statystyki

Prawnicy różnymi drogami podążają do wygrania sprawy

autor: Agnieszka Damasiewicz25.09.2016, 10:00
p

Dysputy mogą być prowadzone w modelu oksfordzkim, wtedy mają na celu zderzenie argumentów i kontrargumentówźródło: ShutterStock

Prawników można podzielić na tych, którzy działają przy użyciu sofistyki, czyli sztuki sprytnego gadania, oraz na tych, którzy uciekają się do dialektyki, a więc sztuki roztropnego argumentowania. Najlepsi z najlepszych stosują obydwie metody, zależnie od potrzeby i poziomu adwersarza.

Reklama


Reklama


Debata to pomysł antyczny. Pachnie grecką agorą, więc rodowód ma zacny. Jednak dziś kojarzy się z inną grecką imprezą: igrzyskami. Może być raz jednym, raz drugim, dlatego że dziś debata ma różne cele. Może być narzędziem rozwiązywania problemu albo manifestowaniem poglądów. Może być sposobem edukacji albo metodą negocjacji (por. A. Kampka, „Debata publiczna. Zmiany społecznych norm komunikacji”, Warszawa 2014, s. 63 i nast.).

Weźmy debatę polityczną. Z góry wiadomo, że żaden z debatujących zdania nie zmieni. Publiczność może, owszem, przenieść sympatie z jednego na drugiego, ale powalona siłą widowiska, a nie siłą argumentów. Debata polityków ma ochotę być performatywna; uczestnicy chcą wypowiedziami kształtować rzeczywistość, choć kończy się na jej zaklinaniu. To debata pozorna, w miejsce dialogu – antologia monologów.

Jej przeciwieństwem jest debata deliberacyjna, mająca na celu uzyskanie konsensusu w sprawie rozważanej publicznie. To nie ma być wcale kompromis: to ma być konsensus, po dokonaniu debatującego przeglądu argumentów i kontrargumentów. Do takiej dyskusji ma przygotowywać ćwiczenie określane jako debata oksfordzka. Poleciłabym ją politykom, ale szkoda czasu: oni są dla dyskusji straceni. Dla nich przeznaczyłabym zupełnie inne ćwiczenie, mające nadać barw widowisku (ale o nim za chwilę). Dla debaty oksfordzkiej znacznie trafniejszym adresatem są prawnicy. Zarówno sędziowie, jak i zawodowi oraz profesjonalni pełnomocnicy.

Prawników można podzielić na tych, którzy działają przy użyciu sofistyki (sztuki sprytnego gadania), oraz na tych, którzy uciekają się do dialektyki (sztuki roztropnego argumentowania). Jest też model mieszany, Grand Cru wśród prawników, w którym korzysta się z sofistyki lub dialektyki, zależnie od potrzeby i poziomu adwersarza. Dialektycy powinni szkolić się za pomocą modelu debaty oksfordzkiej, sofiści łapczywie chwycą pewnie ten kawałek felietonów, który komentuje ćwiczenia dla polityków. A Grand Cru przeczytają całość.

Otóż debata oksfordzka to ćwiczenie dla człowieka argumentującego – homo argumenticus? Czyli takiego, który chce, dyskutując, uzyskać „pozwolenie od własnej władzy rozumu” na przyjęcie takiego lub innego poglądu czy rozwiązania problemu. Przez przyjęcie własnego pomysłu lub skuszenie się na przyjęcie cudzego. (Sformułowanie Wiliama Jamesa przytoczone przez Romualda Piekarskiego w artykule „Arystoteles, Maclntyre i Ingarden – w poszukiwaniu wzorców dla racjonalnej debaty” opublikowany w „Sztuka debaty”, pod red. Marka Kochana, Gdańsk, 2014, s. 77).


Pozostało jeszcze 81% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 89,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

p »

Prawo na co dzień

p »

Galerie

p »

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama