Posłowie na Wiejskiej i ministrowie w koalicyjnym rządzie mnożą ustawowe projekty. Gdyby było to dublowanie pomysłów dobrych, można by na ten nowy obyczaj prawodawczy spojrzeć z pobłażliwością. Niestety, nasi resortowi legislatorzy powielają pomysły złe, niedopracowane i wybiórcze. Nie tak dawno w porządku obrad Sejmu widniały cztery projekty ustaw na ten sam temat. I myliłby się ten, kto sądziłby, że dotyczyły one dopalaczy i ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Tych było, o ile pamiętam, pięć, a może nawet sześć.

Mody na dublowanie ustaw nie ustrzegli się ministrowie koalicyjnego rządu. Przykłady można mnożyć. I tak nowelizację kodeksu spółek handlowych w zakresie prawa holdingowego przygotowało zarówno Ministerstwo Sprawiedliwości, jak i Ministerstwo Gospodarki. Te same resorty ścigają się teraz, kto pierwszy zdąży przeforsować w Sejmie przepisy o służebności przesyłu.

Nie ma tu miejsca, by szczegółowo porównywać projekty obydwu ministerstw, ale każdy z nich proponuje odmienne rozwiązania i ciągnie paragrafy w inną stronę. Co więcej, można przyjąć, że legislatorzy z Ministerstwa Sprawiedliwości mieli dość mgliste wyobrażenie o rozwiązaniach proponowanych przez swoich kolegów z resortu gospodarki. Kiedy bowiem poprosiliśmy ich o ocenę tych rozwiązań, zwrócili się do redakcji z prośbą o przesłanie projektu ustawy przygotowanego w Ministerstwie Gospodarki. Tym sposobem redakcja wystąpiła niechcący w roli przekaźnika wymiany informacji. Takiej wymiany informacji zabrakło najwyraźniej w koalicyjnym rządzie. Ale przytoczone przykłady świadczą nie tylko o niedoinformowaniu ministrów. Pokazują przede wszystkim, jak słaba jest pozycja premiera i jego kancelarii na wstępnym, kto wie, czy nie najważniejszym, etapie planowania ustaw.

We wzmocnieniu tego centrum nie pomogło niestety Rządowe Centrum Legislacji, które półtora roku temu przejęło od poszczególnych ministerstw obowiązki przygotowywania rządowych inicjatyw ustawodawczych. Stare resortowe przyzwyczajenia wciąż dają o sobie znać. W rządowej praktyce to ministrowie w dalszym ciągu kształtują działalność legislacyjną, a centrum odgrywa rolę marginalną. Cóż z tego, że kancelaria premiera otrzymuje projekty ustaw do opiniowania, skoro nie ma żadnych uprawnień wymuszających na resortach spójność inicjatyw ustawodawczych.

Skutki takiej polityki legislacyjnej są opłakane. W obrocie prawnym funkcjonują na przykład cztery nieprzystające do siebie ustawowe definicje działalności gospodarczej. Co innego przez działalność gospodarczą rozumie ustawa o swobodzie działalności gospodarczej, co innego na ten temat mówi ordynacja podatkowa i ustawa o VAT, a jeszcze innym określeniem posługuje się ustawa o podatku dochodowym. Piątą definicję działalności gospodarczej znajdziemy w słowniku języku polskiego.