Na prawniczym horyzoncie pojawiła się nowa tendencja w odpowiedzialności cywilnej biur podróży. To, czego nie udało się przeforsować podczas prac parlamentarnych nad ustawą o usługach turystycznych, osiągnięto parę dni temu w Sądzie Najwyższym.

Biura podróży powinny zacząć zwracać klientom pieniądze nie tylko za wszelkie nieprzewidziane wydatki i szkody materialne, ale także za coś, co określa się potocznie zmarnowanym urlopem. Sędziowie doszli do przekonania, że prosty zwrot pieniędzy za rachunki nie rekompensuje w pełni turystom doznanego uszczerbku. Zorganizowany przez profesjonalistę wypoczynek oprócz ekwiwalentu czysto materialnego ma także swój wymiar niematerialny.

Przybiera on postać prawa do niezakłóconego wypoczynku, do bezstresowego pobytu, do zachowania przyjemności z wyjazdu, a nie jej utraty. I o to właśnie prawo do czerpania pełnej satysfakcji z zakupionej imprezy turystycznej upomnieli się w wydanej uchwale sędziowie Sądu Najwyższego. Tym dobrom postanowili też udzielić większej niż dotychczas ochrony. To z całą pewnością krok w dobrym kierunku. Tak w każdym razie ocenią uchwałę SN konsumenci. Co innego właściciele biur podróży, którzy już teraz mogą przewidzieć, co ich czeka w kolejnych sezonach. Jak wynika z kontroli Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, 80 – 90 proc. biur niezmiennie narusza ustawę o usługach turystycznych.

Ale tak naprawdę firmy turystyczne nie obawiają się dzisiaj ani kontroli UOKiK, ani nadzoru ministra sportu czy marszałka województwa. Do tych kontroli zdążyli już przywyknąć. Są nieskuteczne, powierzchowne i spóźnione. Otwarcie przez SN drogi do zadośćuczynienia finansowego za zepsucie wyjazdu ściągnie na barki właścicieli biur kontrole zupełnie innego rodzaju. Kontrole spontaniczne, kontrole pospolitego ruszenia, przeprowadzane przez osoby nazywane dziś potocznie reklamiarzami. Te kontrole będą z pewnością najgroźniejsze. Będzie to też twardy orzech do zgryzienia dla sądów.

Sędziowie, którzy podpisali analizowaną tu uchwałę, wykazali się nietuzinkową odwagą. A w każdym razie była to odwaga większa niż odwaga naszego ustawodawcy, który sprawę przemilczał. Autorzy ustawy woleli rozwodzić się o obowiązkach pilotów wycieczek. Ich zakres uległ znacznemu rozszerzeniu. Cóż, widać, że piloci wycieczek nie mieli tak silnego lobby w naszym parlamencie jak biura podróży.