To obecny Sejm powinien zdecydować o obsadzie 1/3 trybunału – twierdzą politycy PiS. I chcą to umożliwić, zmieniając prawo. To zamach na sądownictwo – grzmią konstytucjonaliści.
ikona lupy />
Jak wybierani są sędziowie TK / Dziennik Gazeta Prawna
Wszystko miało potoczyć się błyskawicznie: jeszcze w piątek PiS zamierzał przegłosować nowelizację ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, której celem było anulowanie decyzji Sejmu poprzedniej kadencji co do wyboru pięciu sędziów trybunału. Coś jednak poszło nie tak. Poseł Stanisław Piotrowicz, reprezentant wnioskodawców, przesłał bowiem marszałkowi Sejmu pismo o wycofaniu projektu „w wersji przedłożonej 12 listopada 2015 r.”. Zadeklarował jednak, że projekt zostanie złożony powtórnie po wprowadzeniu do niego „poprawek technicznych”.
– Należy więc spodziewać się, że w warstwie merytorycznej ten projekt się nie zmieni, a jeśli już, to zmiany nie będą istotne. A szkoda, bo rozwiązania w nim proponowane są pogwałceniem wielu konstytucyjnych zasad – komentuje prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista z Uniwersytetu Humanistyczno-Społecznego SWPS.
Pogwałcenie zasad
Jeżeli projekt stałby się obowiązującym prawem, z zasiadaniem w gmachu przy Alei Szucha musieliby pożegnać się: Roman Hauser, Krzysztof Ślebzak, Andrzej Jakubecki, Bronisław Sitek oraz Andrzej Jan Sokala. To właśnie oni zostali wybrani do TK przez poprzedni Sejm. Stało się to na październikowym posiedzeniu izby niższej, a więc tuż przed końcem jej kadencji. Przy tym pozwoliły na to jedynie przepisy przejściowe nowej ustawy o TK (Dz.U. z 2015 r. poz. 1064), które również zostały uchwalone rzutem na taśmę przez odchodzącą koalicję.
To wywołało kontrowersje. Zgłaszał je m.in. prezydent Andrzej Duda (patrz: grafika), który z tych właśnie powodów do dziś nie odebrał od nowo wybranych sędziów TK ślubowania, mimo upływu kadencji odchodzących – Wojciecha Hermelińskiego, Marii Gintowt-Jankowicz i Marka Kotlinowskiego.
– Skoro prezydent miał takie wątpliwości, to powinien je wyrazić we wniosku do TK. To bowiem trybunał jest w naszym kraju jedynym organem, który jest władny ocenić, czy przepisy regulujące zasady wyboru sędziów trybunału są zgodne z ustawą zasadniczą, czy też nie – mówi prof. Chmaj.
Nic jednak nie wskazuje, aby prezydent zdecydował się na taki ruch. Co więcej, wygląda na to, że już nie będzie musiał głowić się, czy powinien, czy też nie powinien odbierać ślubowania od sędziów wybranych przez poprzedni Sejm. Zgodnie bowiem z zaprezentowanym przez PiS projektem: „w przypadku kandydatów, którzy przeszli procedurę przewidzianą w art. 17 ust. 2 ustawy z dnia 25 czerwca 2015 r. (o Trybunale Konstytucyjnym – red.), a nie rozpoczęli kadencji w rozumieniu niniejszej ustawy, wybór przeprowadza się od początku, zgodnie z nowymi przepisami”. Obecne prezydium Sejmu oraz grupy posłów miałyby więc siedem dni od wejścia w życie nowych regulacji na przedstawienie własnych kandydatów.
– Ten przepis to jawne pogwałcenie kilku zasad konstytucyjnych, a w tym zasady legalizmu, państwa prawa, czy wreszcie zasady praw nabytych. Przecież te osoby stały się już sędziami i tego nie da się cofnąć, pisząc nowe regulacje – twierdzi prof. Chmaj.
Jeżeli chodzi o regulacje dotyczące sędziów TK, to PiS chce również wprowadzenia zasady, zgodnie z którą ich wyboru dokonywać będzie ten Sejm, w trakcie kadencji którego odchodzą poprzedni sędziowie konstytucyjni. Autorzy projektu proponują też, aby dookreślić, że kadencja sędziego TK rozpoczyna się w momencie złożenia przez niego ślubowania (ma to się dziać w ciągu 30 dni) prezydentowi. To – zdaniem projektodawców – pozwoliłoby uniknąć wątpliwości, czy kadencja rozpoczyna się z chwilą wyboru przez Sejm, czy właśnie po ślubowaniu.
Drastyczne skrócenie
Emocje wywołały również plany drastycznego skrócenia vacatio legis proponowanej nowelizacji. Zgonie z projektem miałby on wynieść jedynie siedem dni. Tymczasem zasadą jest, że akty rangi ustawowej wchodzą w życie – co do zasady – po 30 dniach od ich ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Co stało za taką decyzją projektodawców? Oni sami twierdzą, że troska o sam trybunał. Jak bowiem można przeczytać w uzasadnieniu projektu, „skrócenie terminu wejścia w życie części norm jest uzasadnione koniecznością działania w interesie Trybunału Konstytucyjnego i zagwarantowania mu ciągłości pracy”.
Inaczej to widzi prof. Marek Chmaj.
– Odbieram to jako zamach nie tylko na TK, ale na cały system sądowniczy w Polsce – mówi.
Inni eksperci dodają, że wygląda to na początek demontażu sądownictwa konstytucyjnego.
Problem z kadencyjnością
Kolejnym pomysłem PiS ma być wprowadzenie kadencyjności na stanowiskach prezesa oraz wiceprezesów TK. Konstytucjonaliści są zgodni, że sam pomysł jest dobry. Przypomnijmy, że Sejm poprzedniej kadencji wprowadził kadencyjność również na stanowiskach prezesów poszczególnych izb Sądu Najwyższego. Funkcje kierownicze w trybunale są więc ostatnimi na najwyższych szczeblach władzy publicznej, które nie są czasowo ograniczone.
PiS zaproponował więc, aby kadencja prezesa i wiceprezesów TK trwała trzy lata. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie przepis przejściowy, zgodnie z którym obecny prezes trybunału Andrzej Rzepliński miałby utracić tę funkcję w momencie wejścia w życie ustawy, a jego zastępcy po 45 dniach od tego terminu.
– Takich rzeczy się nie robi. Prawo, zwłaszcza gdy odbiera jednostkom jakieś uprawnienia, nie może przecież działać wstecz – protestuje Marek Chmaj.
Vacatio legis proponowanej nowelizacji miałby wynieść nie 30, a jedynie 7 dni