Decyzja w tej sprawie została zakomunikowana posłom w zeszłym tygodniu.

O powołaniu Prokuratury Europejskiej (PE), a więc instytucji, na której celowniku znaleźć się mają podmioty m.in. wyłudzające dotacje, fundusze unijne oraz przemytnicy, mowa jest już od 2013 roku.

Koniec negocjacji

Na przyspieszeniu prac i potwierdzeniu uzgodnienia projektu rozporządzenia w sprawie jej ustanowienia zależy teraz Słowacji, która do grudnia sprawuje prezydencję. Wiadomo już jednak, że nie wszystkie państwa przyjmują tę inicjatywę z optymizmem (patrz ramka). Powołanie PE możliwe będzie zatem – co najwyżej – w ramach tzw. wzmocnionej współpracy, w której musi wziąć udział minimum dziewięć państw członkowskich. Wśród nich z pewnością znajdą się Włochy, Francja, Niemcy oraz Hiszpania – zwolennicy zmian.

O zintensyfikowanie działań zaapelował niedawno również Giovanni Kessler, dyrektor generalny Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF), przedstawiając raport z działalności swojego urzędu za 2015 r. Wynikało z niego, że Unia w zeszłym roku straciła aż 624 mln euro w ramach zdiagnozowanych nieprawidłowości w zakresie samych funduszy strukturalnych i Europejskiego Funduszu Społecznego.

– Obecnie potrzebujemy odpowiednich ram, które umożliwiłyby państwom sprawną współpracę w walce z oszustwami. Musimy więc czynić starania, aby utworzyć Prokuraturę Europejską – podnosił Kessler.

W ocenie rządu koniec grudnia to czas nierealny, by uzgodnić wszelkie sporne kwestie, jakie znalazły się w projekcie powołującym PE.

– Polska nie może udzielić poparcia dla projektowanego instrumentu. Najprościej rzecz ujmując, znajduje się tam zbyt wiele rozwiązań, które są dla naszego kraju niekorzystne, zagrażają niezależności naszych krajowych organów zajmujących się przestępczością na szkodę finansów Unii – mówił Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości, podczas ostatniego posiedzenia komisji ds. Unii Europejskiej. – Uważamy, że kwestia ochrony suwerenności państwa polskiego ma kluczowe znaczenie przy ocenie zasadności tego projektu, gdyż zakłada on utworzenie ponadnarodowej instytucji i głęboką ingerencję w ustroje krajowych systemów prawnych – dodał.

Niezależność niezagrożona

Z tą tezą nie wszyscy się jednak zgadzają.

– Nie ma rzeczywistych powodów do obaw. Ideą przewodnią PE miało być bowiem mocne oparcie jej funkcjonowania na organach ścigania państw członkowskich. Komisja nie proponowała utworzenia instytucji, która mogłaby przejąć na siebie w całości ciężar ścigania przestępstw na szkodę interesów finansowych – mówi adwokat Zbigniew Krüger z kancelarii Krüger & Partnerzy, członek Europejskiego Stowarzyszenia Adwokatów Karnistów.

I przypomina, że ten obowiązek nadal miał spoczywać na instytucjach krajowych. PE bowiem ma mieć strukturę zdecentralizowaną.

– Śledztwa prowadzić będą delegowani prokuratorzy europejscy zorganizowani w oparciu o struktury krajowe. Prokurator europejski jedynie organizuje ich prace, i tylko w wyjątkowych przypadkach, ze względu na transgraniczny charakter lub wagę przestępstwa, przejmuje śledztwo. W każdym przypadku PE kierowałaby akt oskarżenia do krajowego sądu. Projekt rozporządzenia nie przewidywał powołania jakiegoś odrębnego sądu do tego typu spraw – wyjaśnia mec. Krüger.

Dlatego też jego zdaniem argument o zagrożeniu dla suwerenności państwa jest nietrafny.

Co jeszcze budzi obiekcje rządu? Najważniejsze – zakres kompetencji powoływanej instytucji.

– Jest nacisk ze strony prezydencji i Komisji, by oszustwa VAT-owskie były objęte zakresem przedmiotowym PE. W rzeczywistości natomiast istotne dochody z VAT to dochody budżetu krajowego, w nikłym procencie są to natomiast dochody unijne – podnosił minister Piebiak.

Jak dotąd nie jest też jasne, kto i w jakim zakresie finansować będzie funkcjonowanie PE.

Powinno nam zależeć

Zdaniem mec. Krügera wszystkie te zastrzeżenia nie powinny zaważyć na decyzji rządzących. – Choć nasza prokuratura poradziła sobie z przypadkiem zmowy przetargowej przy inwestycjach drogowych, to przykład wieloletnich nadużyć w Grecji pokazuje, że tego typu instytucja jest potrzebna – podkreśla.

Mowa o aferze z nieistniejącymi plantacjami oliwek, która miała miejsce w latach 1993–2005, a z którą greckie służby sobie nie poradziły.

– Należy pamiętać, że przyjdzie czas, gdy nasz kraj stanie się płatnikiem netto, i powinno nam zależeć na skutecznym ściganiu nadużyć na szkodę finansowych interesów Unii w innych krajach. Wypisując się z tego projektu, pozbawiamy się tej szansy, bo sprzeciw tak ważnego państwa jak Polska może pociągnąć za sobą kolejne. Jest to bardzo krótkowzroczna polityka – akcentuje mec. Krüger.