Po nad tysiąc osób, które siedzą dziś w polskich aresztach, spędziło w nich Boże Narodzenie 2016 r. Tak, 2016 r., to nie błąd. Łączy ich jeszcze jedna rzecz: wszyscy są niewinni. Bo osoba, której nie udowodniono winy i która nie została skazana przez sąd, jest niewinna.
Wiele z tych osób pozostanie niewinnymi zawsze. Sądy bowiem, gdy zajmą się wnikliwie sprawą, stwierdzą, że policja i prokuratura złapały nie tego człowieka. Albo że są wątpliwości co do winy oskarżonego, więc skazać go nie wolno.
Nie da się stworzyć modelowej sylwetki tymczasowo aresztowanego. Jest nim Marcin P., twórca Amber Gold. Siedzi już w areszcie od blisko sześciu lat. Jest nim Alina D., blisko 80-letnia kobieta po chorobie nowotworowej, aresztowana w związku z aferą reprywatyzacyjną. Siedzi rok. Był nim Maciej Dobrowolski, kibic, który przesiedział ponad trzy lata, a w jego obronie stanęli m.in. rzecznik praw obywatelskich i adwokatura. Był nim też Ryszard Bogucki, skazany za zabójstwo „Pershinga”. Odsiedział w areszcie dziewięć lat za zlecenie zabójstwa szefa policji Marka Papały. Jak stwierdził prawomocnie sąd – niesłusznie. Bo Bogucki, choć skazany za jedno zabójstwo, to drugiego wcale nie zlecił. W areszcie zaś był niemalże torturowany przez funkcjonariuszy.
ikona lupy />
Skuteczność wniosków prokuratorskich o tymczasowe aresztowanie (proc.) / Dziennik Gazeta Prawna
Staję niniejszym w obronie staruszki Aliny D., Marcina P., Macieja Dobrowolskiego i skazanego za zabójstwo Ryszarda Boguckiego. I żebym był dobrze zrozumiany: nie bronię twórcy Amber Gold. Nie uważam Boguckiego za wcielenie dobra. Po prostu uważam, że jeśli ktoś jest winny, powinien zostać skazany. I wtedy odsiedzieć wyrok. Tymczasowe aresztowanie (nazywane potocznie „sankami” od słowa „sankcja”) powinno zaś służyć sprawnemu przeprowadzeniu procesu. A jak tu mówić o sprawności, jeśli ludzie siedzą po kilka, a niekiedy kilkanaście lat?
Musimy bowiem sobie coś wyjaśnić. Po pierwsze areszt to nie kara. To środek zapobiegawczy. Nie można więc kogoś aresztować tylko dlatego, że jest złym człowiekiem.
Po drugie areszt jest gorszy niż wyrok pozbawienia wolności. Osadzeni w zakładach karnych widują się z rodzinami, hodują rybki i zbierają znaczki, mogą pracować. Aresztowany siedzi w małej celi – bez rybek, bez pracy i często bez widzeń. Jeździ tylko do prokuratury i do sądu. I czeka na wyrok. Na dodatek nie obejmuje go domniemanie niewinności. Sąd musi mieć stuprocentową pewność, by wydać wyrok skazujący. Prokuratura, gdy wnioskuje o aresztowanie, a sąd, gdy wniosek akceptuje – pewności mieć nie muszą. Wystarczy, że przypuszczają, iż ujęto właściwą osobę.
Niemal wszyscy interesujący się prawem karnym od lat mówią, że „z tymi aresztami to patologia”. I wszyscy widzą winę u innych, ale nie u siebie. A winni są wszyscy. Dla jasności – ja też.
Winna jest prokuratura. Już sam fakt, że ktoś siedzi w areszcie przez pięć lat, oznacza, że śledczy nie są w stanie doprowadzić do skazania aresztowanego przez co najmniej 60 długich miesięcy. Prokuratorzy występują do sądu o tymczasowe aresztowanie w wielu przypadkach, gdy wystarczałby mniej restrykcyjny środek zapobiegawczy. Ochoczo też wnioskują o przedłużenie aresztu. No bo skoro ktoś już siedzi dwa lata, dlaczego miałby nie posiedzieć jeszcze rok? Adwokaci też nie mają wątpliwości: tymczasowe aresztowanie to często przede wszystkim areszt wydobywczy. Wcale nie chodzi o prawidłowy przebieg postępowania. Idzie o to, aby przymusić przetrzymywanego do przyznania się.
„Przyznaj się, a resztę wyroku odsiedzisz w lepszych warunkach. Dostaniesz też niższy wyrok” – mówią śledczy. A przynajmniej tak to relacjonują adwokaci.
Winni są też, rzecz jasna, sędziowie. Już sam fakt, że w ponad 9 na 10 spraw przychylają się do wniosków prokuratury, budzi ciekawość i zaskoczenie. Z danych zebranych przez Helsińską Fundację Praw Człowieka wynika, że zdaniem pełnomocników w 75 proc. przypadków sędziowie rzadko analizują przesłanki do zastosowania aresztu. Jeśli prokuratura mówi, że tak trzeba – sąd się z nią zgadza. A jeśli śledczy twierdzą, że aresztowanie trzeba przedłużyć, mało który sędzia zastanawia się, jaki jest tego sens (ponad 96 proc. wniosków o przedłużenie tymczasowego aresztowania kończy się po myśli prokuratury).
Moim skromnym zdaniem to największa zbrodnia polskich sądów. Wcale nie przewlekłość postępowań w sądach cywilnych. I nie udział sędziów w bardziej lub mniej politycznych wiecach. Nawet nie zgarnięcie 50 zł z lady na stacji benzynowej. Nie ma nic gorszego niż brak chęci zajęcia się sprawą, która decyduje o tym, czy ktoś spędzi następne miesiące w zamknięciu, czy nie. Przypomnijmy: niewinny człowiek, bo bez wyroku. Taśma produkcyjna działa. Dziś przedłużenie „sanek” dostanie czterech, jutro sześciu. Dzień jak co dzień.
Winni są też adwokaci. Każdy, kto czasem bywa w sądzie na sprawach karnych, wie, co mam na myśli. Są wybitni pełnomocnicy, którzy nawet sprawę z urzędu prowadzą z pełnym zaangażowaniem. A są też tacy, którzy dostając od państwa grosze, niewiele z siebie dają. Nie pamiętają, że ich zaangażowanie może decydować o ludzkim losie. Szkoda, że tacy ludzie wykonują zawód.
Winne wreszcie są media. Dla większości dziennikarzy zupełnie niezauważalna jest różnica między tymczasowym aresztowaniem a karą więzienia. Nie rozumiemy, że jeśli sąd stwierdził, że nie ma powodu do zastosowania aresztu, to wcale nie przesądził o tym, że ktoś jest niewinny. Ba, mógł uznać wprost przeciwnie. Przecież jeśli prokuratura ma mocne dowody i nie obawia się mataczenia, a wiadomo, że ktoś nie ucieknie z kraju – po co stosować areszt?
Nie rozumiemy, że aresztowanie i odbywanie kary w więzieniu to nie to samo. W przeciwnym razie przecież nie bulwersowalibyśmy się, że sąd zasądził odszkodowanie Ryszardowi Boguckiemu za 9-letni niesłuszny areszt, prawda? Ale jako że tego nie wiedzieliśmy, to w gazetach i telewizjach pojawiały się twierdzenia, że „po co było dawać kasę bandziorowi – przecież i tak siedział”. Nie akceptujemy też, że wyjaśnianie niektórych spraw długo trwa. Opisywana ostatnio przez „Gazetę Wrocławską” sytuacja, gdy najprawdopodobniej niewinny człowiek przesiedział najpierw w areszcie, a potem w więzieniu 18 lat, to m.in. tego pokłosie. Prokuratura zatrzymała młodego chłopaka, bo przez trzy lata nie byli w stanie nikogo ująć. Szukali więc za wszelką cenę, gdyż media krytykowały, a przełożeni dopytywali, „co tam się u was dzieje”. Wykrywalność najpoważniejszych przestępstw w Polsce sięga ponad 90 proc. Jak to ładnie ujął prof. Paweł Waszkiewicz z UW, wykrywalność zabójstw zaczyna przypominać wyniki demokratycznych wyborów na Kubie.
Winny wreszcie jest ustawodawca. Politycy mają bardzo krótką pamięć. Gdy są w opozycji, wykrzykują o nieludzkich warunkach tymczasowego aresztowania. Wszyscy pamiętamy, że politycy Prawa i Sprawiedliwości uderzali w Donalda Tuska, przywołując sprawę Macieja Dobrowolskiego. Teraz są u władzy. I co zrobili, by takich przypadków było jak najmniej? Nic. Ale nawoływania polityków Platformy Obywatelskiej, która przez osiem lat rządziła, też są żałosne.
A jest co zmieniać.
Dlatego postanowiliśmy za pośrednictwem DGP zaapelować do tych, którzy mogą ukrócić jedną z największych patologii polskiego prawa: zróbcie to.
Dajemy Wam konkretne rozwiązania. Przede wszystkim należałoby wprowadzić nieprzekraczalny limit tymczasowego aresztowania. Niech to będą nawet dwa lata. Przecież w tym czasie – przy odpowiednim zaangażowaniu – dałoby się zakończyć niemal każdą sprawę. A upływający czas byłby dla prokuratury i sądów najlepszym motywatorem do tego, by działać sprawnie. Sytuacja, w której ludzie siedzą po 10 lat, jest nienormalna. I nie ma żadnej sytuacji wyjątkowej, która by to usprawiedliwiała. Ale jeśli ktoś by uznał, że usunięty zostałby systemowy bezpiecznik, niech o tymczasowym aresztowaniu powyżej dwóch lat decyduje Sąd Najwyższy.
Druga rzecz: przesłanki do zastosowania aresztu. Obecnie jest tak, że wystarczy zagrożenie wysoką karą. Ale to przecież niezgodne z absolutnymi podstawami procedury karnej. Areszt przecież ma zabezpieczyć prawidłowy tok postępowania. Założenie, że każdy, komu grozi osiem lat odsiadki, będzie chciał uciec z kraju lub pozabijać wszystkich świadków, jest idiotyczne. Część z nich to pospolici złodzieje, oszuści, albo nastolatkowie, którzy chcieli się przejechać superfurą i wpadli nią na drzewo.
Europejski Trybunał Praw Człowieka wskazuje jasno: państwo może stosować tymczasowe aresztowanie, ale potrzebne jest coś więcej niż zagrożenie wysoką karą. Pod tym względem więc, mówiąc wprost, Polska postępuje niezgodnie z orzecznictwem europejskim.
Warto byłoby też rozważyć ustawowy model przyznawania zadośćuczynień i odszkodowań niesłusznie aresztowanym. Obecnie, statystycznie, człowiek za „przesiedziany” miesiąc może liczyć na ok. 3 tys. zł. Innymi słowy, za dekadę niesłusznego pozbawienia wolności można dostać na mieszkanie. A przecież wszyscy doskonale wiemy, ile w obecnych czasach znaczy 10 lat – bez internetu, bez mediów społecznościowych, bez smartfona itd. Przecież to uczenie się życia na nowo.
Pomyłki w aresztowaniu oczywiście będą się zawsze zdarzały. Przy setkach tysięcy postępowań karnych muszą przytrafiać się błędy. Państwo jednak powinno ponosić za nie odpowiedzialność, także finansową.
I wreszcie, ciężko chore i stare osoby nie powinny być tymczasowo aresztowane. Co nie oznacza, że powinny być bezkarne. Przecież można je szybko osądzić i umieścić w zakładzie karnym dostosowanym do ich sprawności fizycznej. Ewentualnie można by rozważyć ich aresztowanie na łagodniejszych, bardziej humanitarnych zasadach. A jeśli ktoś uważa, że bandziora – nawet starego – nie ma co żałować, to niech wróci do początku mojego tekstu. I przeczyta jeszcze raz. Ze zrozumieniem.
Jak poprawić przepisy?
● Należy określić maksymalny – bezwzględny – czas tymczasowego aresztowania. Po jego upływie osoba powinna być zwolniona i objęta mniej restrykcyjnym środkiem zapobiegawczym.
● Samo zagrożenie wysoką karą nie powinno umożliwiać zastosowania tymczasowego aresztowania.
● Sprawy, w których stosowane jest tymczasowe aresztowanie, powinny być rozpoznawane w pierwszej kolejności.
● O tymczasowym aresztowaniu osób powyżej 70. roku życia i przewlekle chorych na schorzenia zagrażające życiu powinien decydować właściwy sąd apelacyjny.

OPINIE

Od kilku lat obserwuję poprawę
Prof. Ireneusz Kamiński, były sędzia ad hoc Europejskiego Trybunału Praw Człowieka
Problemy związane ze stosowaniem tymczasowego aresztowania nadal w Polsce występują. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć – jest lepiej niż jeszcze dekadę temu. Wówczas Polska miała systemowy kłopot ze stosowaniem długotrwałego aresztu. Przegrywaliśmy często sprawy o to przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Od kilku lat obserwuję poprawę. Wciąż zdarzają się długotrwałe areszty, ale rzadziej. Nadal jednak mamy lekcję do odrobienia. Z orzecznictwa ETPC wynika bowiem, że samo zagrożenie wysoką karą nie jest wystarczającą przesłanką do stosowania tymczasowego aresztowania. To przecież ma przede wszystkim zabezpieczać prawidłowy przebieg postępowania. Jeśli więc w Polsce nadal wiele wniosków prokuratury opiera się jedynie na tej przesłance, a sądy się do tych wniosków przychylają – to bez wątpienia w świetle europejskiego orzecznictwa tak być nie powinno. Należałoby zastosować zasadę, że oprócz wysokiego zagrożenia karą spełniona jest co najmniej jedna z pozostałych przesłanek, np. ryzyko mataczenia lub ucieczki.
Należy też pamiętać o tym, że każdy człowiek – także tymczasowo aresztowany – musi być właściwie traktowany. Niedopuszczalne są sytuacje, by ciężko chore osoby spędzały czas w areszcie bez dostępu do leczenia. Państwo musi im zapewnić właściwą opiekę medyczną i to, mówiąc kolokwialnie, problem państwa, by tak się stało. Nie można powiedzieć: „nie mamy odpowiednich warunków” i nadal przetrzymywać latami osoby chore.
Dobrym pomysłem byłoby właściwe kolejkowanie zadań przez prokuraturę. Skoro tymczasowy areszt służy zabezpieczeniu prawidłowego toku postępowania, zakładam, że podjęcie w pierwszej kolejności czynności wobec osób starszych i schorowanych umożliwiłoby ich wcześniejsze zwolnienie i objęcie innym, mniej dolegliwym, środkiem zapobiegawczym. Także jeśli śledczy są przekonani o czyjejś winie, nie powinni wnioskować o areszt lub jego przedłużenie – nie występuje już przecież ryzyko mataczenia. Środek zapobiegawczy przecież nie jest karą. I nawet jeśli się zalicza na jej poczet, to przecież trzeba pamiętać, że sąd może inaczej ocenić zgromadzony w sprawie materiał dowodowy.

Niektóre regulacje są niezgodne z konstytucją oraz konwencją

Marek Łukaszuk, dyrektor zespołu prawa karnego w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich

Niestety w polskiej praktyce tymczasowe aresztowanie często ma charakter represyjny, a nie zapobiegawczy. Rzecznik praw obywatelskich od wielu lat dostrzega problem nie tylko z praktyką stosowania tego najbardziej dotkliwego środka zapobiegawczego, lecz także z przepisami procedury karnej. Z tego powodu zresztą rzecznik wystąpił z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego. Naszym zdaniem niektóre regulacje są niezgodne z konstytucją oraz unormowaniami Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.
Zastrzeżenia budzi przede wszystkim możliwość stosowania tymczasowego aresztowania tylko na podstawie grożącej podejrzanemu surowej kary. To oznacza, że można zastosować ten środek także wówczas, gdy nie ma żadnego ryzyka, że podejrzany będzie utrudniał postępowanie. A pamiętać powinniśmy, że tymczasowe aresztowanie to środek zapobiegawczy, a nie kara.
Wątpliwości budzi też przepis, który wprowadza możliwość przedłużania tymczasowego aresztowania po zapadnięciu wyroku w pierwszej instancji bez zakreślenia górnej granicy. Zdarza się, że ludzie spędzają w areszcie po 5-8 lat. W ekstremalnych przypadkach nawet powyżej 10.
Rzecznik praw obywatelskich wychodzi z założenia, że jedną z naczelnych zasad procedury karnej jest domniemanie niewinności. Podkreśla to często także Europejski Trybunał Praw Człowieka. Obowiązujące przepisy stwarzają niestety okazję do przyjmowania swoistego domniemania winy. Naszym zdaniem jednak w żadnym razie szukanie rozwiązań na te kłopoty nie powinno się odbywać kosztem obywateli.
Problemem jest także, w niektórych sprawach, kwestia częstotliwości podejmowania czynności procesowych – efektywności wykorzystania okresu tymczasowego aresztowania.
I nie ma większego sensu skupianie się na statystykach, czy w danym roku mniej osób zostało tymczasowo aresztowanych, czy więcej, i ile statystycznie czasu spędzają one w areszcie. Każdy człowiek, który zostaje tymczasowo aresztowany na podstawie wątpliwej przesłanki surowej sankcji i każdy, kto spędza w areszcie długi czas, to o jeden przypadek za wiele.

Miałem klienta, który przesiedział w areszcie 11 lat

Bartłomiej Piotrowski, adwokat

Kłopoty związane ze stosowaniem tymczasowego aresztowania były, są i niestety będą. Jakiekolwiek zmiany korzystne dla obywateli byłyby niekorzystne dla rządzących.
Problemów jest kilka. Podstawowy to nadmiernie długie stosowanie tymczasowego aresztowania. Prokuratorzy, niestety za przyzwoleniem sądów, robią z tego areszt wydobywczy. Celem tymczasowego aresztowania wcale nie jest zapewnienie prawidłowego przebiegu postępowania, lecz zmiękczenie podejrzanego lub oskarżonego. W mojej praktyce miałem klienta, który przesiedział w areszcie 11 lat. 11 długich lat. Niewinny, bo przecież nieskazany, człowiek. Wprawdzie z mojej praktyki wynika, iż takich długotrwałych aresztowań jest mniej, to niestety areszt powyżej dwóch lat w Polsce nadal się często zdarza. To brak jakiegokolwiek szacunku do drugiego człowieka.
Pamiętać bowiem musimy, że warunki w areszcie dla aresztowanego są gorsze niż w zakładzie karnym dla osadzonego. Przykładowo nagminną praktyką jest odmawianie widzeń. Człowiek z dnia na dzień traci kontakt z najbliższymi nawet na kilkanaście lat. Co najwyżej zobaczy ich, zmierzając na salę sądową.
Uważam, że najważniejsza powinna być zmiana praktyki w stosowaniu tymczasowego aresztowania. Dziś do złożenia wniosku, który następnie zyskuje akceptację sądu, wystarcza wysokie zagrożenie sankcją. A przecież ono samo w sobie nie powinno stanowić przesłanki do zastosowania tak radykalnego środka.
Ale mogłyby w tym pomóc też zmiany legislacyjne. Określenie bezwarunkowego limitu czasowego stosowania najbardziej dotkliwego środka zapobiegawczego moim zdaniem byłoby doskonałą motywacją dla prokuratury do sprawnego działania. Musiałaby ona przeprowadzać czynności żwawo. Teraz – mając na uwadze, że w przytłaczającej większości przypadków sąd zgadza się na przedłużanie tymczasowego aresztowania – w wielu postępowaniach miesiącami nic się nie dzieje. A niewinny człowiek pozostaje w zamknięciu.

Stan faktyczny w rzeczywistości ma charakter stanu wyobrażeń

Tomasz Waszczyński, adwokat

W mojej praktyce obrońcy w procesach karnych areszt tymczasowy kojarzy się przede wszystkim z zażaleniami, które w zasadzie nigdy nie są uwzględniane, i z późniejszymi trudnościami w wytłumaczeniu klientowi, jak to możliwe, że nikt nie bierze pod uwagę tego, co wyjaśnił. Dlaczego się tak dzieje? Stosowanie i przedłużanie aresztu najczęściej odbywa się na takim etapie postępowania, na którym zebrano wyłącznie albo prawie wyłącznie dowody niekorzystne dla podejrzanego i bez większych trudności można uznać, że zachodzi duże prawdopodobieństwo, że podejrzany popełnił przestępstwo. Już tylko z tego powodu szanse podejrzanego – szczególnie gdy nie przyznaje się do winy – na nieuwzględnienie wniosku prokuratora są znikome. Kluczowa batalia ma zatem miejsce na poziomie przesłanek szczególnych, tj. obawy ucieczki, matactwa i wysokiej kary. Cała trudność polega jednak na tym, że wszystkie te przesłanki opierają się na domniemaniach i pewnych założeniach co do przyszłego zachowania się podejrzanego. Nie dotyczą zatem zaistniałych faktów, lecz zmuszają sędziego do wyobrażenia sobie, jak sytuacja może się potoczyć. W efekcie w postanowieniach dochodzi do rozstrzygania wątpliwości na niekorzyść podejrzanego. Poruszanie się w sferze przypuszczeń traktowanych jako pewnik powoduje, że niezwykle trudno jest w kolejnych orzeczeniach odejść od raz ustalonego „stanu faktycznego”, który w rzeczywistości ma charakter „stanu wyobrażeń”. Przez to standardem jest przedłużanie aresztów i powielanie tych samych formuł w uzasadnieniach. Ewentualne zmiany powinny skoncentrować się na próbie wprowadzenia konkretnych rozwiązań blokujących możliwość stosowania tymczasowego aresztowania. Tylko takie mogą bowiem przynieść jakiś realny efekt. Sąd stosujący areszt mógłby zostać np. zobowiązany, by wskazywać konkretnie, jak wysoka kara grozić będzie podejrzanemu w świetle zebranych dowodów. Dzięki temu uniknęlibyśmy aresztów w sprawach, w których wysoka kara realnie nie grozi, choć formalnie zagrożenie jest wysokie.