mogą być karani także wtedy, gdy do zamachu nie dojdzie, zostanie on w porę udaremniony lub gdy sprawca sam się wycofa. Wystarczy, że prokurator wykaże przed sądem, że publikowane w internecie instrukcje mogły ułatwić popełnienie przestępstwa. Nie chodzi przy tym wcale o bezpośrednie pomocnictwo czy nakłanianie do popełnienia przestępstwa konkretnej osoby.

Policja nie będzie też musiała wykazać, że opublikowany przepis na bombę był formą planowania przestępstwa. Wystarczy, iż autorzy porad stwarzają niebezpieczeństwo, że jeden czy więcej zamachów o charakterze terrorystycznym może zostać popełnionych.